Uwaga! Ten opis wykonano na podstawie pierwszego odcinka. Recenzja serialu może brzmieć zupełnie inaczej!
Trójka dzieci, patrząc na przelatującą kometę, wypowiada życzenia. Towarzyszący dziewczynkom chłopak chciałby, jak to zwykle bywa z chłopcami w jego wieku, stać po stronie dobra i chronić słabszych, obiecuje dziewczynkom, że je także będzie chronił. 12 lat później już o tym nie pamięta, a nawet gdyby, to jednej z koleżanek z dzieciństwa nie ma już wśród nich. Yū Kusaka jest obecnie przeciętnym licealistą, w którym młodzieńczy idealizm wyraźnie ostygł. Ale chłopak nie jest także normalnym człowiekiem. Żyje w świecie, gdzie tajemniczy pasożyt, zwany Ayakashi, zadomawia się w ciele gospodarza, pozwalając korzystać mu ze swej mocy. Działanie pasożyta przypominać może zwykłemu śmiertelnikowi efekt zdolności paranormalnych, gdyż jest stworzeniem niewidzialnym, które potrafi działać poza ciałem gospodarza. To właśnie wykorzystuje nasz bohater, udając sztuczki z wyginaniem łyżeczek i temu podobne. Obecnie w szkole „swej mocy” nigdy nie używa na poważnie, nawet jeśli widzi, że mógłby przeciwstawić się szkolnym rozrabiakom, znęcającym się nad słabszymi.
W okolicy jest jednak więcej zarażonych. Nocami dochodzi w mieście do dziwnych wypadków, których policja nie umie racjonalnie wyjaśnić. Yū nie będzie mógł przechodzić obok tego obojętnie. Zostanie zmuszony do korzystania z mocy swego Ayakashi, aby chronić przyjaciół przed innymi zarażonymi, którzy nie zawahają się użyć swej mocy do zabijania. Czy naszemu bohaterowi pomocna będzie dziewczyna, która od jakiegoś czasu przygląda mu się z daleka?
„Ayakashi” nie należy mylić z pozostałymi serialami o tytule zawierającym to słowo. Jest to adaptacja visual novel. Z pierwszego odcinka wynika jednak, że albo gra ta była kiepska, albo twórcy anime potraktowali po macoszemu scenariusz. Brak tu bowiem jakiegokolwiek ciekawego elementu, a ciekawszą fabułę mógłby wymyślić pierwszy lepszy otaku, który poskładałby do kupy motywy fabuły z kilku podobnych seriali. Na dodatek twórcy chcą nadrobić nieciekawą historię brutalnością i dużą ilością krwi. O dziwo nie ma tu fanserwisu.
Moje pierwsze wrażenie jest niestety kiepskie. Nie wygląda nawet na to, żeby były tu jakiekolwiek elementy romantyczne, choć etykietka ‘tylko dla dorosłych’ na grze powinna takowe sugerować. Oczywiście to tylko pierwszy odcinek, jednak w ostatnim kwartale ubiegłego roku mało widziałem tak, moim zdaniem, słabych pierwszych odcinków. Fani shōnena i wizualnych nowel powinni serial sami sprawdzić, być może traktuję go za ostro. Zaleciłbym, mimo wszystko, omijać to coś z daleka osobom poszukującym w anime oryginalności, czy chociażby solidnego scenariusza. Wykonanie jest bardzo średnie, ale nie fatalne. Muzyka jest niezła, piosenki też. Twórcom udało się nawet zatrudnić znanych seiyū.