| odcinki | 24 x 24 min - łącznie 576 min | |
| przypisania | sf, nadprzyrodzone, akcja | |
| produkcja | GONZO | |
Na początek ostrzegam: fabułę streszczam na podstawie informacji zawartych w internecie, a nie tego, co zobaczyłem w pierwszym odcinku owego... tworu.
Akcja „Blassreitera” dzieje się w Niemczech. Dochodzi tu do dziwnych incydentów - zmarli powracają do życia, w dziwnej, przerażającej formie, siejąc dookoła spustoszenie i chaos. Do jednego z takich tajemniczych wydarzeń dochodzi w czasie wyścigu motocyklowego. Podczas ataku jeden z najsłynniejszych zawodników ulega poważnemu wypadkowi, który uniemożliwia mu dalszą sportową karierę. Dostaje jednak propozycję - pewien nowy, nietestowany lek ma go przywrócić do pełni sił witalnych.
I tak można podsumować pierwszy odcinek, ponieważ dalsze zagłębianie się w jego fabułę wydaje mi się bardzo karkołomnym pomysłem. Przyznać muszę, że dawno nie widziałem tak chaotycznego, źle wyreżyserowanego i nieprzyjemnego w odbiorze odcinka anime. W „Blassreiter” wszystko jest nieudolne – od postaci, poprzez dialogi, aż do prowadzenia fabuły. Animacja stoi na słabym poziomie, w większości opierając na rozwiązaniu, za którym nie przepadam - nadmiernym wykorzystywaniu komputera. Pokazane w ten sposób wyścigi czy sceny walk wyglądają po prostu tragicznie, wyróżniają się zanadto na tle pozostałych scen odcinka; ruchy potworów są bardzo toporne i nienaturalne. Technicznie przypomina to niedawne „Moonlight Mile”, tylko że tamta seria broniła się jeszcze świetną fabułą i ciekawymi postaciami. Tutaj natomiast nie ma nic. Żaden bohater nie potrafił mnie sobą zainteresować, fabuła tym bardziej (chyba, że interesującą nazwiemy serię słabo przedstawionych walk albo nieciekawych dialogów na bardzo niskim poziomie). Do tego dochodzi kilka dziwnych rozwiązań, które komplikują całą tą nieskomplikowaną historię: wypadek jednego z bohaterów przedstawiony jest w sposób tak bardzo niejasny, że w kolejnych scenach trudno połapać się, co tak naprawdę się wydarzyło... i komu. Szczytem wszystkiego jest zakończenie odcinka, które kompletnie zbija widza z tropu.
Jest to seria najgorszego gatunku: tak słaba, że samo pisanie o niej jest już udręką. Pierwszy odcinek „Blassreitera” to zapowiedź jednej z najbardziej bezpłciowych i nieciekawych serii tego roku. Możliwe, że się mylę, jednak sam nie chcę się o tym przekonywać - poczekam aż ktoś bardziej wytrwały obejrzy całą serię. Życzę powodzenia, bo może być bardzo ciężko...
Itano Ichirō dokonał niemożliwego. Udowodnił wszystkim niedowiarkom, że pomimo nakręcenia tak przerażająco kiepskiej serii jak "Gantz" i kilku innych niezaprzeczalnie słabych anime można iść naprzód i się rozwijać. Szkoda tylko, że nie w tym kierunku co trzeba. "Blassreiter" bije wszelkie rekordy tandety na kilometr nie pozostawiając złudzeń co do prawdy absolutnej - to jeden z najsilniejszych kandydatów do tytułu najgorszego anime 2008 roku. O ile nie absolutny pewniak...
W "Blassreiterze" wszystko jest żałosne. Począwszy od niesamowicie wtórnej, nudnej i anarchicznej fabuły, poprzez wypranych z głębi bohaterów i siermiężne dialogi, aż po radośnie koślawe renderowane modele i animacje. Aż trudno uwierzyć aby wszystko to było zrealizowane z braku umiejętności. Nie. Do osiągnięcia takich granic idiotyzmu i kiczu potrzeba wybitnych umiejętności, nieosiągalnych dla zwykłych śmiertelników.
Wytrwanie 24 odcinków było zadaniem karkołomnym, ze względu na wiejącą z ekranu nudę, nieudolnie maskowaną natłokiem scen akcji. Komputerowe modele mające zapewne stworzyć wrażenie nowoczesności wyszły tak paskudnie, że aż szkoda pisać. Momentami, w kilku zaledwie scenach można było o nich powiedzieć, że do czegokolwiek się nadają. Animacja jest nienaturalna i niegodna nawet archaicznych czasów pierwszych gier komputerowych w 3D. Tak samo zresztą marnie prezentuje się klasyczny rysunek.
Fabuła jest głupia i prosta jak ruski śrubokręt, co niestety nie oznacza, że jest na tyle słaba by być śmieszną. Jej absolutna nijakość nie zapewnia nawet tej dozy rozrywki. Właściwie jedynym plusem anime jest seksowna czarna bluza na głównej bohaterce w jednej ze scen oraz jeden utwór pojawiający się w całej serii bodaj ze dwa razy. Reżyser z całkiem niezłym rezultatem operuje też różnymi efektownymi kątami kamery. Cała reszta to jeden wielki stek bzdur - mutanty na motorach, władza nad światem, traumatyczne przeszłości, Templariusze (!) i tak w kółko.
Tej serii nie odradzam. Ja ją wyklinam, odsądzam od czci i wiary. Uprzedzam, że aby ją obejrzeć trzeba być albo masochistą albo gotowym do poświęceń recenzentem, chcącym ostrzec innych. Ja was błagam. Nie oglądajcie tego. Dla własnego dobra.
| Funkcja | Imię i nazwisko |
| Reżyseria | Ichirō Itano |
| Kompozycja serialu | Gen Urobuchi |
| Muzyka | Norihiko Hibino |
| Projekt postaci | Naoyuki Onda |
| Scenografia | Hidenori Sano |
| W rolach głównych | |
| Imię i nazwisko | Postać |
| Masaya Matsukaze | Joseph Jobson |
| Shizuka Itou | Amanda Werner |
| W pozostałych rolach | |
| Imię i nazwisko | Postać |
| Fumihiko Tachiki | Wolf Geiling |
| Kana Hanazawa | Elea |
| Kenta Miyake | Hermann Salza |
| Nobuyuki Hiyama | Alvin Lutz |
| Unshou Ishizuka | Gerd Frentzen |