Pierwowzorem „Jūshin enbu: Hero Tales” była manga Hiromu Arakawy – twórczyni osławionego „Fullmetal Alchemist”. Ta krótka informacja dla wielu zapewne będzie wystarczającą zachętą, aby zapoznać się z omawianym anime. Bardziej wymagających zapraszam jednak do przeczytania krótkiej zajawki.
Kenkaranpu to miecz o potężnej mocy, dający jego właścicielowi władzę nad światem, jednakże używać mogą go tylko wybrańcy. Ponieważ cesarz pewnej krainy nie był w stanie wydobyć go z pochwy, jako że oręż sam wybiera sobie władcę, dano mu atrapę, a prawdziwy miecz ukryto w świątyni. Został on jednak skradziony, a jego strażnicy zamordowani. Nim złodziej uciekł ze świątyni, na drodze stanął mu szesnastoletni Taitō Shire. Chłopak nie miał co prawda szans w starciu z bardziej doświadczonym przeciwnikiem, ale przypadkiem udało mu się dobyć świętego miecza. Tym sposobem stał się „szlachetną duszą” – człowiekiem obdarzonym wielką mocą. Problem w tym, że osoba, która ukradła Kenkaranpu, Keirō, również została szlachetną duszą, jednak nie może używać miecza, ponieważ poprzedni jego właściciel nie umarł. Tak właśnie rozpoczyna się rywalizacja pomiędzy Taitem a Keirem. Mając w pamięci długość animowanego „Fullmetal Alchemist” oraz fakt, że manga nadal jest serializowana, rywalizacja ta może ciągnąć się co najmniej przez kilkadziesiąt odcinków...
Po obejrzeniu pierwszego odcinka „Jūshin enbu: Hero Tales” mam wrażenie, że oto znów trafiłem na typowy shōnen. Zalążek fabuły, który nam zaprezentowano, uważam za średnio interesujący – ot, wygląda na to, że będzie to kolejne pojedynkowe anime wykorzystujące znane schematy. Trudno jednak w tej chwili powiedzieć na ten temat coś więcej; być może w następnych odcinkach zrobi się ciekawiej, a „Jūshin enbu” powtórzy sukces „FMA”?
Strona graficzna prezentuje się nienajgorzej. Co prawda nie uświadczymy tu oszałamiających graficznych fajerwerków, jednak nie ma na co narzekać. Projekt postaci jest miły dla oka, a choreografie pojedynków dość urozmaicone. Wykorzystanie komputerów jest tutaj wyraźnie zauważalne, ale nie razi, podobnie jak reszta animacji. Lekko zubożałą grafikę zauważyć można w scenach, które rozgrywają się we wnętrzach (może poza świątynią), ale nie było ich zbyt wiele.
Muzyka, przynajmniej w pierwszym odcinku, nie wywarła na mnie większego wrażenia. W openingu i endingu usłyszymy typowo popowe piosenki; miłe dla ucha, ale podobne do tysięcy innych. Tło muzyczne również nie odznacza się niczym szczególnym, po prostu dobrze oddaje atmosferę scen, które uzupełnia. Nic za to nie mogę zarzucić seiyū – ich głosy dobrane zostały poprawnie, i chociaż nie jest to żadne mistrzostwo w podkładaniu głosów, sprawują się oni bardzo dobrze.
Po obejrzeniu pierwszego odcinka mam wrażenie, że „Jūshin enbu: Hero Tales” okaże się trochę pondaprzeciętnym shōnenem. Zwolennikom tego typu produkcji zapewne od razu się spodoba, ale w chwili obecnej trudno powiedzieć, co z resztą. Ja obejrzę jeszcze kilka odcinków, aby przekonać się, czy warto brnąć dalej w tę historię – na razie nie jest najgorzej, jednak ciężko stwierdzić, czy następne odcinki pociągną tę serię w dół, czy podciągną do góry.
| Funkcja | Imię i nazwisko |
| Reżyseria | Osamu Sekita |
| Kompozycja serialu | Mayori Sekijima |
| Muzyka | Tamiya Terashima |
| Projekt postaci | Hiromu Arakawa |
| Twóca oryginału | Hiromu Arakawa |
| Scenografia | Kuniaki Nemoto |
| Reżyseria dźwięku | Youji Shimizu |
| Wykonanie piosenek | Beat Crusaders, Mai Hoshimura |
| W rolach głównych | |
| Imię i nazwisko | Postać |
| Kenichi Suzumura | Taitō |
| Akemi Kanda | Raira |
| Banjou Ginga | Keirō |
| W pozostałych rolach | |
| Imię i nazwisko | Postać |
| Issei Futamata | Shimei |
| Jun Fukuyama | Taigatei |
| Rikiya Koyama | Koyō |
| Sho Hayami | Shōkaku |
| Takahiro Sakurai | Ryūkō |
| Yuko Kaida | Rinmei |
| Yuuki Tai | Hyōsei |