Uwaga! Ten opis wykonano na podstawie pierwszego odcinka. Recenzja serialu może brzmieć zupełnie inaczej!
Młody Hayate ma naprawdę przechlapane życie. Bezrobotni rodzice-utracjusze nigdy nie dali mu żadnego prezentu, każdy grosz przeznaczając na własne rozrywki. Jednak w ostatnie święta Bożego Narodzenia przechodzą samych siebie: z powodu gigantycznego długu sprzedają Hayatego yakuzie. Ta ostatnia zjawia się błyskawicznie i sugeruje naszemu bohaterowi, że ma on naprawdę poważne kłopoty, ponieważ nawet czarnorynkowa cena wszystkich jego organów nie jest w stanie pokryć długu... Po udanej ucieczce Hayate postanawia porwać kogoś aby uzyskać okup. Niestety, nawet to mu się nie udaje, gdyż młoda dziewczyna, którą bierze na celownik, odbiera jego działania jako niezwykle romantyczne wyznanie miłości. Zaraz potem ktoś inny porywa jego niedoszłą ofiarę i nasz główny bohater przeistacza się z porywacza w rycerza na białym koniu, ratującego swoją miłość.
Co tu więcej dodać - jest tak, jak to brzmi - totalny odlot. Fabuła tego odcinaka jest naprawdę bogata, ponieważ to co można przeczytać powyżej to tylko uproszczony główny wątek, który został obłożony wieloma wtrąceniami, parodiami, retrospekcjami i scenkami rodzajowymi - pod tym względem jest to naprawdę majstersztyk. Zwraca uwagę obecność narratora, bardzo rzadko spotykanego w produkcjach rozrywkowych. Muszę przyznać, że jest to świetny pomysł, bowiem jego lekko cyniczny głos wspaniale wspiera klimat tego anime. Ogólnie, seria ta jest lekką i szaloną komedią, przeznaczona dla widza w niemal dowolnym wieku. Humoru jest tu ogromna ilość, podanego w przeróżnym stylu, wariantach i smakach z unikaniem rubaszności, wulgarności i totalnego prymitywizmu. Brak elementów ecchi i nachalnego fanserwisu. Grafika jest dobra, ale moim zdaniem, mogła by być lepsza - ta w "He is My Master" bardziej mi się podobała. Muzyka jest dobra, ale pojawia się rzadko - wykonywana jest najczęściej przez małą, lekko jazzującą orkiestrę opartą na kontrabasie i instrumentach dętych, lub klasyczną smyczkowo-symfoniczną. Czasami pojawiają się pojedyncze instrumenty, np. fortepian.
Zakręcona fabuła, masa humoru, dobre wykonanie - szykuje się wielki hit sezonu.