Wdzięczna dziewięciominutowa miniaturka Yasuhira Yoshiury, twórcy „Pale Coccon”. Bazujący na literackich odniesieniach filmowy zapis zwykłego-niezwykłego dnia z życia pewnej tajemniczej kawiarni.
| odcinki | 1 x 9 min - łącznie 9 min | |
| przypisania | krótki metraż, sf, seinen | |
| produkcja | Studio Rikka | |
| związane | Eve no jikan (2008) - to samo uniwersum |
|
| ta recenzja | el doctore (17.09.2007) | Ocena: ![]() ![]() ![]() ![]() 7.80 |
Kto z was nie słyszał – albo inaczej – kto z was chociaż raz w życiu nie był autorem stwierdzenia, o mniej więcej, takiej treści: „przyjaciółka mojej przyjaciółki powiedziała mojej przyjaciółce”? Pytanie retoryczne, gdyż procent odpowiedzi pozytywnych musi w tej kwestii być bliski magicznej liczby sto. Nie ma czemu się dziwić. Tak właśnie funkcjonujemy, a na opiniach przeróżnych „przyjaciółek naszych przyjaciółek” opieramy potoczne wyobrażenie o świecie. Gdyby bowiem chcieć samemu weryfikować wszystko, co uznajemy za oczywistość, przy naszych ograniczonych możliwościach poznawczych, nadal żylibyśmy na płaskim dysku spoczywającym na grzbietach gigantycznych słoni. Wierzymy na słowo, żyjemy w oparciu o słowo. Człowiek jest niedoskonały i jakby ta ponura konstatacja, sama w sobie, nie była wystarczającym powodem do wszczęcia powszechnego lamentu, na przekór losowi, człowiek karmi się na dokładkę telewizją.
Niemożność weryfikacji przeróżnych faktów, prawd czy potocznych komunikatów oraz podejrzliwość wobec technologii, dzięki której do nas docierają, zdaje się w poważnym stopniu nurtować Yasuhiro Yoshiurę, twórcę ciekawego, dwudziestotrzyminutowego obrazu „Pale Coccon”. Ze szczególnym rygoryzmem formalnym, tematy te porusza także w zaledwie dziewięciominutowej (sic!) miniaturce zatytułowanej „Mizu no kotoba”. W „Pale Coccon”, Yoshiura, operując dużym skrótem, mierzył się z pytaniami o naturę informacji, kreując wizję sztucznego świata, (ludzie żyją pod powierzchnią Księżyca, w tytułowym „kokonie”), w którym główni bohaterowie, zdani na łaskę pieczołowicie rekonstruowanych strzępków obrazów i tekstów, rzekomo pochodzących z Ziemi, próbują zrozumieć przeszłość. Kim jest człowiek zdany na łaskę i niełaskę ułomnych obrazów, w jakie rejony szybuje jego wyobraźnia, pobudzana wszechobecną technologią? Czy cyfrowa informacja może być nośnikiem prawdy, jak bardzo ją przekłamuje swoimi uwarunkowaniami? Dużo pytań, jak na tak krótki film, prawda?
I tu jest właśnie pies pogrzebany. Pisanie o krótkich metrażach przypomina bowiem w dużym stopniu wróżenie z fusów czy przepowiadanie pogody w Alpach francuskich i zazwyczaj jest świadectwem pobożnych życzeń piszącego względem tego, co mogłoby wynikać z sytuacji, gdyby daną formułę dało się poszerzyć. Krótki metraż, wymuszający na twórcy posługiwanie się radykalnym skrótem w sferze przekazywanej treści, kreowaniu sytuacji o dużym stopniu umowności, nie oddaje całej prawdy o potencjale danego twórcy. Jedynie sygnalizowanie pewnych kwestii, może być posądzane o przypadkowość i efekt niezamierzony. Yoshiura, w swoich dwóch dotychczasowych pracach, buduje idealne środowisko do stawiania tego rodzaju pytań i snucia przeróżnych wątpliwości.
„Mizu no kotoba” to błyskotliwy zapis typowej, codziennej sytuacji. Kilkoro ludzi siedzi w kawiarni, popija kawę i oddaje się luźnym rozmowom. Mamy więc chłopaka, który dopiero co rozstał się ze swoją dziewczyną, dwie dziewczyny plotkujące o dziwnym związku znajomej jednej z nich, dwóch buntowniczo wyglądających chłopaków, rozprawiających o mocy słów i jeszcze jednego – być może najważniejszego, siedzącego samotnie w kącie, zatopionego w lekturze „20 000 mil podmorskiej żeglugi” Juliusza Verne'a, introwertyka. Scenka ta wyreżyserowana jest z niebywałym wdziękiem. Kamera wyławia pojedyncze gesty postaci, spojrzenia, utrwala bohaterów „Mizu no kotoba” w tak naturalnych pozach, że filmik bliższy jest konwencji dokumentu niż reżyserskiej kreacji. To, zresztą, dało się już zauważyć przy okazji „Pale Coccon”. Yoshiura to wytrawny obserwator, obdarzony niecodziennym darem syntetyzowania banalnych w swej powtarzalności, codziennych rytuałów w nową jakość. Przedstawiona sytuacja nie jest bowiem banalna, za jej pomocą reżyser zgłębia swój ulubiony temat, testując formy komunikowania się i naturę informacji. Chłopak przy barze rozstał się ze swoją dziewczyną, bo nie był w stanie się z nią porozumieć co do wspólnej wizji związku, dziewczyny przy stoliku są zaskoczone tym, co „przyjaciółka przyjaciółki powiedziała przyjaciółce”, a co może wcale nie jest prawdą, skoro sensacyjna wiadomość przebyła tak daleką drogę, zbuntowani młodzieńcy rozważają, czy dzięki magicznej sile słów, da się opowiedzieć nieprawdopodobną historię, która stanie się rzeczywistością, zaś introwertyk czyta i nie nawiązując żadnych relacji z innymi gośćmi w kawiarni, komunikuje się ze światem literackiej wyobraźni Juliusza Verne'a. Słowa wypowiadane przez bohaterów „Mizu no kotoba” krzyżują się, urywają, zawisają w przestrzeni, szybują pod sufit. Bagaż wypowiedzianych słów i myśli, który dźwiga na swoich barkach ta miniaturka nie byłaby w stanie udźwignąć niejedna, zaplanowana z dużym rozmachem, wieloodcinkowa produkcja. A to praktycznie dzieło jednego człowieka. Aż się wierzyć nie chce.
Do strony wizualnej filmu trudno mieć zastrzeżenia. Styl Yoshiury już jest rozpoznawalny, co budzi szacunek tym większy, że przecież nadal mówimy o pracach, które w sumie trwają niespełna pół godziny. Ale nawet bazując na tak niewielkim materiale, można z łatwością wskazać charakterystyczne składowe tego stylu, tj. miękkie, renderowane tła, uproszczony, skupiający się przede wszystkim na wybranych partiach ciała (dłonie, oczy) rysunek postaci, gwałtowne najazdy i odjazdy kamery, prezentacja akcji z punktu widzenia bohatera (znane z gier FPP), unikanie planów ogólnych, utrzymana w ciepłych tonacjach, zgaszona paleta kolorów. Posiada też twórca „Mizu no kotoba” duże wyczucie w kwestii doboru adekwatnej oprawy dźwiękowej do swoich filmów. Muzyka ilustrująca opisywaną krótkometrażówkę idealnie oddaje atmosferę przytulnej, kameralnej kawiarni z syczącym w tle ekspresem i dźwiękiem odstawianych na spodki filiżanek. W ogóle, w kontekście dwóch znanych nam filmów Yoshiury, słowa „kameralność” i „intymność”, wydają się być kluczowe przy próbie opisu stylu autora „Pale Coccon”.
Oglądam „Mizu no kotoba” i z jednej strony cieszę się a z drugiej, pełen jestem obaw. Cieszę się, ponieważ ta dziewięciominutowa produkcja jest autentyczną perełką formalną, bez zbędnych ujęć, zbędnych dialogów, pozbawionej wyrazu oprawy dźwiękowej, więc jak tu się nie cieszyć? Martwię się natomiast o to, czy przypadkiem Yoshiura nie rozmienia się na drobne i w końcu „zamęczy” arcyciekawe tematy, kolejną próbą generalną w miejsce porywającego koncertu. Szkoda by było, bo wskazane powyżej pytania to obecnie jedne z najważniejszych, jakie warto sobie zadać, w coraz bardziej fetyszyzującym informację i jej przekaźniki, świecie i nie ma zbyt wiele produkcji anime, które by się z tymi tematami godnie mierzyły. Poza wzorcowym w tym względzie „Stand Alone Complex”, nic innego nie przychodzi mi na myśl.
Oglądam po raz kolejny Mizu no Kotoba (w końcu, nie zajmuje to tak wiele czasu) i smakuję intymność tej miniatury, popijając kawę z ekspresu. Przyjaciółka przyjaciółki mojej przyjaciółki powiedziała, że Yoshiura to materiał na wielkiego artystę. Moja przyjaciółka powtórzyła mi tę opinię, a nie mam podstaw by jej nie wierzyć. Wierzę jej na słowo.
| Funkcja | Imię i nazwisko |
| Reżyseria | Yasuhiro Yoshiura |
| Dialogi | Yasuhiro Yoshiura |
| Muzyka | Satoshi Watanabe |
| W rolach głównych | |
| Imię i nazwisko | Postać |
| Yasuhiro Yoshiura | Dame Otoko |