Dwunastoletni Sasshi i jego rówieśniczka Arumi wychowują się w Osace, w dzielnicy małych sklepików, która ma zostać zburzona. Rodzina Arumi ma przenieść się na Hokkaido. Pewne zdarzenie powoduje jednak, iż zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Sasshi i Arumi zostają przeniesieni do dziwacznego alternatywnego świata...
| odcinki | 13 x 24 min - łącznie 312 min | |
| przypisania | przygoda, komedia, parodia, sf, nadprzyrodzone | |
| produkcja | Abenobashi Project, Gainax, Dentsu, Imagica, Starchild Records | |
| animacja | Gainax, Madhouse | |
| ta recenzja | Dark Rael (12.08.2007) | Ocena: ![]() ![]() ![]() ![]() 8.00 |
„Abenobashi mahō shōtengai” to anime parodystyczne, a raczej będące serią pastiszy różnych gatunków filmowych, gatunków gier wideo oraz wyśmiewające rzeczy będące bliskimi otaku, jak np. zbieranie gadżetów. Widz zachodni często ma jednak z tego typu produkcjami problem – zawsze natknie się na odniesienia, których nie zrozumie. Zdarzają się nawet w tej grupie anime, których widz ów nie jest w stanie docenić, ze względu mnogość odniesień kulturowo-językowych, czy na fakt parodiowania mnóstwa tytułów kompletnie mu nieznanych. „Abenobashi mahō shōtengai” na szczęście zrozumiałe jest niemal w całości dla doświadczonego entuzjasty anime, przeciętnego gracza i średnio wyrobionego amatora kina światowego. Jeśli szukacie więc świetnej, pełnej dobrego humoru parodii, to trafiliście pod właściwy adres.
Przenosimy się do Osaki, gdzie mieści się dzielnica małych i przytulnych sklepików, knajp, łaźni oraz innych zakładów użyteczności publicznej, zgromadzonych pod jednym szyldem Abenobashi Mahō Shōtengai (w wolnym tłumaczeniu: magiczna dzielnica handlowa Abenobashi). Nie ma tu zajadłej konkurencji, ani nachalnej reklamy, wszyscy się znają i tworzą jedną wielką rodzinę.
Wychowuje się tu dwunastoletni Sasshi i jego rówieśniczka Arumi, przyjaźniący się od dziecka. On jest typowym nastolatkiem, interesującym się wszystkim tym, czym zwykli zajmować się chłopcy w jego wieku, a więc grami wideo, filmami kung-fu, sci-fi, dinozaurami, zbieractwem gadżetów i wieloma innymi rzeczami. Podśmiewa się z nich Arumi, nadzwyczaj na swój wiek rozsądna i pragmatyczna, która, często zjadliwie komentuje jego zainteresowania i powstrzymuje go przed realizacją co głupszych pomysłów, podsuwanych mu przez bujną wyobraźnię.
Niestety, jak to w życiu bywa, wszystko się kiedyś kończy i na dzielnicę Abenobashi zostaje wydany wyrok. Cała ma zostać zburzona, a w tym miejscu powstać ma nowoczesny kompleks komercyjny...
Ludzie, dla których Abenobashi było magicznym domem, zamykają więc powoli sklepiki, wielka rodzina kurczy się z dnia na dzień. Co gorsza Sasshi i Arumi także mają zostać rozdzieleni. Jej ojciec otrzymał pracę w restauracji dużego hotelu na Hokkaido, gdzie mógłby wykorzystać swe umiejętności kucharskie nabyte we Francji. Wyprowadzka wydaje się nieunikniona, co nie napawa naszych bohaterów optymizmem.
Wyburzenie dzielnicy niesie jednak ze sobą pewne inne niebezpieczeństwo. Mało kto bowiem wie, jaką naprawdę rolę pełni to miejsce. W czterech punktach dzielnicy, zgodnie z kierunkami geograficznymi stoją figurki symbolizujące cztery bóstwa: Seiryū, Suzaku, Genbu oraz Byakko, które chronią świat i zapewniają mu mistyczną równowagę. Sasshi i Arumi odkrywają, że w dzielnicy pozostała już tylko jedna figurka bóstwa, która znajduje się nad knajpką dziadka Arumi, za nic niechcącego zamknąć swojego interesu. Los mu jednak nie sprzyja, ulega wypadkowi. Ostatni magiczny strażnik zostaje zniszczony – równowaga zostaje zachwiana. Sashi i Arumi zaczynają widzieć dziwne rzeczy. W końcu odkrywają, że zostali przeniesieni do dziwacznej alternatywnej rzeczywistości, jednej z wielu, w jakich będą musieli się znaleźć, aby wrócić do normalnego świata...
Funkcją nadrzędną tego serialu jest parodia, jednak, w przeciwieństwie do większości anime tego typu, w „Abenobashi” przygotowano solidną podstawę fabularną, w której przekonująco tłumaczy się fakt odwiedzania kolejnych dziwnych światów przez parę głównych bohaterów. Początkowo może się wydawać, że owa podróż pozbawiona jest sensu, zaś kolejne jej etapy – jakiegokolwiek łącznika. W odwiedzanych przez bohaterów światach, pozornie ze sobą niezwiązanych, Abenobashi istnieje w dostosowanej do lokalnych realiów formie i zamieszkana jest przez te same postacie – to w zasadzie wszystko. W każdym świecie pojawia się także dwójka bohaterów nieznanych, sprawiających wrażenie zupełnie przypadkowych. Jednak im dalej wgłębiać będziemy się w serial, tym jego sens stawać się będzie jaśniejszy. Na koniec okaże się, że nic w tym anime nie działo się przypadkiem, a twórcom udało się jeszcze przemycić jakieś przesłanie.
W fabule wykorzystano elementy mitologi chińskiej, a także odniesiono się do okresu Heian, kiedy to rzeczywiście istniała instytucja, o której twórcy informują nas w pierwszym odcinku. Pojawiający się tu Abe no Seimei jest znaną postacią historyczną, rzeczywiście piastująca funkcję onmyōji. Był astrologiem – w anime często zastajemy go z teleskopem w ręku. Uważano także, iż posiadał moce mistyczne, które oczywiście wykorzystuje w serialu. Zastanawiające jest jednak to, iż świątynia jemu poświęcona stoi w rzeczywistości nie w Osace (tu jest zaledwie stacja kolejowa Abenobashi), a w Kioto, gdzie również jest dystrykt oraz most nazwany jego imieniem. Najciekawsze jest jednak to, iż Kioto rzeczywiście uważane było za miasto, które chroniły cztery bóstwa i tam właśnie żył Abe no Seimei.
Zauważyć także można pewną nostalgię twórców za małymi skupiskami społecznymi, gdzie wszyscy się znają i nikomu nigdzie się nie spieszy, a które wypierane są przez nowoczesne społeczeństwo konsumpcyjne, gdzie jest wszystko, poza swojską, niemal magiczną atmosferą. To samo widzieliśmy także w „Niea Under Seven”, gdzie starą łaźnię próbowano ocalić przed bankructwem oraz w nieco krzywym zwierciadle w „Futakoi Alternative”.
Wracając jednak do Gainaksu, należy przyznać, że twórcy tego studia często starają się w swoich produkcjach przemycać stare klimaty, choćby poprzez muzykę Shira Sagisu, brzmiącą na lata siedemdziesiąte, w których się wychowywali.
Widać to także po parodiach „Abenobashi”, które nader często odnoszą się do okresu niezbyt znanego obecnej młodzieży, a więc „Indiana Jones”, „Terminator”, „Odyseja kosmiczna” czy filmy kung-fu z Bruce'm Lee i Jackie Chanem. Sięgnięto nawet do angielskiego humoru – w epizodzie wojennym usłyszymy echa starego skeczu o bardzo długim nazwisku. Znajdziemy jednak również parodie tytułów stosunkowo młodych, np. w skądinąd doskonałym epizodzie wyśmiewającym randkowe gry komputerowe, gdzie w jednej scenie wyśmiano trzy tytuły nowe w czasie premierowej emisji serialu.
Najlepsze jest jednak to, że większość parodiowanych tytułów jest znana dość szerokiemu gronu odbiorców z zachodu – tu nawet świetny żart z mahō-shōjo odbywa się przy okazji parodii bajki o Kopciuszku.
Same dowcipy zrobione są z pomysłem, wiele z nich spowoduje erupcje śmiechu u oglądających. Twórcy w jednym z epizodów ocierają się co prawda o granice dobrego smaku, ale tylko na moment.
Niektórym zastosowany w serialu fanserwis wyda się mocno przesadzony. Biust Mune-Mune jest nie tyle ogromny, co wymyślnie i przesadnie eksponowany i animowany – przy tych „akrobacjach” standardowe podskakiwanie piersi to doprawdy drobnostka. Fanserwis istnieje tu przede wszystkim jako element parodiowany. Jego obecność jest także sprytnie na koniec wytłumaczona, więc tym razem możemy chyba wybaczyć twórcom jego przesadne eksponowanie.
Efekt komiczny potęguje przerysowana mimika bohaterów, która zwłaszcza u Arumi potrafi zrzucić z krzesła. Dzięki kilku stylom rysunku, mamy tu naprawdę ciekawą galerię zdeformowań twarzy, co jako żywo przypomina „FLCL”, a nawet miejscami „Dead Leaves”! Przy wszystkich tych deformacjach w serialu twórcy nie uciekali się natomiast do ogranego stylu chibi/SD.
Humoru dopełniają cięte komentarze Arumi oraz jej wachlarz, który z wielką siłą ląduje na głowie Sasshiego, gdy ten zrobi coś głupiego (skecze manzai). Postać Arumi byłaby jednak niczym bez Yuki Matsuoki, mistrzyni humorystycznego wykorzystywania dialektu kansai, którym przez cały serial „nakręca” wzbudzając salwy śmiechu u tych, którzy osłuchali się już trochę z językiem japońskim. Gdyby nie Matsuoka-san serial naprawdę wiele by stracił – to z pewnością jedna z najciekawszych jej ról, choć Osaki w „Azumandze” chyba nic już nie przebije.
O tym jak ważny dla serialu jest dialekt kansai, niech świadczy fakt, iż amerykańscy tłumacze specjalnie dobrali podobną w brzmieniu wymowę mieszkańców stanu Texas, wiedząc, że zwyczajny dubbing za bardzo zuboży klimat serialu.
O realizacji graficznej nie ma sensu szerzej się rozpisywać – to standardowy solidny Gainax, nadzorowany przez renomowanych twórców, nawet za dobrych, jak na parodię, bo Hiroyuki Yamaga to przecież ojciec „Wings of Honeamise”! Graficznie opisywany serial najbardziej przypomina „FLCL”, styl ten jednak zmienia się momentami, kiedy bardziej podobny jest do zastosowanego w „Dead Leaves”. To oczywiście zasługa Hiroyukiego Imaishiego, który wyraźne piętno odcisnął na epizodzie trzecim (science-fiction).
Muzycznie również nie można niczego serialowi zarzucić. Shiro Sagisu jak zwykle nie zawiódł. Skomponował utwory w różnych stylach, tak aby pasowały do ogólnego klimatu serialu, jak i poszczególnych światów. Jest więc parodia tematu głównego „Gwiezdnych Wojen”, wyraźne nawiązania do ”Neon Genesis Evangelion” i utwory typowe dla starych space-oper, a obok jazz, swing oraz funk. Serial zaopatrzono w świetny opening, śpiewany przez Megumi Hayashibarę, podobnie zresztą jak nostalgiczny ending. W jednym z epizodów usłyszymy zmysłową piosenkę wykonaną przez Yuki Matsuokę, której fani jej talentu nie powinni przegapić.
Reasumując, „Abenobashi mahō shōtengai” to najlepsze anime parodystyczne, jakie do tej pory widziałem i fanom wszelkich pastiszów polecam z czystym sumieniem. Poza tym jest to też dobra komedia z solidnymi, barwnymi bohaterami, których prędko się nie zapomina.
| Funkcja | Imię i nazwisko |
| Reżyseria serialu | Masayuki Kōjima |
| Reżyseria | Hiroyuki Yamaga |
| Dialogi | Hiroyuki Yamaga, Jukki Hanada, Satoru Akahori |
| Scenopis graficzny | Atsushi Takahashi, Hideaki Anno, Hiroyuki Imaishi, Kiyotaka Ohata, Masayuki Kōjima, Mitsuyuki Masuhara, Sayo Yamamoto, Sunao Katabuchi, Tadashi Hiramatsu, Tatsuo Sato |
| Muzyka | Shirō Sagisu |
| Projekt postaci | Kazuhiro Takamura, Kenji Tsuruta, Sadafumi Hiramatsu, Tadashi Hiramatsu |
| Scenografia | Hiroshi Kato |
| Rysunki | Hiroshi Kato, Shunichiro Yoshihara, Takafumi Nishima |
| Projekt obiektów mechanicznych | Takeshi Takakura |
| Reżyseria dźwięku | Kazuya Tanaka |
| Efekty dźwiękowe | Daisuke Jinbo |
| Kompozycja piosenek | Shirō Sagisu, Shunichi Tokura |
| Wykonanie piosenek | Megumi Hayashibara |
| W rolach głównych | |
| Imię i nazwisko | Postać |
| Tomo Saeki | Satoshi Imamiya |
| Yuki Matsuoka | Arumi Asahina |
| Aya Hisakawa | Munemune |
| Rikiya Koyama | Yutas |
| W pozostałych rolach | |
| Imię i nazwisko | Postać |
| Akemi Okamura | Sayaka Imamiya, mały goblin |
| Aya Hisakawa | Mune Imamiya |
| Junko Noda | Gin Yamamoto |
| Katsuyuki Konishi | Kouhei |
| Keiji Fujiwara | Papa |
| Kouji Ishii | Aki |
| Kyōko Hikami | Mitsuyo Imamiya |
| Mami Kingetsu | Ayako Asahina |
| Naoki Tatsuta | Arata Imamiya |
| Takahiro Yoshimizu | Taro Hayashi |
| Takeshi Aono | Masayuki Asahina |
| Takeshi Watanabe | Taro Imamiya |
| Yui Horie | Amiryun |