Alpha Hatsuseno w zarządzanej przez siebie kawiarni codziennie parzy kawę i czeka na gości, którzy nigdy nie nadchodzą. Monotonię jej życia przerywa niespodziewana przesyłka, a w niej aparat fotograficzny i cały świat czekający na to, by go za pomocą aparatu utrwalić. Tajemnicze, zwiewne OAV o pastelowym posmaku.
| odcinki | 2 x 29 min, 2 x 33 min - łącznie 124 min | |
| przypisania | proza życia, sf, seinen | |
| animacja | Asia-do Animation Works | |
| ta recenzja | el doctore (30.05.2008) | Ocena: ![]() ![]() ![]() ![]() 7.50 |
Christina von Braun, kulturoznawczyni z berlińskiego Uniwersytetu Humboldtów, w toku długoletnich badań odkryła ciekawą prawidłowość opisującą różnice w funkcjonowaniu pamięci u kobiet i mężczyzn. Według uproszczonej wykładni von Braun, kobiety konstruują pamięć, utrwalając mijający czas na bieżąco, zazwyczaj dając temu wyraz pod postacią dziennika czy też korespondencji, w których utrwala się ulotne przeżycie, emocja – jednym słowem – wszystko to, co w powszechnym rozumieniu buduje indywidualną pamięć, intymną historię jednostki.
U mężczyzn wygląda to trochę inaczej. Ich konstruowanie pamięci jest w jakimś sensie podejmowane w punkcie, w którym kończą robić to kobiety. Męska pamięć powstaje niejako post factum, zazwyczaj w postaci wspomnień, gdy już zna się większość zakończeń, posiada ogląd całości, odpowiedzi na większość pytań, pozwalające owe bogactwo przekuć w mądrość i wpisać w szeroki kontekst dziejów powszechnych. Tak rodzi się historia.
Piszę o tym nie bez przyczyny, piszę przy okazji oglądania „Yokohama kaidashi kikō” i „Yokohama kaidashi kikō: Quiet Country Café”, efemerycznych dziełek na podstawie mangi Hitoshiego Ashinana, widząc w nich nieomal idealną wykładnię teorii Christiny von Braun. Przyznaję, że owa teoria spadła na mnie jak łaska, bo długo nie dawałem sobie rady ze zrozumieniem, na czym polega fenomen owych dwóch OAV. Dlaczego, podczas wielokrotnych spotkań z bohaterką „Yokohama kaidashi kikō”, dziewczyną o wielce znaczącym imieniu Alpha, tak łatwo dawałem się urzec magii jej świata, zarazem pozostając w głębokim przekonaniu, że czegoś mi w nim brakuje, że historia kelnerki parzącej kawę nijak nie składa mi się w całość.
Wygląda to bowiem następująco. Jest świat, powiedzmy że Japonia, skoro w tytule mamy nazwę miasta Yokohama. Jest kawiarnia o nazwie Alpha Café, która usytuowana jest na samym końcu tego świata, co przecież zakrawa na paradoks, gdyż Alpha oznacza początek. Ale nic to. Kawiarnią zarządza dziewczyna o imieniu identycznym, jak pierwszy człon nazwy kawiarni i zakresie obowiązków, które z grubsza można określić (kolejny paradoks) jako kultywowanie końca. Zapomniałem bowiem wspomnieć, że kraina, owa umowna Japonia, jest zasadniczo martwa, przyobleczona w postapokaliptyczny krajobraz, zalana wodą, prawie doszczętnie wyludniona, a mimo to dziwnie piękna, jak w słowach piosenki kończącej „Yokohama kaidashi kikō: Quiet Country Café”, śpiewanej przez odtwórczynię roli Alphy, Hekiru Shiinę: Świat jest wyspą o zachodzie słońca. To takie wspaniałe.
Jeszcze jeden paradoks? No tak, jest tu ich dużo, dużo więcej. Na przykład, jaki sens ma codzienny rytuał pobudek i parzenia dużych ilości kawy, skoro nikt nigdy do kawiarni nie zagląda? Jak ocenić i nadać sens pracy pozbawionej wymiaru elementarnej użyteczności? Kto w końcu miałby Alphę rozliczyć i wynagrodzić z solidności owych starań, skoro nie ma ona pracodawcy? Fakt, był kiedyś niejaki Hatsuseno, ale wyjechał dawno temu, w zasadzie nie wiadomo kiedy, tym bardziej, że Alpha, o czym do tej pory nie wspomniałem, jest robotem; na domiar złego (?) jest nieśmiertelna, więc nie rozumie, co w kontekście wiecznego trwania miałoby oznaczyć słowo „kiedyś”.
Dni Alphy różnią się od siebie zmienną aurą za oknem, robot-kelnerka nie ma przyjaciół, za którymi zresztą niespecjalnie tęskni (bo czymże jest przyjaźń w rozumieniu robota?), parzy kawę i czasem odwzajemnia pozdrowienia jedynego człowieka w okolicy, Ojjiego, zarządcy malutkiej stacji benzynowej, równie użytecznej jak kawiarnia Alphy, czyli inaczej mówiąc – całkowicie zbędnej.
Pewnego razu coś się jednak wydarza i na drodze Alphy staje Kokone Takatsu, pracownica firmy przesyłkowej (również robot), która przynosi dziewczynie wieści od właściciela kawiarni (ma się dobrze, jest gdzieś, nie wiadomo kiedy wróci), prezent w postaci aparatu fotograficznego i prośbę, by Alpha dzięki podarunkowi zaczęła utrwalać na zdjęciach otaczający ją świat. Aparat fotograficzny Alphy jest dość szczególny zarówno w budowie, jak i użytkowaniu. Jego obiektyw przypomina gałkę oczną i jest wykonany z tego samego materiału, z którego zostały wykonane oczy Alphy, używa się go natomiast wprowadzając do ust specjalny przewód, który pozwala, po zamknięciu oczu, widzieć świat okiem obiektywu. Jak wygląda świat widziany przez zamknięte oczy?
Nie wiadomo, bo zdjęć nikt nam nie chce w „Yokohama kaidashi kikō” pokazać. Możemy się jedynie domyślać estetycznych gustów sympatycznej kelnerki, śledząc jej zachwyt lub irytację, pobudzane kolejnymi postapokaliptycznymi fragmentami pejzażu. Sumienność to jedna z najjaśniejszych cech charakteru Alphy, więc jej modelami stają się kolejno Kokone, żółty skuter Alphy oraz Ojisan. A później cały okaleczony świat.
I to jest właśnie w tych dwóch krótkich filmikach takie zdumiewające. „Yokohama kaidashi kikō” i „Quiet Country Café” są bowiem jak puste naczynia, w które widz sam musi wlać treść, ze strony twórców dostając jedynie obietnicę w postaci nigdy nie zaczętej opowieści, kilka wschodów i zachodów słońca, wiatr, deszcz i spektakularne tornado. Jednym słowem – widz „Yokohama kaidashi kikō” dostaje absolutne minimum, czyli jedynie protagonistę, który inaczej niż w teatrze greckim, nie jest w stanie poprowadzić jakiegokolwiek dialogu, utrwalając rzeczywistość wedle kobiecego schematu opisanego przez von Braun. „Yokohama kaidashi kikō” jest bowiem stuprocentowym intymnym kobiecym dziennikiem, pozbawionym przynoszącej ulgę męskiej puenty. Oglądając „Yokohama kaidashi kikō” czuję się jak w opuszczonym teatrze pełnym bezużytecznych rekwizytów. Skąd w jednej z pierwszych scen „Yokohama kaidashi kikō” na stole, przy którym Alpha, pije poranną kawę, bierze się pistolet? Po co tam leży, w tym doszczętnie wyludnionym świecie? Jakie zagrożenia przywodzi na myśl? Ale znowuż – jaką myśl, skoro roboty nie mają wspomnień i tylko czasem (co się sporadycznie zdarza naszej bohaterce), wydaje im się, że czują coś na kształt tęsknoty?
Zdezorientowanym uczestnikom tych peregrynacji, pozbawionym wszelkich drogowskazów i map, nie pozostaje w sumie nic innego, jak pójść śladem Alphy metodycznie utrwalającej aparatem fotograficznym dziennik ulotnych zachwytów, aby samemu nadać owym poszczególnym kadrom wymiar historii. Zadanie to niełatwe, bo jak mówi bohaterka: nie ma niepotrzebnych scen, trzysta zdjęć to za mało.
Ma to swoje dobre strony. Obie części „Yokohama kaidashi kikō” daje się bowiem oglądać w dowolnej kolejności. Epizody, które nie składają się w całość i nie mają swoich znaczących kontynuacji, są jak porozrzucane zdjęcia Alphy. Wszystko w nich kończy się i zaczyna w zależności od tego, jak długo ma się ochotę oddawać kontemplacji poszczególnych ujęć chmur, wschodów i zachodów słońca, zdewastowanych budowli, zatopionego miasta itd. Jeśli zaś ktoś czuje, że owa kontemplacja nie jest zadaniem na miarę jego ambicji, może pocieszy go fakt, że niecodzienność „Yokohama kaidashi kikō” wpisuje się w japońską tradycję mono no aware, literackiej metody twórczej, a zarazem poglądu na świat, wywodzącego się jeszcze z epoki Edo, który zdaje się podzielać twórca oryginalnej mangi, Hitoshi Ashinano.
Mono no aware, idea będąca sama w sobie dalekim echem starej głęboko zakorzenionej w tradycji Japonii metafory ulotnego piękna, zaklętego w kształt sakury (drzewo wiśni), to w prostej translacji coś na kształt dobrej melancholii, pozbawionej piętna rozpaczy. Jest to postawa egzystencjalna, skłaniająca do uczestnictwa w pięknie natury, mającym łagodzić świadomość śmierci i przemijania wszystkich rzeczy. Tym bardziej nabiera sensu obecność w samym centrum tego świata dziewczyny-robota, który bez zbędnego dramatyzmu jest w stanie stawić swoją nieśmiertelnością czoła upadkowi, ciszy i martwocie. Człowiek miałby z tym zapewne niejaki problem, jak sądzę. Tym bardziej mamy kolejny dysonans, że przejmującym obrazom towarzyszą nieodłącznie kojące dźwięki hawajskiej gitary, dalekie wariacje na temat bossanovy i lekkie podmuchy wiatru, tak jakby postapokaliptyczna Yokohama była zapowiedzią rozkosznych wakacji.
„Yokohama kaidashi kikō” w wymiarze graficznym zatopiona jest w błękitnej, migoczącej srebrem wodzie i w pastelowym niebie. Nocą, gdy zapalają się światła ukrytej głęboko pod czarną taflą wody starej Yokohamy, gdy patrzy się na ten widok ze szczytu okolicznych wzgórz, oddech zamiera w piersiach, chociaż nadal trudno powiedzieć dlaczego.
Gwoli ścisłości trzeba dodać, że „Yokohama kaidashi kikō: Quiet Country Café” zrobiła inna ekipa realizacyjna niż „Yokohama kaidashi kikō”, więc jeżeli ktoś przyzwyczaił się do projektu postaci z pierwszego OAV, ma prawo czuć się początkowo lekko zdezorientowany. Jednak to tylko chwilowa niedogodność, gdyż zarówno w budowie i kolorystyce, jak i oprawie dźwiękowej, „Quiet Country Café” wiernie podąża tropem „Yokohama kaidashi kikō”.
| Funkcja | Imię i nazwisko |
| Reżyseria (YKK) | Takashi Anno |
| Reżyseria (QCC) | Tomomi Mochizuki |
| Scenariusz (QCC) | Tomomi Mochizuki |
| Scenopis graficzny (QCC) | Tomomi Mochizuki |
| Muzyka (YKK) | Gontiti |
| Muzyka (QCC) | Choro Club |
| Oryginalna manga | Hitoshi Ashinano |
| Projekt postaci (YKK) | Atsushi Yamagata |
| Projekt postaci (QCC) | Masayuki Sekine |
| Scenografia (YKK) | Hiroshi Kato |
| Scenografia (QCC) | Shichiro Kobayashi |
| Reżyseria dźwięku (YKK) | Aya Mizoguchi |
| W rolach głównych | |
| Imię i nazwisko | Postać |
| Hekiru Shiina | Alpha Hatsuseno |
| W pozostałych rolach | |
| Imię i nazwisko | Postać |
| Akiko Nakagawa | Kokone Takatsu |
| Akio Suyama | Takahiro |
| Ikuko Sugita | Lekarka Kōmīshi |
| Miki Nagasawa | Makki |
| Mikio Terashima | Ojisan |