Niedaleka przyszłość. Jakakolwiek legalna władza upadła. W mieście Lhek brutalne rządy sprawuje Khaan. Czwórka śmiałków, będących tytułowymi codehunterami, wkracza do miasta, aby napaść na pociąg przewożący szczątki ich przywódcy, którego uśmiercił Khaan za zbrojne wystąpienie przeciw jego władzy.
| odcinki | 1 x 9 min - łącznie 9 min | |
| przypisania | akcja, krótki metraż, niejapońskie, sf | |
| produkcja | Blinkink | |
| animacja | AXIS Animation | |
| ta recenzja | Steelie (21.11.2007) | Ocena: ![]() ![]() ![]() ![]() 7.00 |
„Codehunters” jest efektem współpracy MTV Asia i Bena Hibona, która zaczęła się w 2005 r., kiedy to temu drugiemu zlecono wyprodukowanie wraz z brytyjskimi studiami Stateless Films i Blinkink krótkiej animacji do cotygodniowego programu „MTV Screen”. Film spotkał się z bardzo dobrym przyjęciem, co zaowocowało kolejnym zleceniem – tym razem Hibon miał zająć się stworzeniem krótkometrażowego filmu powiązanego z poprzednią produkcją. W trakcie prac zleceniodawca postanowił jednak zmienić powstającą animację w główny element promocji i oprawy MTV Asia Awards 2006. To znacząco wpłynęło na kształt całego projektu – powstać musiały plakaty, arty, reklamy, zaś sam film podzielono na dwiewięć scen wykorzystanych podczas uroczystości.
Świat przedstawiony w „Codehunters” wygląda jak połączenie westernu z rzeczywistością „Mad Maksa”. Akcja rozgrywa się w niedalekiej przyszłości w portowym mieście Lhek leżącym w Azji. Nie jest to miejsce przyjazne dla człowieka – wszelkie granice przestały istnieć, legalna władza upadła, zaś jedyną namiastką prawa i porządku są brutalne rządy Khaana kontrolującego Lhek. Dookoła miasta rozciąga się bezkresne wysuszone pustkowie, tu i ówdzie usiane jedynie zrujnowanymi pozostałościami dawnego świata. Sama metropolia zresztą też zbyt zachęcająca nie jest, bo oprócz żołnierzy, na ulicach można też spotkać demony – krwiożercze istoty stworzone przed osiemdziesięciu laty przez prawą rękę Khaana, Nirana, z dziecięcych koszmarów. W tym niezbyt optymistycznym obrazie pojawił się jednak jasny element, a był nim Krai, potomek prawie zupełnie wyniszczonej rasy zdolnej manipulować kodem DNA. Stał się on symbolem wyzwolenia spod rządów Khaana i poprowadził lud na barykady. Przez siedemdziesiąt lat tyran starał się dopaść Kraia, aż w końcu mu się to udało. Ciało rebelianta pocięto na siedem części i usiłowano spalić, lecz zwłoki opierały się płomieniom, jedynym rozwiązaniem było więc ukrycie szczątek. Od tego momentu swoje działania rozpoczęli tytułowi codehunterzy – ludzie o niezwykłych zdolnościach, potrafiący widzieć siły kontrolujące demony. Ich celem było odnalezienie i odtworzenie dawnego przywódcy. Czworo z nich – Lawan, Nhi, Shen i Zom – planuje napaść na pociąg, w którym przewożone jest ciało Kraia, i właśnie ta akcja stanowi treść opisywanego filmu.
Główni bohaterowie to, jak stwierdza sam Hibon, symbole ilustrujące przeszłość, teraźniejszość i przyszłość świata przedstawionego. Zom to wielki, zwalisty wojownik o ponurym płomiennym spojrzeniu. Jego imię po birmańsku znaczy „większy niż”. Zom włada dwoma młotami i jest reliktem przeszłości, ukształtowanym przez dawne wojny, które doprowadziły świat do stanu zniszczenia i anarchii. Shen to teraźniejszość – facet z wielkim mieczem, ubrany w długi płaszcz i stetsona niczym Doc Holliday. Jego imię to chińskie słowo oznaczające myśliciela. Przyszłość spersonifikowana jest jako dziewczynka, Nhi, co po wietnamsku oznacza po prostu „mała”. Dziecko to przyszłość, nawet jeśli zajmuje się wysadzaniem różnych rzeczy za pomocą gumy do żucia, będącej w rzeczywistości materiałem wybuchowym. Ostatnią bohaterką jest Lawan – tajemnicza piękność władająca siecią śmiercionośnych linek, co zresztą sugeruje jej imię, znaczące „piękna” po tajsku i „wojowniczka” po malajsku.
Najważniejszą rzeczą w „Codehunters” są jednak nie fabuła czy bohaterowie, ale wizja świata, urzeczywistniona dzięki efektownej trójwymiarowej grafice, stanowiącej syntezę tradycyjnej animacji 2D oraz pełnego 3D. Inaczej jednak niż chociażby w „Advent Children”, dzieło Hibona stara się niejako ukryć swoją trójwymiarowość poprzez odpowiednie tekstury, projekt postaci czy kontury wokół obiektów. Mogę śmiało powiedzieć, że grafika doskonale tworzy klimat zniszczonego świata przyszłości z lekkim westernowym posmakiem. Całość utrzymana jest w nienasyconych, wyblakłych kolorach, głównie odcieniach brązu i szarości. Sprawia to, że nawet we wnętrzach niemal czuje się tę napierającą ze wszystkich stron, spaloną słońcem pustynię. Efekt potęgowany jest jeszcze przez bardzo dobre światłocienie, tworzące ciekawy efekt estetyczny poprzez ostry kontrast jasno oświetlonych elementów z głębokimi, odcinającymi się cieniami, zwłaszcza w pierwszej połowie filmu, powstającymi dzięki licznym kratom, żaluzjom i małym oknom.
W produkcji takiej jak „Codehunters”, w dużej mierze opierającej się na dynamicznych akcjach, walkach i eksplozjach, animacja musiała być opracowana na najwyższym poziomie. Tak też jest w rzeczywistości, choć nie wykorzystano techniki motion capture, aby jeszcze bardziej zbliżyć film do klasycznej animacji. Nie udało mi się dojrzeć żadnych zgrzytów – postaci, demony czy sam pociąg poruszają się dokładnie tak, jak powinny.
Oprawa muzyczna to głównie elektroniczne brzmienia, nie zachwycające, ale całkiem nieźle ilustrujące akcję. W niektórych momentach da się usłyszeć inne style, na przykład chór czy muzykę westernową, przy czym ta druga towarzyszy głównie ubierającemu się po kowbojsku Shenowi. Pozytywnie wybija się motyw słyszany na samym początku – spokojny, a jednocześnie dobrze wprowadzający w klimat filmu. Podczas napisów końcowych towarzyszą nam ciężkie brzmienia gitar, choć ten kawałek akurat nie zrobił na mnie wielkiego wrażenia.
„Codehunters” to interesująca miniaturka, nie opierająca się na treści, lecz na formie, efektownej grafice, szybkiej akcji, oraz – co może najważniejsze – dobrze zbudowanym klimacie zniszczonego świata przyszłości. Ogląda się ten film z przyjemnością i szkoda, że nie zdecydowano się na rozwinięcie pomysłu w większy projekt, choć po ciepłym przyjęciu pojawiły się takie plany.
| Funkcja | Imię i nazwisko |
| Reżyseria | Ben Hibon |
| Scenariusz | Ben Hibon |
| Scenopis graficzny | Ben Hinon |
| Pomysł | Ben Hibon |
| Reżyseria techniczna | Stuart Aitken |
| Modele | Sergio Caires, Ray Slattery, Mark Brumby, Franco Bresciani, Ian Brown, Graham McKenna, Jan Almqvist |