Menu

 

Zaprzyjaźnione strony

 

Ocena recenzenta

 

Zespół redakcyjny

 

Opinie redakcji

 

Reklama

 

Dane podstawowe

 

Colorful


» カラフル (JAP)

 
Colorful

Gorący i szalony miks męskich fantazji na temat kobiecych majteczek i biustonoszy. Pozycja obowiązkowa dla wszystkich ceniących sobie błyskotliwy, przewrotny koncept i trochę ryzykowne poczucie humoru.

 
Produkcja
Serial TV
Premiera
6.09.1999
Ocena redakcji7.70
(dozwolone od lat 16)
dozwolone od lat 16
 
Użytkownicy
ocena
fragmentu
ocena
całości
9.00 (1)
?.??
Zaloguj się, aby móc oceniać.
 
odcinki 16 x 6 min - łącznie 96 min
przypisania komedia, proza życia, ecchi, fanserwis
produkcjaTBS
animacjaStudio Wonbat
ta recenzja el doctore   (24.06.2007) Ocena:   OcenaOcenaOcenaOcenaOcena   8.00
 
ANN AnimeNfo AnimeDB Anime Planet Tanuki Anime Web Turnpike
 

Recenzja

 

Upalne lato w rozkwicie. Wściekłe słońce, dramatyczny deficyt cienia, klimatyzowanych pomieszczeń i lodówek z dobrze schłodzoną wodą. I tylko jedna rzecz w naturze, łagodząca ten ciąg niekończących się męczarni: dziewczyny w skąpym ubraniu, w mini-spódniczkach, bluzeczkach na ramiączkach, opalone, rozgrzane, bez biustonoszy, bez.... Zagalopowałem się, ale to nie moja wina. To wina twórców „Colorful”, sprawców tego całego zamieszania. Zawracają człowiekowi głowę sprawami o których lepiej rozmyślać w samotności niż przelewać je na papier i puszczać w obieg.

Chyba, że będzie to „obieg męski” – wtedy nie ma sprawy. Wtedy należy wręcz zakrzyknąć: Panowie, pobudka! Oto anime stworzone z myślą o nas – a raczej – o tych, dla których słowo „siłownia” jest synonimem słowa „kamieniołomy”. „Colorful” daje szansę nieszczęśnikom, lwią część dnia spędzającym przed lustrem w łazience, w beznadziejnej walce z młodzieńczymi pryszczami. W końcu, „Colorful” to animie dla wszystkich hikikomori, wpadających w stupor na samą myśl o tym, że mają się odezwać do jakiejkolwiek dziewczyny albo – jeszcze gorzej – wyjść z własnego pokoju. Dla nich/dla nas jest nadzieja, nadzieja w postaci „Colorful”.

Aby nie zaciemniać obrazu górnolotnymi sformułowaniami, powiem od razu, że „Colorful” to anime o podglądaniu kobiet, erupcja pomysłów i erotycznych fantazji krążących wokół jednej, zasadniczej kwestii: jak zobaczyć „to”? Jak przedrzeć się przez szczelne bariery konwenansu, własnego wstydu i społecznej nagany w pobliże damskich majteczek i biustonoszy. I nie łudźmy się, że chodzi tu o bieliznę samą w sobie (chociaż to też, fetyszyzm jest jak najbardziej w „Colorful” obecny), tylko o to, co ta bielizna skrywa.

Jednym słowem – totalna bzdura, bo co za chorzy ludzie wpadają na pomysł nakręcenia 16 odcinkowej serii, której głównym tematem jest biustonosz i majtki? Odpowiadam: całkiem rozsądni ludzie i w związku z tym pierwsze zaskoczenie, które powinno wszystkich postawić w stan wzmożonej ostrożności. Za produkcją „Colorful” stoi studio Wombat, mające na swoim koncie współudział przy powstawaniu takich serii, jak „Kino no Tabi”, „Naruto”, „Ergo Proxy” czy „Kemonozume”. Zaskoczeniem numer dwa jest informacja, że w rolę reżysera „Colorful” wcielił się Ryutaro Nakamura – człowiek odpowiedzialny za „Serial Experiments Lain”, „REC”, poszczególne epizody „GitS. S.A.C.” czy „Kino no Tabi”. Ciśnie się na usta pytanie: o co tu, w takim razie, chodzi?

Jako, że panują niemiłosierne upały, proponuję dwa warianty interpretacyjne „Colorful”: pierwszą dla leniwych i spragnionych wody, drugą dla ambitnych, wysmarowanych olejkiem przeciwsłonecznym z mocnymi filtrami UV. Wariant pierwszy jest prosty i bezbolesny: anime „Colorful” to przezabawne, zwariowane ecchi, dające sporo frajdy zmysłom, podnoszące ciśnienie i nie tylko. Nie pokuszę się o próbę opisania fabuły „Colorful”, bo to czyste szaleństwo. To tak jakby próbować zachować warstwowość poszczególnych smaków, w bardzo szybko rozpuszczających się na upale, lodach. Jest tu co prawda kilka wątków, trwających dłużej niż jeden odcinek: jest Steve z Anglii, który szuka przy pomocy swojego aparatu Fuji „japońskiej egzotyki” (wiadomo jakiej), są lekcje poprawnej wymowy angielskich liter „l” i „r”, prowadzone przez seksowną nauczycielkę o wielce znaczącym imieniu Pamela, jest trener lekkoatletyki i jego ulubiona zawodniczka Yamamoto, jest w końcu telewizyjna reporterka Shimoi – od spraw dziwnych i paranormalnych, ale to tylko niektóre wybrane wątki z całej masy pozostałych. Istne pomieszanie z poplątaniem.

Nie dziwne, że spotyka się w sieci głosy, iż to seria głupia, o niczym. I tak też można o niej myśleć, szczególnie jeśli jej odbiorcą są przedstawicielki płci pięknej, bo poziom męskiego szowinizmu jest w „Colorful” nieziemski. Na pocieszenie mogę tylko dodać, że cała seria trwa około półtorej godziny, więc istnieje możliwość, by w miarę szybko projekcję zakończyć, nie żałując zmarnowanego czasu. Ale i zniesmaczeni powinni, przynajmniej, docenić poświęcenie bohaterów anime. Ci, w celu zobaczenia czy dotknięcia kobiecego stanika i majteczek, są bowiem skłonni zrobić absolutne wszystko, nawet spóźnić się na ostatnie metro. Poza tym, robią to na tak wymyślne sposoby, że jest to godne pochwały (o ile podglądactwo w ogóle może być godne pochwały). Tak, „Colorful” jest skrajnie zboczone, ale jest to propozycja pozostająca w kręgu zboczeń akceptowalnych, ani przez moment nieprzekraczająca granicy, za którą rozciąga się pole rażenia hentai.

Wariant drugi interpretacyjny (ten dla ambitnych), to zupełnie inna para majt... – o przepraszam – kaloszy. Angielskie słowo „colorful” (użyte w pisowni amerykańskiej) tłumaczy się, między innymi, jako „pstrokaty”, „tęczowy”, co znajduje dokładny ekwiwalent w budowie strukturalnej serii na wszelkich możliwych poziomach. Składają się na nią dziesiątki epizodów i epizodzików, o czym była mowa, dublujących i przenikających się nawzajem (bohaterowie oglądają np. w telewizji wątki z wcześniejszych odcinków, dopowiadając w międzyczasie swoje), ścinki pojedynczych kadrów, podróbki filmów porno, wmontowane sceny live action, parodie znanych klasyków kina (wielka licealistka jako Godzilla), animacje w stylu Terry Gilliama (patrz: animacja z „Człowiekiem witruwiański” Leonarda da Vinci), zakłócenia obrazu, nieustanne mieszanie technik filmowych, kilkanaście wariantów eyecatch, nagminne SD, różne style kreski i wiele, wiele innych rzeczy. Do tego dochodzi „pstrokata” muzyka (wykonawcy/czyni (?) Moka – na koncie muzyka do „Elfen Lied”), zmieniająca się gatunkowo tak szybko, jak obrazy którym towarzyszy. Prawdziwy „colorful”, od którego może się zakręcić w głowie niejednemu otaku.

Nie przypadkiem dopuściłem się tak długiej listy wyliczeń, gdyż miało to na celu pokazanie, jak wielką wagę położono w „Colorful” na wizualny aspekt serii, który w zasadzie, totalnie odwraca uwagę od tematu właściwego – być może ku rozpaczy poniektórych. W moim przekonaniu, owa „pstrokatość” serii, tak naprawdę jest jej głównym tematem. Uprzedzałem – to wersja dla ambitnych a więc siłą rzeczy mniej sexy.

Zapomnijcie z bólem o majtkach i stanikach, by dopuścić do głosu twórców, którzy przemawiają tonem całkiem serio, przemawiają warsztatem, biorąc was za wyrobionych i świadomych odbiorców anime, którzy są w stanie docenić przedsięwzięte starania, ich odwagę i oryginalność. Jak to w rzeczywistości działa?

Rzecz cała rozpoczyna się jak relacja telewizyjna „na żywo” z miejsca wypadku. Korespondentką jest przejęta Shimoi. Już więc na samym wstępie, twórcy „Colorful” dają nam klucz do zrozumienia tego, co się tu będzie rozgrywać i w jakiej konwencji. Jesteśmy widzami, oglądamy „na żywo” relację ze zdarzeń na które nie mieliśmy wpływu, w których nie braliśmy bezpośrednio udziału. Naszym jedynym zadaniem które powinniśmy sumiennie wypełnić, jest oglądanie. Tylko tyle albo aż tyle. W oglądaniu nie przeszkadzają nam bohaterowie, z którymi moglibyśmy się identyfikować, gdyż takowych nie ma, a nawet ci przeze mnie wspomniani pojawiają się na tak krótko, że nie ma czasu na empatię. Jest za to bardzo dużo czasu na oglądanie telewizji.

W „Colorful” jesteśmy postawieni w pozycji widza, siedzimy przed ekranem i czekamy na wyjaśnienie serii tajemniczych zderzeń czołowych (dosłownie – czołem) młodych mężczyzn z pobliską latarnią uliczną. Po chwili wątek się urywa i zaczyna prawdziwe szaleństwo formalne „Colorful” – z bardzo wyraźnymi sygnałami (przerywanie transmisji, zakłócenia, wstawki z fikcyjnych produkcji filmowych, newsy), że nadal percypujemy w oglądaniu telewizyjnego przekazu, który robi się coraz gęstszy i szybszy. W końcu jesteśmy bezradni, kwitując całą sprawę stwierdzeniem, że to anime o majtkach i stanikach. Tyle, że to stwierdzenie mija się o lata świetlne z prawdą. Już przecież kilkadziesiąt lat temu Marshall McLuhan sprzedał światu koncepcję mówiącą o tym, że medium (zarówno w jego, jak i w naszym przypadku chodzi o telewizję) jest samo w sobie istotą przekazu. „Colorful” zaczyna się od relacji telewizyjnej i na relacji telewizyjnej się kończy a wszystko to co pomiędzy, jest błyskotliwym szerzeniem iluzji na ogromną skalę. Nie ma więc sensu dociekać znaczenia poszczególnych obrazów, którymi nas bombardują twórcy serii, bo tylko charakter w jaki je podają, jest naprawdę istotny: ścinki pojedynczych kadrów, podróbki filmów porno, wmontowane sceny live action, parodie znanych filmów, zakłócenia obrazu, przerwy w odbiorze, fikcyjne newsy. Reszta to zbiór śmiesznych lub mniej śmiesznych historyjek. I nagle okazuje się, że „Colorful” wcale nie jest niedorzeczny w kontekście innego dzieła Nakamury – „Serial Experiments Lain”, gdzie reżyser brał się za bary z innym medium – siecią komputerową. I cóż z tego, że zrobił to w „Colorful” w diametralnie odmiennej konwencji, skoro przy okazji dał popis błyskotliwej znajomości gatunku, w ramach którego porusza się z wielką sprawnością i wzbudzającą podziw samoświadomością. Jest w „Colorful” jedna, kapitalna scena (nie zdradzę o jaką chodzi), w której Nakamura, ustami bohaterów, jawnie kpi sobie z absurdalności pomysłu „Colorful”, bez ambicjonalnych obciążeń. Na to zdobywają się tylko najwięksi twórcy. Dzięki takim smaczkom, lubię tego faceta intuicyjnie i daję mu duży kredyt zaufania na przyszłość.

Wszystko to prawda a może zwyczajne przewidzenie kogoś, jak ja, rażonego upałem. Lato to bowiem pora roku, gdy z nieba spływa na nas z żarem, obligatoryjne przyzwolenie na to, by być troszeczkę mniej wymagającym od samego siebie. Więc dobra – ja się na to piszę i wracam do zasadniczych kwestii „Colorful” z pełnym oddaniem, gdyż oto nadchodzą jakieś fajne dziewczyny w kusych spódniczkach a wiatr się wzmaga. Proponuję i Wam zrobić to samo a wtedy poczujecie prawdziwą frajdę płynącą z obcowania z tą serią. Pękając ze śmiechu, nie myśląc kompletnie o niczym, z zimnym napojem w zasięgu ręki, dostajecie kawał pierwszorzędnej, szalonej animacji, z kapitalną piosenką ska w openingu: „Boku no Taion wa 37.5C”, w wykonaniu Yuko Miyamury. Tylko pomarzyć – w takim upale, moje ciało ma na pewno więcej niż 37.5 stopni Celcjusza. W związku z czym przesuwam się w cień.

 

Przykładowe kadry

 

Twórcy

Funkcja Imię i nazwisko
Reżyseria Ryutaro Nakamura
Kompozycja serialu Kazuharu Sato
Dialogi Kazuharu Sato
Scenopis graficzny Ryutaro Nakamura, Toru Yoshida, Toshiyuki Tsuru
Reżyseria odcinków Ryutaro Nakamura, Toru Yoshida, Toshiyuki Tsuru
Muzyka Moka
Twórca oryginału Torajirou Kishi
Projekt postaci Takahiro Kishida
Scenografia Yukio Abe
Projekty graficzne Tsuyoshi Imai, Yukio Abe
Reżyseria dźwięku Yota Tsuruoka
Wykonanie piosenek Yuko Miyamura
 

Obsada

W pozostałych rolach
 
Imię i nazwisko Postać
Daiki Nakamura Kariya
Fumihiko Tachiki Trener
Miho Yamada Mademoiselle
Niina Kumagaya Shimoi
Nobutoshi Hayashi Hirokawa
Sayaka Ohara Yamamoto
Urara Takano Pamela
Yasuhiko Kawazu Itani
Yuko Miyamura olbrzymia uczennica
Yuuichi Nagashima Steve
Start
 »
Redakcja
,
FAQ
,
Zaprzyjaźnione strony
,
Wymiana bannerów

Anime
 »
Recenzje
,
Zajawki
,
Tytuły
,
Postacie
,
Seiyū
,
Twórcy
,
Studia
Słowniczek
 »
Katalog
,
Indeks

Artykuły
Forum
Galeria
Kino azjatyckie
 »
Recenzje
,
Tytuły
,
Aktorzy
,
Twórcy

Linkownia
 »
Katalog
,
Lista
,
Kategorie
,
Typy witryn