Uwaga! Ten opis wykonano na podstawie pierwszego odcinka. Recenzja serialu może brzmieć zupełnie inaczej!
Większość graczy dobrze zna Dante – bohatera „Devil May Cry”, słynnej gry ze stajni Capcom. Jej pierwsza odsłona odniosła ogromny sukces na całym świecie i do dziś uznawana jest za jedną z najlepszych gier w swoim gatunku (później pojawiły się kolejne części, jednak nie są oceniane tak wysoko jak pierwsza). Miałem szczęście zetknąć się z grami serii, dlatego oglądając DMC bardzo dobrze wiedziałem czego mogę się spodziewać. Przede wszystkim: akcji. Mnóstwa potworów, pocisków (w potężnych ilościach i z zawrotną prędkością latających wokoło, krwawej jatki i efektownych walk z użyciem miecza. I nie myliłem się, bowiem w tym wypadku twórcy serialowej adaptacji pozostają wierni słynnemu pierwowzorowi. Nie można powiedzieć tego jednak o fabule, na którą zapewne będą składać się kolejne zlecenia bohatera oraz jakiś wątek przeplatający się przez całą serię. Póki co, fabuła pierwszego odcinka jest stosunkowo prosta, choć sympatyczna: Dante ma za zadanie przewieźć małą sierotę, która ma odziedziczyć pokaźną sumę. Jak można się domyślać, ktoś stara się przeszkodzić bohaterom w dotarciu do celu. Ogląda się to ciekawie, choć bez rewelacji - mało w tym emocji, a więcej schematyczności. W końcu ile już można oglądać parę słodkie dziecko - cyniczny twardziel?
Za to świetnie prezentuje się animacja - jest mrocznie i ponuro, kapitalne jest oświetlenie i kolorystyka - nawet za dnia barwy wydają się być jakby przygaszone, złowrogie i niepokojące. Postaci prezentują się bardzo ciekawie, na czele z głównym bohaterem. Warto dodać, że jego wygląd wzorowany jest na trzeciej odsłonie gry, gdzie widzieliśmy wczesną młodość Dantego. Domyślam się więc, że na właściwą fabułę z konsolowego hitu przyjdzie nam jeszcze poczekać, oglądając tymczasem pierwsze potyczki bohatera. Wracając jednak do projektów postaci - szczególne wrażenie robią przedstawiane tu wszelkiej maści potwory - poruszają się dynamicznie i wyglądają naprawdę niepokojąco. Co prawda nasuwają skojarzenia z innymi tego typu produkcjami, ale i tak prezentują się naprawdę dobrze. Szczególnie wilkołak pod koniec odcinka - rewelacja! Ciekawe, czym zaskoczą nas twórcy w następnych odcinkach...
Jeśli do tego wszystkiego dodamy świetny montaż, dobry dźwięk, fantastycznie budującą klimat scenografię, oraz przede wszystkim nietuzinkowego bohatera - cynicznego Dante, dla którego walka z potworami wszelkiej maści jest rzeczą tak normalną jak zamawianie pizzy - otrzymujemy serię o wielkim potencjale rozrywkowym. A jeśli w następnych odcinkach fabuła będzie znacznie ciekawsza, to nic nie będzie stało już na przeszkodzie aby tę serię polecić. A na razie - warto, choćby dla porywającej akcji i świetnego wykonania. Jeśli miałbym porównać swoje wrażenia po pierwszym odcinku do innego anime, postawiłbym na „Blood: The Last Vampire”. Podobny klimat, równie dobre wykonanie techniczne, ale wątpliwej oryginalności fabuła. Jednak mam wielką nadzieję, że „Devil May Cry” uda się przebić ten tytuł, bo potencjał ku temu jest spory.