W japońskiej stacji kosmicznej dochodzi do tragedii – dwóch członków załogi zamienia się w potwory i morduje część zespołu. W tym samym czasie na Ziemi córka jednego z kosmonautów, niczego nieświadoma, prowadzi spokojny żywot zabójczyni na zlecenie.
| odcinki | 1 x 58 min - łącznie 58 min | |
| przypisania | akcja, kosmos, kryminał, sf | |
| produkcja | ARMS, Happinet Pictures | |
| animacja | ARMS | |
| związane | Kite (1998) - prequel |
|
| ta recenzja | Pottero (25.05.2008) | Ocena: ![]() ![]() ![]() ![]() 2.80 |
Ogólnoświatowa moda na odgrzewanie starych tytułów nie ustaje. Podczas kiedy Amerykanie kręcą remaki kultowych horrorów, Japończycy odgrzebują zakurzone anime, które kiedyś cieszyły się popularnością. Mamy już m.in. prequel „AIKi”, remake „Yattāmana”, nową opowieść z serii „Macross”, a teraz także sequel „Kite’a” – anime, które znane stało się głównie za sprawą scen, w których to starzy zboczeńcy kopulowali z małolatami. Reżyser owego dziełka najwidoczniej uznał, że po dziesięciu latach, które minęły od momentu premiery dwóch jego najpopularniejszych serii OAV, należy nakręcić cokolwiek, aby o sobie przypomnieć i nie zniknąć w mrokach dziejów. I tak oto doczekaliśmy się „Kite’a Liberatora” – zupełnie zbędnej kontynuacji zupełnie zbędnego anime.
Akcja „Liberatora” początkowo rozgrywa się w dwóch miejscach. Jednym z nich jest japońska stacja kosmiczna, na której dochodzi do tragedii – wskutek nieszczęśliwego zbiegu okoliczności dwóch członków załogi zaczyna mutować, zamieniając się w monstra o wielkiej sile. W tym samym czasie w Japonii mieszka Monaka Maguchi, córka jednego z uczestników misji kosmicznej. Dziewczyna na co dzień pracuje w obskurnej restauracji, będącej przykrywką dla jej właściwej działalności – zabijania. Jest profesjonalistką, której policjanci i kryminaliści nadali przydomek Anioł Śmierci. Któregoś dnia Monaka otrzymuje zlecenie zlikwidowania czegoś, co z całą pewnością nie narodziło się na Ziemi...
„Kite Liberator” trwa zaledwie godzinę, jednakże w przeciwieństwie do dwóch poprzednich OAV Umetsu („Kite” i „Mezzo forte”), fabułę trudno jest streścić tak, aby sensownie przedstawić jej zarys, unikając jednocześnie podawania informacji mogących uchodzić za potencjalne spojlery. Scenariusz jest prosty jak budowa cepa, a co gorsza – składają się na niego same schematy i komunały. Obejrzałem już co nieco anime i czasem zdarza mi się napisać w recenzji, że „scenariusz niczym widza nie zaskakuje”, jednak „Liberator” jest pierwszym tytułem, w którym nie ma ABSOLUTNIE żadnych elementów zaskoczenia. Może nie od początku, ale od pewnego momentu wiemy, jaki zwrot akcji za chwilę nastąpi i jak zachowają się bohaterowie, o przewidywalnym zakończeniu już nie wspominając. W pewnym momencie złapałem się na tym, że w duchu mówiłem do reżysera: Tutaj powinieneś zastosować taki a taki trick, ten nie bardzo pasuje, bądź krzyczałem bu! i śmiałem się jak wariat w momencie, gdy potwierdzały się moje przewidywania. Gdyby to anime było trochę dłuższe, rodzina zapewne uznała by mnie za niepoczytalnego.
Podstawowym problemem Yasuomiego Umetsu jest to, że w jednym anime stara się on połączyć jak najwięcej elementów różnych gatunków, zapewne licząc na to, że tym rozwiązaniem zadowoli ich miłośników. Niestety, połączenie ze sobą podrzędnego kina sensacyjnego z ostrą pornografią nie bardzo sprawdziło się we wcześniej wspomnianych jego OAV, jednak w porównaniu z gatunkową hybrydą „Liberatora” wydawać może się ono mistrzostwem. W swoim najnowszym tytule reżyser i scenarzysta w jednym postawił na połączenie thrillera/horroru, science-fiction i obowiązkowej sensacji, jednak „Liberator” nie sprawdza się jako przedstawiciel żadnego z tych gatunków. Science-fiction jest tylko słabym dodatkiem, elementy grozy wywołują jedynie pusty śmiech, zaś sensacja jest poniżej wszelkich norm. Jakby tego było mało, Umetsu wplótł w tę opowieść jeszcze drobne motywy dramatyczne i romansowe. Z każdym z tych elementów łączy się jakiś napoczęty wątek fabularny, z których jednak żaden nie zostaje doprowadzony do końca. Mało tego, nawet główny wątek w pewnym momencie się urywa; wygląda to jak zakończenie typowego slashera – twórca puszcza do widza perskie oczko, dając mu do zrozumienia, że to jeszcze nie koniec i że być może powstanie kontynuacja.
Postaci? Płaskie i bez wyrazu, niedopracowane tak samo jak scenariusz. Pojawiają się, oglądamy ich przez godzinę, po czym naszym oczom ukazują się napisy końcowe. Jedyną postacią, którą w jakikolwiek starano się przybliżyć widzowi, jest rzecz jasna Monaka, jednak wszystkie związane z nią wątki urywają się wraz z zakończeniem anime, które nie dostarcza żadnych wyjaśnień. Przez godzinę poznajemy ze dwa wydarzenia z jej przeszłości, co nieco dowiadujemy się o niej z rozmów bohaterów i jej działań. I koniec. Z nią wiążą się wątki dramatyczne i romansowe, jednak pojawiają się one może dwa razy przez całe anime, za każdym razem nie dłużej niż na minutę, aby później zostać zapomniane. O postaciach pobocznych i epizodycznych właściwie nie ma co pisać.
Niedopracowania widać także w oprawie graficznej. Mamy do czynienia z OAV powstałym w 2008 roku, jednak wizualia mocno zawodzą. Projekt postaci jest brzydki i byle jaki, animacje rażą sztucznością, co zauważalne jest przede wszystkim przy animowaniu ruchu ust. Całości dopełniają byle jakie tła i plany, średnio uszczegółowione. Paradoksalnie najbardziej dopracowanymi elementami oprawy graficznej są sceny, w których wyraźnie zauważalne jest użycie komputerów – tylko one prezentują w miarę przyzwoity poziom.
Podobnie ma się sprawa z oprawą dźwiękową. Byle jaka muzyka miejscami stara się naśladować motywy przywodzące na myśl science-fiction czy próbuje wpasować się do tego, co akurat oglądamy, jednak efekt jest mizerny. Prawdę mówiąc, na muzykę nie zwraca się większej uwagi, dla mnie była ona prawie niezauważalna.
„Kite Liberator” zawodzi pod każdym względem, a oryginalny „Kite” to w porównaniu z nim małe arcydzieło. Anime jest niedopracowane i nieprzemyślane, wygląda tak, jakby robiono je na szybko, po to tylko, żeby w ogóle było. Na dobrą sprawę jedynym plusem jest jedynie brak scen erotycznych, innych zalet, mimo usilnych starań, nie potrafię w tym tytule znaleźć. Nie polecam nikomu, zwłaszcza osobom, którym „Kite” się spodobał. To anime jest tak samo niedorzeczne, jak tytuł „Latawiec wyzwoliciel”...
| Funkcja | Imię i nazwisko |
| Reżyseria | Yasuomi Umetsu |
| Scenariusz | Yasuomi Umetsu |
| Scenopis graficzny | Yasuomi Umetsu |
| Muzyka | Tomohisa Ishikawa |
| Twórca oryginału | Yasuomi Umetsu |
| Projekt postaci | Yasuomi Umetsu |
| Scenografia | Takeshi Satou |
| Zdjęcia | Tohru Sugawara |
| Colour Design | Ryouta Nakata |
| Reżyseria dźwięku | Katsunori Shimizu |
| Efekty dźwiękowe | Daisuke Jinbo |
| Wykonanie piosenek | Marina Inoue |
| Projekt broni | Shuichi Kaneko |
| W rolach głównych | |
| Imię i nazwisko | Postać |
| Marina Inoue | Monaka Noguchi |
| W pozostałych rolach | |
| Imię i nazwisko | Postać |
| Akemi Okamura | Manatsu Mukai |
| Masakazu Morita | Rin Gaga |
| Rikiya Koyama | Orudo Noguchi |
| Setsuji Satoh | Kōichi Doi |
| Kei Shindou | Azuki Noguchi |
| Kenji Nomura | Ichizō Noguchi |
| Mugihito | Torokurō Amuzu |
| Yasuhiro | Kai Tsuin, Kichi Tsuin |