Menu

 
 

Zaprzyjaźnione strony

 
Tanuki
Aleja Komiksu
Anime Heaven
Vegepic Anime
Dragon Ball Nao
Kage
VWORLD
GTW
Anime Dream
Rei Official Website
Japonia Dream
bleachHEART
Ghibli
Banzai!
 
 

Ocena recenzenta

9.5
Scenariusz
9.0
Pomysł
7.0
Modele/obiekty
8.0
Scenografia
7.0
Animacja
8.0
Muzyka
 
9.0
Ogółem
 
 

Zespół redakcyjny

8.8
Scenariusz
7.5
Pomysł
7.5
Modele/obiekty
7.9
Scenografia
7.5
Animacja
7.5
Muzyka
 
8.0
Ogółem
 
Oceny: 4
 
 

Opinie redakcji

Daldow
Sprawnie realizowane, młodzieżowe kino rozrywkowe świadome (chyba) swojego karykaturalnego dorobku.
Filippiarz
Osobiście średnio mi się podobało, ale obiektywnie jest to dobra, rozrywkowa i wciągająca seria.
 
 

Podobne anime

 
 

Reklama

 
 

Dane podstawowe

 

Code Geass: Lelouch of the Rebellion


» コードギアス 反逆のルルーシュ (JAP)

» Code Geass: Hangyaku no Lelouch (ROM)

 
Code Geass: Lelouch of the Rebellion

Kolejna wyprawa studia Sunrise w świat mechów, tym razem poruszająca liczne problemy egzystencjalne. Niewątpliwy sukces komercyjny i zdobywca licznych prestiżowych nagród, nie tylko ze względu na treść, ale także doskonałą formę. Przy okazji jest to miks gatunkowy dla szerokiej publiczności.

 
Produkcja
Serial TV
Premiera
5.10.2006
Ocena redakcji8.00
(dozwolone od lat 12)
dozwolone od lat 12
 
Użytkownicy
ocena
fragmentu
ocena
całości
8.80 (5)
?.??
Zaloguj się, aby móc oceniać.
 
odcinki 25 x 24 min, 2 x 24 min - łącznie 648 min
przypisania mecha, sf, dramat, psychologia
produkcjaMBS, Sunrise
animacjaSunrise
związane Code Geass: Lelouch of the Rebellion R2   (2008)  -  kontynuacja
ta recenzja Tassadar   (10.06.2008) Ocena:   OcenaOcenaOcenaOcenaOcena   9.00
 
ANN AnimeNfo AnimeDB Anime Planet Tanuki Anime Lyrics Anime Wallpapers
 
 
 

Recenzja

 

Twórca licznych anime z mechami w tle, studio Sunrise, postanowiło zerwać z niepisaną tradycją postrzegania jego dzieł jako produkcji dla wybitnie męskiej części widowni. Słuszny bądź nie, ten stereotyp panował dotychczas powszechnie, a wyłamywały się z niego zaledwie nieliczne produkcje pokroju „Full Metal Panic!” Wykorzystywane do tej pory pomysły powoli przestały wystarczać (ile w końcu razy można ratować świat przed zagładą?), a wszelkie pojawienie się robotów nieuchronnie powodowało dryf w stronę kina akcji. Nadszedł więc czas na coś nowego. Mieszając różne gatunki możemy otrzymać arcydzieło, ale też ryzykujemy, iż oczom naszym ukaże się przerażający potworek. Takie obawy towarzyszyły mi, gdy zasiadałem do seansu. Co też takiego zmalowało tym razem studio?

Zgodnie z obranym kursem, za napisanie scenariusza wzięli się ludzie nie mający do tej pory z mechami zbyt wiele wspólnego Hiroyuki Yoshino i Ichirō Ōkouchi, znani do tej pory bardziej z „My-HIME”, czy... „Azumangi”. Aby jednak nie wdepnąć w coś nieprzyjemnego, zaangażowano też reżysera, który miał już doświadczenie w tym aspekcie, choć może i nie budzące specjalnego zachwytu. Trudno bowiem pracę Gora Taniguchiego nad „GUNxSWORD” czy „Mugen no ryvius” uznać za wydarzenia epokowe. Jednakże pozytywne efekty widoczne są już po pierwszych odcinkach. Wprawdzie wielkie roboty zajmują znaczną część czasu ekranowego, jednakże akcja i rozwój fabuły dawkowane są równorzędnie, dzięki czemu widz nie odczuwa znużenia żadnym z elementów.

Pierwsze skrzypce gra tu historia opowiedziana w stylu godnym najlepszych wzorców kina. Pomysł świata, w którym po wielkiej wojnie Imperium Brytanii podbija Japonię, może z pozoru wydawać się nieco oklepany, ale muszę przyznać, że sposób jego przedstawienia zaciekawił mnie od samego początku. Zajęte przez wrednych najeźdźców wyspy stają się bowiem tzw. Strefą 11, w której dotychczasowi mieszkańcy zostają pozbawieni wszelkich niemal praw i sprowadzeni do roli służących, ku wygodzie panującej szlachty. Duma samurajów jednak nie ginie, tak więc ruch oporu jest prężny, choć niezorganizowany. W świat ten wkracza Lelouch Lamperouge, młody człowiek mający wszelkie powody, by nienawidzić Imperium mimo bycia jego obywatelem. W wyniku dworskich intryg zginęła bowiem matka bohatera, zaś jego siostra straciła wzrok i została skazana na życie na wózku inwalidzkim. Splot nieoczekiwanych okoliczności powoduje że Lulu, gdyż tak pieszczotliwie zwą go przyjaciele, wchodzi we władanie potężną mocą zwaną Geass. Od tej pory każdy ten, kto ujrzy jego wzrok, może zostać zmuszony do wykonania dowolnego polecenia, szybko i bez oporu. Czy ta potęga wystarczy, by zatrząść Imperium w posadach i obrócić je w pył?

Muszę przyznać, iż początkowe odcinki nasuwają silne skojarzenie z „Death Note’em”. Tu także mamy do czynienia z genialnym nastolatkiem, który za pomocą nadprzyrodzonej mocy i intelektu pragnie zmienić świat. Na tym jednak podobieństwa się kończą. Fabuła „Code Geass” jest o wiele bardziej rozbudowana, a przy tym logiczna i zaskakująca. Kolejne wydarzenia przedstawiane są bardzo zręcznie, utrzymując stałe zainteresowanie widza. Raz po raz serwowane są kolejne soczyste pomysły, sprawiające, iż z napięciem śledzi się to, co dzieje się na ekranie. Co ważniejsze, wszystko logicznie z siebie wynika, dając akurat tyle swobody wyobraźni, by móc spodziewać się pewnych wydarzeń, ale jednocześnie nigdy nie być pewnym tego, co się stanie. Wprawna reżyseria przyciąga i nie pozwala się nudzić. Można wręcz stwierdzić, iż zagospodarowano skutecznie każdą sekundę. W trakcie oglądania nie odnalazłem bowiem ani jednej niepotrzebnej dłużyzny, choć jestem na ten element szczególnie wyczulony. Akcja bardzo często przyspiesza, obfituje w zaskakujące zwroty i ciekawe spostrzeżenia na temat polityki. Tu nie tak łatwo osiągnąć cel, nawet dysponując pomocą nie z tego świata. Widz zresztą szybko przekonuje się, że Geass też ma swoje ograniczenia, a najmniejszy błąd w misternych planach jest zawsze brzemienny w skutkach.

Co ciekawe, „Code Geass” ma też wyraźne ambicje poruszenia kilku mrocznych aspektów ludzkiej psychiki. Zagłębiwszy się w analizę umysłu człowieka, stawiane są pytania o sens zemsty, życiowe ideały, a także zachowanie człowieczeństwa wobec nadludzkiej potęgi. Tajemnicza moc Geass, którą obdarzony zostaje główny bohater, staje się bowiem dla niego nie tylko środkiem realizacji własnych dążeń, ale też złem, z którym musi walczyć. Jak bowiem zachowa się człowiek obdarzony nadprzyrodzoną władzą nad zachowaniem innych? Tak jak wielu z nas na jego miejscu, czyli w sposób moralnie dyskusyjny. Pod pretekstem tworzenia lepszego świata, w imię wyższych ideałów, ludzkie życia traktowane są niczym pionki na szachownicy. Leluoch, mimo oczywistego na pozór podobieństwa do niejakiego Lighta Yagamiego, jest jednak o wiele bardziej wiarygodny. Głównie dlatego, że, w przeciwieństwie do właściciela notatnika, nie jest wolny od ludzkich uczuć, troski o najbliższych, a także prostych błędów. Jednocześnie jest równie szczwany i z pełną świadomością tego faktu pokonuje wrogów nie tyle mocą Geass, co intelektem. Należy jednak zauważyć, iż przedstawienie innych postaci niepozbawione jest szeregu uproszczeń i czasami zachowanie bohaterów staje się co najmniej dziwne. Prym wiedzie tu Suzaku, który teoretycznie miał być rycerzem z pozoru bez skazy, targanym poważnymi rozterkami moralnymi. Wyszedł nijaki i irytujący, co zresztą można powiedzieć o kilku pozostałych postaciach stricte „pozytywnych”. Reszta towarzystwa prezentuje się już zdecydowanie lepiej, przy czym na uwagę zasługuje zwłaszcza C.C., która ma teoretycznie mało do powiedzenia, ale jej pojawienie się zawsze zwiastuje coś ciekawego. Spodobać może się również dziennikarz w ciągłym poszukiwaniu sensacji Diethard Ried, uczennica o ciekawym „drugim życiu” Kallen Stadfeld i jeden z moich ulubieńców – Jeremiah Gottwald vel Orange-kun. Nie bez znaczenia dla takiego obrotu sprawy jest dobór seiyū, którzy doskonale wczuli się w role i z zaangażowaniem przenieśli własne głosy do tego rozbudowanego świata. Popis swych umiejętności daje zwłaszcza Yukana Nogami, dzięki której C.C. staje się rzeczywiście postacią tajemniczą i intrygującą.

Uniwersalność wobec odbiorcy, która przyświecała twórcom, została zrealizowana nie tylko poprzez stworzenie wciągającej historii i bohaterów. Ciężko jest bowiem jednoznacznie określić gatunek, do którego „Code Geass” należy. Przeważają w nim elementy dramatu i typowej akcji z mechami na stanie, ale nie brakuje też wstawek komediowych, romantycznych i...reklamowych. Tak, moi drodzy, jest to chyba pierwsze anime, w którym tak wyraźnie zaznacza się product placement, choć na szczęście jest to raczej dowcip twórców. Nieokreśloność nie zawsze jest zaletą, o czym mogą przekonywać losy anime, które w próbie zdobycia szerszego grona odbiorców zatraciły swój charakter i klimat, jak choćby w przypadku „Trinity Blood”. Twórcy „Code Geass”, zdając sobie sprawę z niebezpieczeństwa, postanowili nie upychać w serialu niczego na siłę. Jeśli pojawiają się elementy komediowe, ich obecność jest naturalna i uzasadniona. Walki mechów są efektowne, ale nie przekombinowane, zaś poważny, a czasem smutny nastrój jest wprowadzany łagodnie i taktownie. Gdy zaś akcja zbliża się do istotnego punktu, anime wznosi się na absolutne wyżyny. Często przyjdzie się wam wzruszyć do łez, szczerze roześmiać czy też zbierać szczękę z podłogi w momencie, gdy zaskoczeni zostaniecie kolejną nieprzewidywalną sytuacją. Gorō Taniguchi pokazał klasę, dowodząc przy okazji, że „GUNxSWORD” był tylko wypadkiem przy pracy.

Pod względem graficznym seria budzi mieszane uczucia. Z jednej strony tła są przepięknie kolorowane i szczegółowe, a modele mechów wyjątkowo udane i nie nadużywające komputerowych efektów, co w erze takich anime jak „Appleseed” zasługuje na słowa uznania. Widok zniszczonych miast w bardzo sugestywny sposób przedstawia sytuację, w jakiej znalazł się pokonany naród i pozwala nam lepiej zrozumieć ich motywację. Przerażająco wręcz dokładnym symbolem upadku wielkiej niegdyś Japonii jest święta góra Fuji, której całe zbocze pokryte jest zimną stalową bryłą kopalni. Takie świętokradztwo porównywalne jest dla Polaka chyba tylko z wybudowaniem McDonalda w klasztorze na Jasnej Górze. Problem stanowią natomiast projekty postaci. Tworzone były one bowiem przy współpracy z paniami z Clampu, co nie do końca zdało egzamin. Rozumiem, że takie ukazanie bohaterów było także elementem potencjalnego poszerzenia widowni o część żeńską, ale widok wychudzonych bishōnenów za sterami potężnych mechów pozostawia w ustach pewien niesmak. Niemal wszystkie postaci są nienaturalnie rozciągnięte w pionie i wyjątkowo chude. Kolory włosów we wszystkich możliwych odcieniach fioletu i różu także nie wzbudzają specjalnego zachwytu i wydają się zdecydowanie nie na miejscu.

Skoro tak już nieco znęcam się nad wadami omawianej produkcji, warto słów parę rzec na temat openingu i endingu. Przyznam szczerze, że takiej kakofonii nie słyszałem już dawno. W założeniu miał to być chyba melodyjny j-rock czy j-pop, ale twórcy najwyraźniej pozazdrościli pewnemu bardowi z niewielkiej wioski galijskiej, która wciąż stawia opór najeźdźcy, w efekcie czego otrzymujemy bliżej nieokreślone wycie, które jak najszybciej należy przewinąć, by nie doznać trwałego uszczerbku na zdrowiu. Reszta udźwiękowienia jest już na poziomie. Podkład muzyczny poszczególnych scen doskonale podkreśla klimat. Mistrzostwem pod tym względem są utwory w wykonaniu Hitomi – „Stories” i „Masquerade” wyciskają łzy z oczu w ilości godnej wodospadu Niagara. Melomanów jednak uprzedzam, że soundtrack należy raczej do tych, które słuchane poza anime tracą swój blask, stając się jedynie przeciętnym gitarowym brzdąkaniem.

Jak więc udał się ten animacyjny eksperyment? Czy zdołano stworzyć serial z mechami dla szerokiej widowni? Zdecydowanie tak. Mariaż znanych schematów kina akcji, stosowanych podczas walk z portretowaniem ludzkiej psychiki, okazał się nad wyraz strawną mieszanką. Powstało anime, które skutecznie wykorzystuje zdobyte doświadczenia. To nie ponury „RahXephon” ani przyciężki „Evangelion”, ale też nie banalny zbitek kolejnych walk. Jest na tyle przemyślaną serią w swej tematyce, że z powodzeniem konkurować może nawet z legendami gatunku, a nawet wiele z nich prześcigać. Przy okazji po raz kolejny okazało się, że w historii z mechami najważniejszy pozostaje człowiek, jego przeżycia i postawa. Serię można z czystym sumieniem polecić każdemu poszukującemu „czegoś więcej”, ale też i widzowi pragnącemu po prostu ujrzeć kawałek dobrego anime. Z chęcią obejrzą ją też pewnie doświadczeni wyjadacze, którym przypomną się stare dobre czasy, gdy na kasetach VHS królował „Gundam”. Wśród fanów „Code Geass” jest już też spora żeńska widownia. Studio Sunrise swój cel więc zrealizowało, a pozostawiając otwarte zakończenie pierwszej serii zapewniło sobie furtkę do dalszego rozwoju w kolejnym, ukazującym się w tym roku sezonie.
Parafrazując więc słowa głównego bohatera: Ja, Tassadar Recenzent, nakazuję wam obejrzeć to anime!, zaś Wasza odpowiedź brzmieć powinna: Yes, your Highness!

 
 

Komentarze

 
 

Przykładowe kadry

 

Odnośniki związane z tematem

 
 

Twórcy

Funkcja Imię i nazwisko
Reżyseria Gorō Taniguchi
Kompozycja serialu Ichirō Ōkouchi, Hiroyuki Yoshino
Scenariusz Hiroyuki Yoshino, Ichirō Ōkouchi, Yuuichi Nomura
Scenopis graficzny Go Sakamoto, Gorō Taniguchi, Kazuya Murata, Kunihisa Sugishima, Tsukasa Sunaga, Yoh Shinkai
Muzyka Hitomi Kuroishi, Kotaro Nakagawa
Oryginalny projekt postaci CLAMP
Projekt postaci Takahiro Kimura
Scenografia Yoshinori Hishinuma
Projekt obiektów mechanicznych Akira Yasuda, Eiji Nakata, Junichi Akutsu, Kenji Teraoka
Pomysł Gorō Taniguchi, Ichirō Ōkouchi
Kompozycja piosenek Daisuke Asakura, Mikiya Katakura, Takeshi Asakawa
Wykonanie piosenek Access, ALI Project, Flow, Jinn, SunSet Swish
 
 

Obsada

W rolach głównych
 
Imię i nazwisko Postać
Jun Fukuyama Lelouch Lamperouge
Takahiro Sakurai Suzaku Kururugi
Yukana Nogami C.C.
W pozostałych rolach
 
Imię i nazwisko Postać
Akeno Watanabe Viletta Nu
Ami Koshimizu Kallen Stadtfeld
Fumiko Orikasa Shirley Fenette
Jouji Nakata Diethard Ried
Junko Minagawa Cornelia Li Britannia
Kaori Nazuka Nunnally Lamperouge
Kazunari Tanaka Shinichiro Tamaki
Ken Narita Jeremiah Gottwald
Kikuko Inoue Cecile Croomy
Masayo Kurata Rakshata Chawla
Mitsuaki Madono Kaname Ougi
Noriaki Sugiyama Rivalz Cardemonde
Norihiro Inoue Schneizel El Britannia
Omi Minami Euphemia Li Britannia
Saeko Chiba Nina Einstein
Sayaka Ohara Milly Ashford
Tetsu Shiratori Lloyd Asplund
Yuuji Takada Kyoshiro Todo
Issei Futamata Kousetsu Urabe
Kiyoyuki Yanada Andreas Darlton
Nobuo Tobita Clovis La Britannia
Norio Wakamoto Cesarz Britannii
 
Start
 »
Redakcja
,
FAQ
,
Zaprzyjaźnione strony
,
Wymiana bannerów

Anime
 »
Recenzje
,
Zajawki
,
Tytuły
,
Postacie
,
Seiyū
,
Twórcy
,
Studia
Słowniczek
 »
Katalog
,
Indeks

Artykuły
Forum
Galeria
Kino azjatyckie
 »
Recenzje
,
Tytuły
,
Aktorzy
,
Twórcy

Linkownia
 »
Katalog
,
Lista
,
Kategorie
,
Typy witryn