Nasze codzienne fobie w transkrypcji na japoński. „Sayōnara Zetsubō-sensei” to błyskotliwy kawałek roboty filmowej, przyprawiony kolosalną dawką absurdu i iście wisielczego humoru. Seria, pomimo zadziwiającej popularności, mocno hermetyczna. Ale czy ktoś mówił, że będzie łatwo?
| odcinki | 12 x 24 min, 13 x 24 min - łącznie 600 min | |
| przypisania | komedia, parodia, dramat | |
| produkcja | Starchild Records | |
| animacja | Shaft | |
| ta recenzja | el doctore (15.06.2008) | Ocena: ![]() ![]() ![]() ![]() 8.50 |
Wszyscy to znamy. Alicja spotyka kota z Cheshire, który po krótkiej rozmowie stwierdza, że dziewczynka jest obłąkana. Stanowczo protestującą Alicję kot próbuje przekonać argumentem, że musi być pomylona, skoro znalazła się tam, gdzie się znalazła. W krainie czarów wszyscy bowiem są obłąkani.
Przychodzi mi na myśl owa klasyczna scenka w kontekście „Sayōnara Zetsubō-sensei”, bo wygląda na to, że Kōji Kumeta, twórca oryginalnej mangi, jak i Akiyuki Shinbo, autor animowanej adaptacji tegoż tytułu, mają ogląd rzeczywistości zbieżny z tym forsowanym przez sławnego kocura. Co ciekawe, chyba nie tylko oni, skoro przez długi czas po emisji „Sayōnara Zetsubō-sensei” biło rekordy popularności w internetowych komentarzach i dyskusjach. Aż strach pomyśleć, do jakich to może prowadzić wniosków, bowiem o ile to jeszcze nie zostało wystarczająco dobitnie powiedziane, „Sayōnara Zetsubō-sensei” to serial o obłędzie.
Wyjściowy pomysł jest prosty. Przed nami doskonale znany schemat szkolnej komedii, archetypiczna sceneria, w której doskonale odnajdzie się każdy otaku. Pięknie. Tyle że nie do końca, bowiem w „Sayōnara Zetsubō-sensei” szkoła wygląda jednak jakoś inaczej.
Poznajemy Nozomu Itoshikiego, nauczyciela cierpiącego na manię samobójczą. O jego niecodziennych skłonnościach dowiadujemy się od razu w pierwszej scenie otwierającego serial odcinka. Ulotne piękno pełnego symboliki szpaleru drzew wiśni, owe metaforyczne japońskie sakury służą za scenerię, w której Itoshiki po raz kolejny próbuje rozstać się z życiem. Niestety, kolejna próba spełza na niczym wskutek interwencji niejakiej Kafki Fūry, która w ostatniej chwili ratuje belfrowi życie, przy okazji prawie go zabijając.
Teraz poznajemy klasę Itoshikiego, pełną socjopatycznych typów ludzkich, kryjących się pod niewinnymi postaciami uczniów, jak choćby poznaną akapit wyżej Kafką Fūrą, ekstremalną wyznawczynią optymistycznej wizji życia – za wszelką cenę, wbrew logice i faktom. Dalej mamy min.: Chiri Kitsu, bojowniczkę o rządy kuriozalnie pojmowanego ładu, a zarazem pogromczynię chaosu, nigdy nieobecną podczas zajęć szkolnych Kiri Komori, kliniczny przypadek hikikomori, Matoi Tsunetsuki, dziewczynę potrafiącą zakochiwać się jedynie w sposób totalny, graniczący z obsesją, Tarō Marię Sekiutsu, uczennicę imigrantkę, co samo w sobie skazuje ją na „inność” w hermetycznej kulturze japońskiej, czy Kaere Kimurę, blond piękność o rozdwojonej jaźni.
Oczywiście można by tę wyliczankę ciągnąć dłużej, dorzucając do owej listy Meru Otonashi, potrafiącą komunikować się z otoczeniem jedynie za pomocą wiadomości tekstowych, ograniczających się wyłącznie do obelg, ale już na tych kilku przykładach widać, że uczniowie w „Sayōnara Zetsubō-sensei” zredukowani są do jednej wiodącej cechy, która zawsze egzemplifikuje jakąś szerszą ideę, społeczną tendencję czy też kulturową anomalię. W takim ujęciu nie ma mowy o żadnej nauce, gdyż tak naprawdę podopieczni Itoshikiego nie są prawdziwymi osobami, a zaledwie personifikacjami konkretnych problemów społecznych, którym nie sposób zaradzić nawet gros czasu spędzając w gabinecie szkolnej pani psycholog lub nękając nimi bezradnego Itoshikiego (którego nazwisko, w jednym z możliwych odczytań, oznacza właśnie „rozpacz”).
Serial Kumety i Shinba jest więc w pierwszej kolejności ostrą społeczną satyrą, stawiającą, w komediowej formule, japońskiemu społeczeństwu bardzo surowe oceny. To rozpisana na dwanaście odcinków swoista psychodrama, egzorcyzmująca chorą japońską duszę. Mniej zabawnie robi się, gdy uświadomimy sobie, że tak naprawdę „Sayōnara Zetsubō-sensei” w wielu miejscach przekracza bezpieczny, z naszego punktu widzenia, kulturowy i społeczny kontekst Japonii, stając się ponurą diagnozą dla wszystkich społeczeństw „postępowych” czynnie biorących udział w globalnych zmianach cywilizacyjnych. Jeśli założymy, że i my mamy prawo czuć się współczłonkami tej wspólnoty, to bez większego ryzyka można postawić tezę, że „Sayōnara Zetsubō-sensei” jest satyrą również na nas. Z bohaterami serialu Kumety i Shinba dzielimy analogiczną bezradność wobec natłoku wszelkiego rodzaju informacji nadających poprzez media ton współczesnym społeczeństwom, jak i dziecięcą wręcz nieporadność w próbach skonstruowania na podstawie tej nowej rzeczywistości adekwatnych wzorców postępowania i linii obrony.
Zalew informacji przewijających się przez ekran w trakcie serialu, informacji wpisanych w tła, ewokowanych poprzez liczne poboczne hasła, absurdalne ilości wtrąceń, animowanych przerywników, informacji – aluzji, informacji – pastiszy, informacji zmyślonych, podawanych z prędkością przekraczającą możliwości ludzkiej percepcji, wbija w fotel i zaiste, bardzo skutecznie wpędza w tytułową rozpacz i chęć powiedzenia serialowi „sayōnara”. Po tak traumatycznym doświadczeniu (wzmacnianym z odcinka na odcinek) zaczynamy rozumieć, na czym polega dramat nauczyciela Rozpaczy. Itoshiki chciałby brać czynny udział w kształtowaniu uczniowskich postaw i charakterów, tymczasem musi nieustannie toczyć boje z patologicznymi osobowościami, przymusem zawodowej wydajności, uniformującym wszystkie aspekty życia wszechobecnym korporacjonizmem czy pozbawioną kontekstu parodią tradycji (zabójczo śmieszny odcinek z matsuri) itd. Pod tak silnym naporem sprzecznych postaw, idei i zbędnych informacji, fakt że Itoshiki ma już tego wszystkiego dość i zwyczajnie, po ludzku pragnie umrzeć, wydaje się nie mieć najmniejszego znaczenia. Jego diagnoza własnej egzystencji jest tragiczna, ale jest tylko jedną z tysiąca innych informacji podawanych widzowi do skonsumowania. Zresztą o jakiej tragedii mowa, skoro według słów optymistycznej Kafki np. śpiączka to jedynie „rozeznanie życia po śmierci”?
Absurd w „Sayōnara Zetsubō-sensei” goni absurd, a frustrację widza dodatkowo pogłębiają twórcy, wrzucając w konsekwentnie prowadzoną strategię potęgowania chaosu swoje „trzy grosze” w postaci wątków autotematycznych, kpiąc z mangi i anime ile tylko ich własne ego jest w stanie udźwignąć. Kumeta i Shinbo prężą animacyjne muskuły, tryskają elokwencją, popadają w stylistyczną lapidarność, parodiują różne style, toczą złośliwy dialog z innymi tytułami (np. „Paranoia Agent”), wyśmiewają kulturę otaku (zjadliwe wycieczki pod adresem formuły yonkomy), bezmyślną zasadę trzymania się w ekranizacjach „ścieżki pierwowzorów”, choćby prowadziło to do groteskowych rezultatów itd. Nieraz w tej impulsywnej krucjacie ocierają się o okrucieństwo (nie brać żadnych jeńców!), ale przede wszystkim są niezmiennie zabawni. Koniec końców, „Sayōnara Zetsubō-sensei”, mimo wpędzającego w konfuzję szaleństwa (obecnego we wcześniejszym obrazie Shinba, ekscentrycznym „SoulTakerze”), to przecież komedia, śląca w kierunku widza setki błyskotliwych kwestii i scenek. Warunek, by w pełni docenić jej urok, jest w zasadzie jeden. Potencjalnego widza „Sayōnara Zetsubō-sensei” powinno cechować szczególne umiłowanie absurdu i dość krytyczna ocena kierunku, w jakim zmierza człowiek w XXI wieku. Uprzedzam jednak, że tytuł duetu Kumeta-Shinbo nie jest łatwą pozycją. „Sayōnara Zetsubō-sensei” jest serialem wybitnie epizodycznym i kontekstowym. Cóż to jednak za przeszkoda, skoro i tak dwie trzecie ludzkości uprawia wyczynowo zappingowanie po kanałach telewizyjnych. Fragmentaryczność to coraz częściej jedyna stała, wobec której czujemy się pewnie, prawda?
Tak więc polecam wszystkim z czystym sumieniem „Sayōnara Zetsubō-sensei”. Kto bowiem, jak nie polski widz, jest w stanie zrozumieć Itoshikiego, gdy ten stwierdza, po przygodzie z cierpiącą na kompleks winy Ai Kagą, że Japonia w wyniku powojennych traum czuje wobec całego świata kompleks winy, skoro sami dopieszczamy ile się da swojskim kompleksem ofiary? Komu choć raz nie przemknęła przez głowę myśl, że ktoś się zasadza na jego kody PIN karty bankomatowej? Zresztą, nie ma sensu dłużej wytykać oczywistych analogii, skoro jedną z naszych ulubionych, nieomal kanonicznych komedii jest „Dzień świra” Koterskiego. Tak, zgodnie ze słowami kota z Cheshire, wszyscy jesteśmy obłąkani.
| Funkcja | Imię i nazwisko |
| Reżyseria | Akiyuki Shinbo |
| Kompozycja serialu | Kenichi Kanemaki |
| Muzyka | Tomoki Hasegawa |
| Twórca oryginału | Kôji Kumeta |
| Projekt postaci | Hideyuki Morioka |
| Scenografia | Hiroshi Kato |
| Kompozycja piosenek | NARASAKI, Ruka Kawada, Yukari Hashimoto |
| Wykonanie piosenek | Ai Nonaka, Kenji Ohtsuki, Marina Inoue, Miyuki Sawashiro, Ryoko Shintani, Yū Kobayashi |
| W rolach głównych | |
| Imię i nazwisko | Postać |
| Hiroshi Kamiya | Nozomu Itoshiki |
| W pozostałych rolach | |
| Imię i nazwisko | Postać |
| Ai Nonaka | Kafka Fūra |
| Akiko Yajima | Chie Arai, Rin Itoshiki |
| Asami Sanada | Matoi Tsunetsuki |
| Asuka Tanii | Kiri Komori |
| Marina Inoue | Chiri Kitsu |
| Miyu Matsuki | Harumi Fujiyoshi |
| Miyuki Sawashiro | Maria Tarō Sekiutsu |
| Ryoko Shintani | Nami Hitō |
| Takahiro Mizushima | Jun Kudō |
| Youji Ueda | Kagerō Usui |
| Yū Kobayashi | Kaere Kimura |
| Yuko Goto | Abiru Kobuji |