Dwie dziewczynki wraz z ojcem przenoszą się na wieś, aby być bliżej chorej matki. W wielkim drzewie odkrywają legowisko wielkiego stwora o misiowatym wyglądzie, który zabawia dzieci w trudnych chwilach. Ze szpitala przychodzi niepokojąca wiadomość. Młodsza z sióstr wyrusza samotnie do chorej matki.
| odcinki | 1 x 96 min - łącznie 96 min | |
| przypisania | przygoda, proza życia, dla dzieci | |
| produkcja | Studio Ghibli | |
| animacja | Anime Torotoro, Studio Fantasia, Dragon Production | |
| ta recenzja | Ai Wan (13.12.2008) | Ocena: ![]() ![]() ![]() ![]() 8.00 |
| pozostałe | Dark Rael (7.08.2004) | Ocena: ![]() ![]() ![]() ![]() 8.50 |
„Mój sąsiad Totoro” to w dorobku Studia Ghibli pozycja wyjątkowa. Nie tylko z racji wykorzystania tytułowej postaci w logo Studia. Według mojego subiektywnego odczucia to kwintesencja przesłań zawartych w większości pozostałych produkcji. Przewijają się w nich dwa główne motywy: stosunek człowieka do natury („Nausicaä z Doliny Wiatru”, „Szopy w natarciu”, „Księżniczka mononoke”) oraz uwalnianie ludzkiego potencjału dobra w kontakcie ze światem nadprzyrodzonym („Spirited Away: W krainie bogów”, „Narzeczona dla kota”, „Ruchomy zamek Hauru”). W bajce o Totorze oba te motywy są jakoby podniesione do potęgi, gdyż Hayao Miyazaki prezentuje tu czystą afirmację harmonijnego współistnienia człowieka z naturą i jego szacunku dla duchowości.
Budowaniu optymistycznego przesłania służy prosta, bezpretensjonalnie i bardzo realistycznie podana historia. Całą fabułę można streścić w dwóch zdaniach. Ojciec z dwoma córkami przenosi się na wieś, gdzie dziewczynki odkrywają magię starego domu i jego okolicy. Rodzina przeżywa zawirowania w związku z pogorszeniem się stanu zdrowia przebywającej w szpitalu matki, lecz dzięki przyjaźni dziewczynek z duchem lasu wszystko kończy się dobrze.
Na tej osnowie Miyazaki uplótł półtorej godziny czystej filmowej poezji. Akcja rozwija się niespiesznie, delektujemy się urodą wiejskiego krajobrazu: zwykle na początku niektórych scen pojawiają się szerokie ujęcia pokazujące soczyście zielone fragmenty lasu na tle błękitu nieba z postrzępionymi obłokami lub w sąsiedztwie regularnych prostokątów pól ryżowych. Sceny przeplatane są urokliwymi detalami przyrodniczymi: ryby i kijanki w strumyku, ślimak pełznący w górę po łodydze rośliny, motyle fruwające nad łąką, żaba skacząca w kałuży podczas ulewy.
Bohaterowie toczą między sobą zwyczajne rozmowy, czasem mówią sami do siebie (Mei podczas zabawy w ogrodzie), a czasem po prostu są i milczą. Realizm jest tu wręcz chwilami rodem z dokumentu, nie ma mowy o cukierkowości produkcji Disneya.
Satsuki i Mei po przyjeździe do nowego domu dokazują jak wypuszczone na łąkę źrebięta, krzyczą wniebogłosy, z zaciekawieniem eksplorują zakamarki „nawiedzonego”, nieco zmurszałego budynku. Na swoje szczęście dziewczynki są otoczone dorosłymi, którzy pamiętają, jak cudownie jest być dzieckiem i szanują dziecięcy świat nieokiełznanej fantazji. Babcia miejscowego chłopca Kanty opowiada o chochlikach zwanych sadzankami i opiekuje się czteroletnią Mei, gdy tata jest w pracy, a Satsuki w szkole. Tata z kolei, choć poważny naukowiec, uwielbia zabawy z córkami i na tyle serio traktuje opowieść Mei o spotkaniu z Totorem, że postanawia przywitać się z duchem lasu i podziękować mu za życzliwe przyjęcie. Niezwykły to widok – troje ludzi kłaniających się olbrzymiemu drzewu kamforowemu. Jeszcze jedna scena rodzinna utkwiła mi w pamięci. Chodzi o beztroskie igraszki w wannie podczas wspólnej kąpieli taty i dziewczynek. Rzecz chyba wciąż jeszcze trudna do pomyślenia w kraju, gdzie dzieciom od przedszkola wbija się do głów, że wszystko, co związane z cielesnością, prowadzi do grzechu.
Nie tylko jasne strony życia oddane są realistycznie. Mei bywa kapryśna i uparta w sposób charakterystyczny dla małych dzieci, a gdy zaczyna płakać w konsekwencji niepomyślnej nowiny o zdrowiu mamy, słyszymy dźwięki zaiste rozdzierające serce i trudne do zniesienia dla ucha. Satsuki wiecznie pogania Mei, która oczywiście nie potrafi nadążyć za starszą siostrą, co nieraz ją złości. Starsza siostra z kolei z kąśliwością typową dla nastolatków opisuje fochy małej w liście do mamy.
Równie celnie zarysowane są postaci drugoplanowe, jak w gruncie rzeczy nieśmiały i wrażliwy łobuz Kanta czy jego mądra i troskliwa babcia. Podobnie rzecz ma się z postaciami epizodycznymi, które, choć pojawiają się na chwilę, potrafią zapaść w pamięć, jak choćby stanowcza, lecz pełna serdeczności nauczycielka Satsuki, czy młoda para zatrzymana w drodze ze szpitala przez Satsuki szukającą siostrzyczki. Zresztą dbałość o szczegóły, podobnie jak w innych produkcjach anime, jest tu wręcz posunięta do pedanterii, przykładem niech będzie sandałek znaleziony przez szukających Mei wieśniaków w stawie, bardzo podobny do bucików małej, lecz ze skrzyżowanymi, a nie równoległymi paskami.
Wreszcie elementy świata nadprzyrodzonego – choć urokliwe, przedstawione są także jakby z pewną dozą szorstkiego realizmu. Totoro aż się prosi, by się do niego przytulić, ale siłą głosu i rozmiarami „buzi” jest w stanie przerazić niejednego dorosłego. Kotobus został wyczarowany z pasiastego osobnika o dość dzikim wyglądzie, który jako zwyczajny kocur zapewne pogoniłby niejednego psa.
Wszystko w tym filmie harmonijnie splata się w całość: fantazja dzieci z powagą dorosłych, którzy nie są w stanie dostrzec Totora ani innych duchów, czysta radość z głębokim smutkiem, a także – od strony warsztatowej – ważka treść z prostą formą i obraz z muzyką. Jak w każdej produkcji anime, warto na chwilę zatrzymać się nad warstwą dźwiękową, choć tu akurat, zgodnie z ogólną koncepcją filmu, nie jest ona specjalnie wyrafinowana. Można wręcz powiedzieć, że jest bardzo jednorodna, utrzymana w pogodnym klimacie, gdyż dramatyczne sceny obywają się niemal bez muzyki. Mamy zatem wesołą tytułową piosenkę, która pojawia się w trzech odsłonach: nieco sparodiowana towarzyszy gonitwie Mei za miniaturkami Totora, wersja „symfoniczna” z sekcją dętą w roli głównej świetnie uzupełnia nocny lot dziewczynek w objęciach dużego Totora, a śpiewany oryginał pojawia się w zakończeniu filmu. Jest też marszowa piosenka, w takt której Mei wraz z rozmaitymi leśnymi stworzeniami dziarsko wędruje przez ekran w czołówce; po raz drugi słyszymy ją, gdy tata z córkami wybiera się do szpitala w odwiedziny do mamy. Warto odnotować taneczny fragment trochę w charakterze boogie-woogie, towarzyszący szalonej jeździe Satsuki kotobusem w poszukiwaniu Mei. Wreszcie, last but not least, kilkakrotnie słyszymy piękny sielski motyw, gdy w kadrze pojawia się wielki kamforowiec, w korzeniach którego Totoro ma swoją jamę. Podsumowując: Joe Hisaishi potrafi swoimi kompozycjami trafnie dopełnić stronę wizualną filmu, czego najdoskonalszy jak dotąd pokaz dał w „Spirited Away: W krainie bogów”. W opowieści o Totorze muzyka nie tworzy z obrazem aż takiej jedności, jest raczej swego rodzaju komentarzem do pokazanych sytuacji i emocji czy też charakterystyką kluczowych elementów fabuły. A ponadto jest urocza i bezpretensjonalna – jak sam film.
P.S. Moja trzyletnia córka jest wielką fanką Totora, niemal codziennie doprasza się o włączenie ulubionej bajki. Nie mniej zachwycone są babcie, które oglądały razem z wnuczką. Jedna z nich nawet już zamówiła prezent gwiazdkowy – prawie półmetrowego pluszowego Totora.
| Funkcja | Imię i nazwisko |
| Reżyseria | Hayao Miyazaki |
| Efekty specjalne | Kaoru Tanifuji |
| Pomysł | Hayao Miyazaki |
| Scenopis graficzny | Hayao Miyazaki |
| Muzyka | Joe Hisaishi |
| Scenografia | Kazuo Oga |
| Efekty dźwiękowe | Kazutoshi Sato |
| W rolach głównych | |
| Imię i nazwisko | Postać |
| Noriko Hidaka | Satsuki Kusakabe |
| Chika Sakamoto | Mei Kusakabe |
| Hitoshi Takagi | Totoro |
| W pozostałych rolach | |
| Imię i nazwisko | Postać |
| Shigesato Itoi | Tatsuo Kusakabe |
| Tanie Kitabayashi | Babcia Kanty |
| Hiroko Maruyama | Matka Kanty |
| Masashi Hirose | Ojciec Kanty |
| Sumi Shimamoto | Yasuko Kusakabe |
| Reiko Suzuki | Starsza kobieta |
| Machiko Washio | Nauczycielka |