Menu

 
 

Zaprzyjaźnione strony

 
Tanuki
Anime Heaven
Inner World - Polski Portal jRPG
Rei Official Website
Anime Dream
Japonia Dream i Japan Horror
Kyaa - animacja, kultura japońska, manga
Anime-Games-World
 
 

Ocena recenzenta

8.0
Scenariusz
7.0
Pomysł
8.5
Modele/obiekty
8.0
Scenografia
8.5
Animacja
8.5
Muzyka
 
8.5
Ogółem
 
 

Zespół redakcyjny

8.2
Scenariusz
8.0
Pomysł
8.3
Modele/obiekty
8.0
Scenografia
8.0
Animacja
9.2
Muzyka
 
8.3
Ogółem
 
Oceny: 4
 
 

Podobne anime

2002
7.2
RahXephon
 
 

Dane podstawowe

 

Macross Plus


» マクロスプラス (JAP)

 
Macross Plus

Czternaście lat po premierze pierwszego, legendarnego, „Macrossa” powstaje godny kontynuator jego idei. Oto nowoczesny, idący z duchem czasu koncept interesujący nie tylko dla starych wyjadaczy. Przed nami losy trójki bohaterów, którzy zmierzyć będą musieli się z własną przeszłością, ambicjami i innym równie wirtualnym wrogiem.

 
Produkcja
OAV
Premiera
25.08.1994
Ocena redakcji8.34
(dozwolone od lat 16)
dozwolone od lat 16
 
Użytkownicy
ocena
fragmentu
ocena
całości
9.25 (4)
?.??
Zaloguj się, aby móc oceniać.
 
odcinki 4 x 40 min - łącznie 160 min
przypisania akcja, dramat, science-fiction, romans, mecha
produkcjaStudio Nue
związane Super Dimensional Fortress Macross   (1982)  -  prequel
Macross Zero   (2002)  -  prequel dalszy
Macross Frontier   (2007)  -  kontynuacja dalsza
ta recenzja Daldow   (5.04.2008) Ocena:   OcenaOcenaOcenaOcenaOcena   8.50
 
ANN AnimeNfo AnimeDB Tanuki Anime Wallpapers
 
 
 

Recenzja

 

Czym była ta piosenka? – pyta czarnoskóra bohaterka – To zwykła, popularna piosenka (...) oczywiście o miłości – słyszy w odpowiedzi. I to właśnie cały „Macross” – tytuł, który nie może być obcy jakiemukolwiek fanowi japońskiej animacji. O tym, że jest on niezwykle ważny dla całego gatunku, nie trzeba wcale przekonywać. Przede wszystkim jest to bowiem jeden z pierwszych (a na pewno pierwszy znaczący) projekt tworzony w większości przez pokolenie twórców wywodzących się z kultury otaku. Śmiem zaryzykować w tym miejscu tezę, że to właśnie on był kulminacją pierwotnej postaci tej specyficznej i niezwykle ważnej dla badacza japońskiej animacji subkultury. Przyczynił się także do ustabilizowania nowego gremia twórców na równi ze stawiającym wtedy swoje pierwsze kroki legendarnym studiem Gainax (którego twórcy otwarcie wyrażają swój podziw dla Studia Nue). Fakt, iż „Macross” powstał przy udziale wyżej wymienianej grupy osób, wpłynął także na tematykę samej serii, która odzwierciedlała ówczesne dylematy tamtego pokolenia – pierwszego, dla którego wojna była tematem odległym, obecnym jedynie gdzieś w podświadomości nowej, pacyfistycznej społeczności.

Od tamtego czasu „Macross” stał się jednym z najważniejszych tytułów kanonu japońskiej animacji. Jednak po stworzonej z monumentalnym rozmachem adaptacji filmowej „Do You Remember Love?” (1984) pełnometrażowy ślad o wielkiej kosmicznej sadze zaginął na niemal dekadę. W roku 1994, czyli dwanaście lat po premierze serialu, światło dzienne ujrzała pierwsza z czterech części serii OAV o tytule „Macross Plus”. Spróbujmy przyjrzeć się, ile zmieniło się przez ten czas w oryginalnej idei twórców jednego z największych tytułów japońskiej animacji.

Akcja tytułu rozgrywa się ponad 35 lat po zakończeniu akcji serialu. Ludzkość poprzez olbrzymie statki kolonizacyjne serii Megaroad zasiedliła wiele planet sprawiających nadzieję na utrzymanie życia. Poznajemy spadkobiercę protagonisty oryginalnego „Macrossa” – bardziej typowego, narwanego, niesubordynowanego i utalentowanego pilota myśliwca VF-11 – następcy legendarnej valkyrii. Rozkazem przełożonych przeniesiony on zostaje do tajnego ośrodka badań, gdzie testować będzie jeden z prototypów myśliwca kolejnej generacji. Siedzibą ośrodka okazuję się być jego rodzinna planeta, Eden, a spotkanie z dawnymi przyjaciółmi szybko zmusi go do rozliczenia się z bolesną przeszłością.

Dostajemy więc klasyczną historię, a w niej trójkę głównych bohaterów z burzliwą przeszłością, którzy wypełnią głód macrossowej sagi na dobrze zarysowane relacje międzyludzkie o charakterze melodramatycznym. To przecież one, mimo epickiego zacięcia pierwszej serii, wydawały się być zawsze na pierwszym planie. Ten aspekt „Macrossa Plus” pozostał ze wszech miar tradycyjny, szafując schematami uczuciowych pułapek i ich ostatecznych rozwiązań.

Do tego dodać należy spiesznie podążające za podniebnym pokazem oko, które nasyci się obrazem licznych pojedynków powietrznych, które zaserwować nam mogą jedynie ci wspaniali mężczyźni w swoich uniesionych ambicją maszynach. Fakt, brakuje im nieco poezji kosmicznych bitew kinowego hitu z roku 1984, ale zdecydowanie nadrabiają to brawurą i efektownością swojego podniebnego tańca śmierci.

Te wszystkie elementy można by umiejscowić w kilku innych seriach, gdyby nie kolejny arcyważny aspekt każdego szanującego się kontynuatora idei „Macrossa” – muzyka. Muzyka, która nie istnieje w tym tytule jako tło czy element wspomagający szeroko pojętą aurę. Jest ona nie tylko równorzędna wobec akcji, ale jest też jej nieodłącznym elementem. Nierzadko stanowi o sile macrossowego tytułu, stając się nośnikiem jego treści.

Napisałem już, co czyni „Macrossa Plus” kontynuatorem idei swojego protoplasty. Co jednak zmieniło się przez te dwanaście lat? Które z idei stały się nieaktualne, a które zyskały nowy blask? W tym właśnie miejscu już na początku pozwolę sobie na śmiałą tezę. Otóż opisywany tytuł jest moim zdaniem doskonałym przykładem kolejnej niezwykle interesującej cechy całego cyklu. Rzadko bowiem w historii całego animowanego nurtu zdarzały się takie serie, które potrafiły w sposób niezwykle trafny, niemal na poziomie podświadomości, połączyć autorskie cechy z esencją epoki, w jakiej powstawały. Ongiś widzieliśmy to w pierwszym „Macrossie” i jej kinowej adaptacji. Przepełniona romantyzmem i magią lat osiemdziesiątych produkcja doskonale oddaje naiwność gatunku w tamtej epoce. „Macross Plus”, choć nie został nigdy tytułem tak przełomowym, również podąża tym śladem. Pełne wtopienie się w klimat połowy lat dziewięćdziesiątych możemy tu wyczuć niemal na każdym poziomie percepcji.

Spory wpływ na „Macrossa Plus” miał na pewno aktywny udział w projekcie Shinichira Watanabego, który obok Kawamoriego może być uznawany za głównego twórcę tego tytułu. Obu panów (co widać wyraźnie w ich twórczości) łączy przywiązanie do efektu wizualnego i tendencja do harmonizowania ze sobą warstwy wizualnej i dźwiękowej. W realizacji tej idei postanowili oni nawet nająć osobne nazwisko do reżyserii otwierającej drugą część sceny koncertu. I to nie byle jakie nazwisko. Mówimy bowiem o Kōjim Morimocie, jednym z późniejszych współzałożycieli renomowanego Studia 4˚C, a już wtedy uznanego współtwórcę miniaturek wchodzących w skład „Neo Tokyo” czy „Robot Carnival”. Decyzja okazała się słuszna. Scena koncertu w połączeniu ze zmysłowymi kompozycjami muzycznymi jest jedną z najbardziej pamiętnych.

Udział przyszłego twórcy „Cowboya Bebopa” wydaje się mieć jednak znacznie dalej posunięte konsekwencje. Mimo tego, że stopniowa westernizacja anime nie była w owym okresie niczym nowym, nie lada zaskoczeniem jest, że „Macross Plus”, następca – bądź co bądź – wielkiej legendy anime, utrzymany jest jedynie w znikomym stopniu w duchu wschodnim. Społeczeństwo planety Eden nie jest tak jak ongiś mieszkańcy kosmicznej fortecy przepełnione japońskością. Spotkanie po latach odgrywa się tu w otoczeniu jazzowych nut, a na mieście nie brakuje starych klimatycznych pubów, w których jazzmani przygrywają na saksofonach. Główny bohater, Isamu, jest lekkomyślnym cynikiem o kowbojskiej naturze, któremu znacznie bliżej do protoplasty Spike’a Spiegela, aniżeli następcy rozważnego kapitana Ichijō. Tajny ośrodek badawczy znajduje się gdzieś w pustynnych rejonach planety, które ilustrują bluesowo-elektroniczne dźwięki. W tle zaś znajdujemy zaawansowane nowinki techniczne i podróże międzygalaktyczne. Porównania nasuwają się w takim wypadku niemal odruchowo. „Macross Plus” był bowiem pierwszym dużym projektem, w którym ważną rolę pełnił Shinichirō Watanabe. Wiele z raczkujących w tym tytule koncepcji pojawi się w dojrzałej formie zaledwie cztery lata później w kultowym już dziś „Cowboyu Bebopie”. To właśnie elementy wprowadzone przez tego twórcę nadają opisywanemu tytułowi kameralność, przytulność i poczucie obcowania z czymś znanym, tak samo jak postacie „Macrossa Plus” zdają nam się archetypowo znajome, żeby nie powiedzieć swojskie. W „Plusie” silnie wyczuwalne jest przesunięcie się akcentów tematycznych. „Macross” nie celuje już tylko w hermetyczne grupy tradycyjnych odbiorców anime, a otwiera się bardziej na zachodnich i starszych odbiorców.

W następnej kolejności warto byłoby omówić kolejną charakterystyczną cechę „Plusa” na tle całego cyklu. Otóż, zarówno w oryginalnym serialu, jak i w większości jej kontynuatorów, muzyka, jako główny nośnik kultury (masowej), miała wymiar mocno symboliczny, który najprościej wyrażał się w idei przeciwstawienia sobie kultury i przemocy (najdobitniej motyw ten został podkreślony w kinowej adaptacji „Do You Remember Love?”). To jeden z tych elementów, który nadawał temu tytułowi wymiar poetycko-idealistyczny i budował jego legendę przez lata. Inaczej jednak sprawy mają się w opisywanym tytule. Tutaj wojna istnieje jedynie gdzieś w odległej przestrzeni, całkowicie niezauważalnie. Historia przeniosła się z monumentalnego pola bitwy o los ludzkości w kameralne otoczenie opowiadania o urażonych ambicjach i duchach przeszłości. Fakt ten wymusił na twórcach porzucenie idei ukazania popkultury jako antytezy wojny. W zamian jednak otrzymujemy motyw równie frapujący. Mowa tu o całkowitym novum w macrosssowej idei idola muzycznego. W „Macrossie Plus” nie będziemy mieli bowiem do czynienia z prawdziwą piosenkarką, a ze sztuczną inteligencją stworzoną tylko po to, aby zaspokajać potrzebę społeczną popkulturowej ikony. Motyw Sharon Apple, jak nazwano ową „gwiazdę”, doskonale wpisuje się w epokę, w jakiej powstawał nowy „Macross”. Wystarczy tu wymienić jedynie absolutnie najbardziej znane tytuły z tego okresu, takie jak „Armitage III” czy „Ghost in the Shell”, aby wykazać podobieństwo w motywach zyskujących samoświadomość sztucznych inteligencjach. Dodatkowo, gdzieś na uboczu tego popularnego motywu, twórcy szepczą nam o problemie emocjonalnej pustki kultury tworzonej przez sztuczny twór człowieka. Sharon Apple reprezentuje zatem wielkie tradycje „Macrossa” – jest uosobieniem tradycji popkulturowej ikony, ale na wskroś nowoczesną, dopasowaną tematycznie do nowej rzeczywistości następczynią Lynn Minmay.

Muzyka nadal jest więc w „Macrossie” wszechobecna. Autorką ponadprzeciętnie bogatego zbioru kompozycji jest Yōko Kanno – późniejsza bożyszczka wielu fanów anime, a w roku 1994 początkująca, szerzej jeszcze nieznana autorka. „Macross Plus” także dla niej był pierwszym dużym projektem w animowanej machinie wytwórczej. Yōko Kanno podjęła się tu też wytężonej pracy wokalistki, co jest charakterystyczne głównie dla jej wczesnej twórczości. Co ciekawe, kompozycje tu obecne wydają się być zapowiedzią niemal wszystkich wykorzystywanych przez następne lata motywów muzycznych. Nuty jazzowo-bluesowe stanowią preludium do legendarnej ścieżki dźwiękowej „Cowboya Bebopa”, orkiestrowe partytury przywodzą na myśl „Kroniki wojen o Lodoss” i „Wolf’s Rain”, a liczne motywy New Age także stały się trwałym elementem jej kompozycji muzycznych. Muzyka Yōko Kanno odmieniła zupełnie muzyczny charakter „Macrossa”, który przeszedł z uosabianej przez nastoletnią bohaterkę j-popowej stylistyki w poważniejszą, nierzadko mistyczną i zmysłową nutę wirtualnej Sharon Apple.

Cieszy fakt, że po niezwykle urzekającym bogactwie „Do You Remember Love?” twórcy nie spuścili z wizualnego tonu i w stworzonej dziesięć lat później produkcji będziemy mogli podziwiać owoce wytężonej pracy rysowników i grafików. Nieco schematyczne scenografie są wzorem poprawności wykonania. Są umiarkowanie szczegółowe, ale bardzo dobrze dobrane pod względem kompozycji. Tej ostatniej nie burzą nawet liczne ślady obróbki komputerowej, które nigdy później nie osiągnęły w „Macrossie” tak idealnej koegzystencji z tradycyjnym rysunkiem. „Macross Plus” był na tym polu jednym z pionierów, tak samo jak kiedyś pierwszy „Macross” łamał wiele graficznych schematów. Modele są szczegółowe, ale – podobnie jak scenografie – wyważone i nie męczące oka zbytnią szczegółowością. To podejście odmienne od niemal pejzażowej szczegółowości kinowego hitu z połowy lat osiemdziesiątych. W przyjemnym odbiorze pomaga także stonowana kolorystycznie paleta. W oczy rzuca się natomiast nietypowy, wyrazisty, prowadzony twardą, surową linią, kanciasty projekt postaci zamknięty w charakterystycznej jedynie dla tego okresu proporcji sylwetek. Olbrzymie nakłady pracy widać jednak przede wszystkim w ocenie płynności i szczegółowości ruchu animacyjnego. Oceniany tytuł wpisuje się tutaj w najwyższą półkę wykonania, bezsprzecznie dotrzymując kroku zobowiązującym wizualnym standardom.

Do tej skróconej do ram recenzji oceny pozostaje mi jedynie próba podsumowania głównej jej tezy. „Macross Plus” w mojej opinii jest jak dotychczas najlepszą próbą połączenia niemal ćwierćwiecznej tradycji swojego cyklu z postępującymi trendami w animacji. Utrzymany w zupełnie innym stylu audiowizualnym i akcentujący zupełnie inną tematykę „Macross Plus” z sukcesem połączył wielkiego ducha swojego poprzednika i aurę tytułów z połowy lat dziewięćdziesiątych. Nowe motywy jedynie wzbogaciły stare idee, dając impuls do trwania legendy „Macrossa”. Nie zmienią tego liczne, często nieudane późniejsze części cyklu. Duch mieszkańców kosmicznej fortecy ciągle bowiem żyje, a ich manifest kulturowy tli się gdzieś w sercach co bardziej nobliwych fanów anime. Nie ma znaczenia, że od czasu „Super Dimensional Fortress Macross” w świecie japońskiej animacji zmieniło się niemal wszystko. „Macross Plus” jest bowiem jednym z chlubnych przykładów rozwijającej ewolucji tytułu i tym samym wyrwał się z pułapki swoich rówieśników. Być może kluczem do zrozumienia intencji twórców będą hasła pojawiające się na początku i końcu „Macrossa Plus”. W końcu anime, jak mało który gatunek, potrzebuje teraz prawdziwych pionierów, którzy przełamią bariery skostniałego rynku, tak jak kiedyś jej posadami poruszyła niesiona duchem otaku romantyczna historia o militarnym postapokaliptycznym sznycie.

 
 

Komentarze

 
 

Przykładowe kadry

 

Twórcy

Funkcja Imię i nazwisko
Reżyseria Shōji Kawamori, Shinichirō Watanabe
Scenariusz Keiko Nobumoto
Scenopis graficzny Shinichirō Watanabe, Shōji Kawamori
Muzyka Yōko Kanno
Twórca oryginału Shōji Kawamori
Projekt postaci Masayuki
Scenografia Katsufumi Hariu
Reżyseria animacji Atsushi Aono, Kōji Morimoto, Yuji Moriyama
Projekt obiektów mechanicznych Shōji Kawamori
Reżyseria grafiki komputerowej Mitsunori Kataama
Wykonanie piosenek Akino Arai, Gabriela Robin, Mai Yamane
 
 

Obsada

W rolach głównych
 
Imię i nazwisko Postać
Mako Hyoudou Sharon Apple
Rica Fukami Myung Fang Lone
Takumi Yamazaki Isamu Alva Dyson
Unshou Ishizuka Guld Goa Bowman
W pozostałych rolach
 
Imię i nazwisko Postać
Banjou Ginga Raymond Marley
Kenji Utsumi Pułkownik Millard Johnson
Kōichi Kitamura Generał Gomez
Megumi Hayashibara Lucy Macmillan
Sho Hayami Marj Gueldoa
Tomohiro Nishimura Yang Neumann
 
Start
 »
Redakcja
,
FAQ
,
Zaprzyjaźnione strony
,
Wymiana bannerów

Anime
 »
Recenzje
,
Zajawki
,
Tytuły
,
Postacie
,
Seiyū
,
Twórcy
,
Studia
Słowniczek
 »
Katalog
,
Indeks

Artykuły
 •
Forum
 •
Galeria
Linkownia
 »
Katalog
,
Lista