Menu

 

Zaprzyjaźnione strony

 

Ocena recenzenta

 

Zespół redakcyjny

 

Opinie redakcji

 

Podobne anime

 

Reklama

 

Dane podstawowe

 

Trava


» Grasshoppa! (JAP)

» Trava: Fist Planet (ANG)

 
Trava

Szalone, eksperymentalne, a jednocześnie niezmiernie zabawne OAV w rytmie space opery. Dwójka przyjaciół, Trava i Shinkai, szykują się do eksploracji planety Fable, gdy nagle natrafiają na ratunkowego poda z niespodziewaną pasażerką na pokładzie. I to by było na tyle w temacie „rutynowa, nudna robota”.

 
Produkcja
OAV
Premiera
2.03.2002
Ocena redakcji7.90
(dozwolone od lat 16)
dozwolone od lat 16
 
Użytkownicy
ocena
fragmentu
ocena
całości
?.??
?.??
Zaloguj się, aby móc oceniać.
 
odcinki 4 x 13 min - łącznie 52 min
przypisania sf, kosmos, komedia, mecha
produkcjaMadhouse, Grasshoppa!
ta recenzja el doctore   (16.11.2007) Ocena:   OcenaOcenaOcenaOcenaOcena   8.50
 
ANN AnimeNfo AnimeDB
 

Recenzja

 

Gdyby tak zwanym „stróżom moralności” naprawdę chciało się solennie wywiązywać ze swoich obowiązków, zapomnijcie, że ten tekst czytaliście, a ja go w ogóle napisałem. Śmiechu warte są bowiem nasze pseudonimy w dobie Echelonów. Ja tam nie chcę mieć kłopotów, ale nie da się ukryć – za pisanie o „Trava: Fist Planet” sam dostarczam „odpowiednim organom” niezbitych dowodów na to, że stoję po ciemnej stronie mocy. Bo faktycznie – z tym czteroodcinkowym OAV coś jest nie tak, pomijając niepokojącą sugestię zawartą w pierwszym członie tytułu, która naprowadza na trop interpretacyjny, wykazujący popularną dwuznaczność słowa „trawa” w języku polskim. Zresztą – tak czy tak, sytuacja wydaje się beznadziejna. Próbując bowiem uniknąć niewygodnych analogii, ratując się ucieczką w kierunku japońskiej wersji tytułu, wpadamy z deszczu pod rynnę. Japoński tytuł „Travy” brzmi bowiem „Grasshoppa!”, więc co to za różnica? Oczywiście jest to nadal „tylko” imię głównego bohatera filmu, ale jak powtarzał nieodżałowany Timothy Leary: turn on, tune in, drop out, drodzy przyjaciele, a wszystko stanie się krystalicznie przejrzyste.

No dobra. Dość tych przyziemnych dywagacji, czas lecieć w kosmos. W kosmosie może się bowiem zdarzyć wszystko, jak niejednokrotnie udowodnił pan Lem – nawet historie, z którymi sobie żaden język nie da rady, choćby mnożył dwuznaczności na potęgę. Więc oto połykamy przestrzeń w towarzystwie międzygalaktycznego wojownika Travy i jego wiernego krabopodobnego mechanika Shinkaia (mam nadzieję, że tym razem zbieżność pseudonimu bohatera z wiadomo kim to autentyczny przypadek). Do oznaczenia mamy planetę Fable. A powinniście wiedzieć, że oznaczanie planet przynosi kupę forsy, a kupa forsy stanowi przepustkę do jeszcze większych pieniędzy, które zdobędziemy biorąc udział w amatorskich walkach mocy na pięści (cokolwiek to znaczy), odbywających się na planecie Fist. Nasi towarzysze mają speedmastera – broń, która spokojnie daje im na starcie dużą przewagę nad konkurencją, ale na wpisowe, konserwację sprzętu czy paliwo pieniądze są jednak potrzebne, więc oznaczają planety z desperacką sumiennością.

Połykamy przestrzeń, na kursie planeta Fable, a przed nami dryfujący ratunkowy „pod”, który można zignorować, ale Trava się nudzi i nie ma zamiaru przepuszczać okazji zostania wybawcą tego kogoś, kto w „podzie” niewątpliwie czeka na ratunek. Przy akompaniamencie narzekań Shinkaia (ach, ten pseudonim!), któremu nie w smak jest marnowanie paliwa i rusza ku chwale, odpala speedmastera. Jak się okazuje, nie warto jednak oszczędzać na paliwie, bo w szczelnie zamkniętej kapsule nasi towarzysze odkrywają pogrążoną w hibernacji cud dziewczynę o zastanawiająco szerokich biodrach. Przygoda nabiera tempa, chociaż lekka niepewność zakrada się w serca dwójki przyjaciół. Dlaczego bowiem nikt przed nimi nie chciał wziąć tej roboty na Fable?

„Trava: Fist Planet” to zaledwie pięćdziesięciominutowe OAV, dziełko z pogranicza ukazanej w krzywym zwierciadle space opery, do pracy przy którym udało się skrzyknąć kilka intrygujących indywidualności ze świata anime. Mam tu szczególnie na myśli dwójkę reżyserów, Takeshiego Koike i Katsuhita Ishiiego, zamieszanych w tworzenie tak niecodziennych tytułów, jak „Dead Leaves”, „Comedy”, czy wchodzącego w skład słynnego „Animatriksa” segmentu „Rekord świata”. Ale na drugim planie mamy też piekielnie zdolnego twórcę storyboardów, Hiroyukiego Imaishi, autora młodego pokolenia (rocznik 1971), który może pochwalić się pracą nad takimi „gigantami” anime, jak „FLCL”, ponownie „Dead Leaves”, „Gunbuster II”, „Samurai champloo”, „Abenobashi mahō shōtengai”, czy „Kare kano”. I chociażby z tego powodu warto zapoznać się z „Trava: Fist Planet”, by przekonać się, jak wypadła współpraca twórców wyraźnie gustujących w projektach nietuzinkowych, w wielu przypadkach mocno eksperymentalnych. Nie inaczej sprawa ma się z omawianym tutaj OAV. „Trava: Fist Planet” sprawia wrażenie poligonu doświadczalnego, zarówno jeśli chodzi o sposób opowiadania historii jak i szukania adekwatnych środków, jakimi można by tę historię zobrazować. Jeśli miałbym szukać bezpośrednich analogii, to temu OAV najbliżej jest chyba do „Dead Leaves” i „Rekordu świata”, ale tylko pod względem intensywności obrazu, organicznej kreski, łamiącej zasady proporcji postaci, zawłaszczającej kadry w sposób absolutny, żadnych miękkich przejść pomiędzy kolorami, dominacja czerni. Jednak na tym wszelkie podobieństwa się kończą, gdyż tym, co stanowi o oryginalności przygód Travy i Shinkaia, jest niesamowity klimat tej produkcji, nieporównywalny z niczym innym.

I tu wracamy do moich zawoalowanych, na poły żartobliwych, ale w sumie całkiem serio, sugestii dotyczących „odmienności” „Trava: Fist Planet”. Nie jestem bowiem sobie w stanie wytłumaczyć, jakim cudem udało się ekipie realizacyjnej tak dostroić mentalnie, by film wyglądał jakby został pomyślany, zrobiony i, co najważniejsze, przepuszczony emocjonalnie przez wrażliwość tylko jednej osoby. Fenomen zbiorowej świadomości? Nie wiem, może tak, może nie. Ale chciałbym być dobrze zrozumiany, więc powtórzę raz jeszcze – nie chodzi o to, że wszystkie elementy składowe filmu – muzyka, rysunek, dialogi, głosy seyiū, animacja, kadrowanie, czy w końcu reżyseria – idealnie ze sobą współgrają, bo to oczywiste – każdy z wymienionych tu twórców to stuprocentowy profesjonalista. Chodzi raczej o trudno definiowalny klimat filmu, którego tak naprawdę nie da się zamknąć w czytelnych definicjach, a który zmusza widza do tego, by podczas obcowania z „Trava: Fist Planet” przeprogramował swoją percepcję na zupełnie inny odbiór, a najlepiej, by usiadł przed ekranem i przez niespełna godzinę obcowania z tym OAV rytmicznie się kołysał w przód i tył, ewentualnie zanurzył po dziurki w nosie w przepastnym fotelu. Tak, jest w tym obrazie coś takiego, że od razu wracam myślą do szczenięcej młodości i intensywnych kontaktów z bogactwem natury. A może to tylko złudzenie? Może po prostu Japończycy rozumieją więcej i czują więcej, potrafiąc sumę tych doświadczeń zawrzeć w obrazie filmowym, cudzie technologicznej wirtuozerii, czy kolejnej fenomenalnej grze pokroju „Ōkami”? Być może to my, nie znajdując zadowalających odpowiedzi objaśniających fenomen japońskiej animacji, szukamy łatwych dróg wyjścia, sugerując, że skoro kosmiczny wojownik Trava ciągle coś tam popala i pije monstrualne ilości herbaty, wiemy, o co chodzi, konspiracyjnie puszczając oko. Akurat. Tak samo jak możemy mieć tylko niejasne przeczucie, dlaczego premier Japonii na spotkanie z czeską dyplomacją przyprowadza robota Asimo, ku lekkiej konsternacji, znanych skądinąd ze specyficznego poczucia humoru, Czechów.

Ale co tam. Ja przy „Trava: Fist Planet” upa... to znaczy, ubawiłem się przednio i mam zamiar jeszcze wielokrotnie dać się uwieść czarowi absurdalnych kwestii, jakimi przerzucają się Trava i Shinkai (co za pseudonim!), szczególnie zaś obezwładniającemu „hę?”, wypowiadanemu przeciągle przez Travę w co drugiej kwestii. Zwróćcie przy okazji uwagę, jak ten prosty w swoim zamyśle efekt fenomenalnie nadaje obrazowi specyficznego rytmu, będąc niejednokrotnie sygnałem do zmian nastroju czy tempa akcji. Ile dramaturgicznej frajdy może natomiast dawać zwyczajne żucie gumy? Taaa.... w wolnej chwili więc raz jeszcze pobujam się w rytm rozkołysanego chodu Shinkaia (który tak naprawdę nazywa się #$%/o&’(o/o+&$”#!$***&, ale Shinkai brzmi dużo lepiej i dobrze się kojarzy – nie tylko w kosmosie) i zrobię, żując wspomnianą powyżej gumę, monstrualnego balona, który, pękając, przyklei mi się do twarzy. Aha, trzeba jeszcze dokupić kilkanaście opakowań zielonej herbaty, bo się kończy. Naprawdę, szalona produkcja.

 

Przykładowe kadry

 

Twórcy

Funkcja Imię i nazwisko
Reżyseria Katsuhito Ishii, Takeshi Koike
Dialogi Katsuhito Ishii
Scenopis graficzny Hiroyuki Imaishi, Takeshi Koike
Muzyka Morgan Fisher
Efekty dźwiękowe Toru Noguchi
Efekty specjalne Kumiko Taniguchi, Sachi Suzuki
 

Obsada

W rolach głównych
 
Imię i nazwisko Postać
Kanji Tsuda Trava
Yoshiyuki Morishita Shinkai
Shie Kohinata Mikiru
W pozostałych rolach
 
Imię i nazwisko Postać
Yuji Shimoda Reiter
Aniki Suezaki
Start
 »
Redakcja
,
FAQ
,
Zaprzyjaźnione strony
,
Wymiana bannerów

Anime
 »
Recenzje
,
Zajawki
,
Tytuły
,
Postacie
,
Seiyū
,
Twórcy
,
Studia
Słowniczek
 »
Katalog
,
Indeks

Artykuły
Forum
Galeria
Kino azjatyckie
 »
Recenzje
,
Tytuły
,
Aktorzy
,
Twórcy

Linkownia
 »
Katalog
,
Lista
,
Kategorie
,
Typy witryn