Light Yagami, wzorowy uczeń japońskiego liceum, znajduje zeszyt, dzięki któremu, jeśli zostaną spełnione odpowiednie warunki, może zabić każdego człowieka. Szybko postanawia oczyścić świat ze wszelkiej maści przestępców, jednak samosądy młodzieńca nie podobają się policji. Do akcji wkracza superdetektyw L.
| odcinki | 37 x 23 min - łącznie 851 min | |
| przypisania | kryminał, fantasy, nadprzyrodzone, psychologia, tajemnica | |
| produkcja | Madhouse, NTV, Shueisha, VAP | |
| animacja | Madhouse | |
| ta recenzja | Pottero (28.06.2007) | Ocena: ![]() ![]() ![]() ![]() 8.00 |
Co jakiś czas powstaje anime, które szybko staje się światowym megahitem i z miejsca zyskuje sobie status kultowego. „Notatnik śmierci” bez wątpienia jest jednym z takich tytułów – od jakiegoś czasu w Japonii i Stanach Zjednoczonych panuje mania na wszystko, co z nim związane. W Polsce, póki co, deathnote’owy przemysł doskonale znany jest głównie fandomowi, ale być może pojawienie się na naszym rynku mangi coś w tej materii zmieni. Zostawmy jednak gdybanie, a skupmy się na faktach. W przeciwieństwie do większości pozostałych anime, na które panowała bądź panuje moda (np. „Pokémony”, „Naruto”, „Czarodziejka z Księżyca”), „Notatnik śmierci” nie jest kolejną masówką dla dzieci, a produktem jak najbardziej wartościowym i dobrze pomyślanym.
Zapewne każda osoba, która czyta tę recenzję, przynajmniej raz zastanawiała się, jakby to było, gdyby posiadła moc odbierania innym ludziom życia. Light (lub Raito) Yagami zupełnie przypadkowo zdobył taką możliwość. Oto bowiem któregoś dnia podniósł z ziemi niepozorny notatnik opatrzony napisem DEATH NOTE. W środku znalazł napisaną po angielsku instrukcję użycia; zawierała ona dokładny opis procesu uśmiercenia dowolnego człowieka. Light, biorąc to za głupotę w stylu „łańcuszków szczęścia”, dla żartu wpisał do notatnika imię przestępcy, którego właśnie zobaczył w telewizji. Nielicho się zdziwił, gdy po kilkudziesięciu sekundach spiker podał do wiadomości publicznej, że bandzior właśnie wyzionął ducha. Chcąc się upewnić, że nie był to zwykły przypadek, chłopak postanawia zrobić jeszcze kilka prób. Gdy pojmuje, że notatnik naprawdę działa i że posiadł olbrzymią moc, postanawia ją wykorzystać. Zapisuje w zeszycie nazwiska kolejnych przestępców, chcąc oczyścić świat ze zła. Jego działania szybko zauważają światowe media; ludzie w pociągach i na ulicach zaczynają rozmawiać o tych dziwnych wydarzeniach, powstaje coraz więcej stron internetowych poświęconych temu zjawisku. Wierząc, że za wszystkimi zgonami stoi jedna osoba, media nadają sprawcy pseudonim Kira (キラ, od angielskiego killer). Bardzo ładnie ze strony Lighta, że chce oczyścić świat z szumowin, nieprawdaż? Jednak nie dla wszystkich, i nie chodzi tylko o przestępców, bowiem policja, bardzo zaniepokojona sprawą, angażuje do niej superdetektywa ukrywającego się pod pseudonimem L. W tym momencie rozpoczyna się walka dwóch umysłowych gigantów – niezwykle uzdolnionego licealisty i człowieka, o którym wiadomo niewiele ponad to, że rozwiązał już mnóstwo trudnych i dziwnych spraw. W tym pojedynku pewny jest jeden fakt – wygrać może tylko jeden. Wszystkiemu temu przyglądał będzie się shinigami imieniem Ryuk, który, znudzony życiem w zaświatach, upuścił swój death note w świecie ludzkim – gdy zeszyt podniósł człowiek, bóg musiał zostać na ziemi tak długo, jak będzie żył właściciel notatnika lub nie skończą się w nim kartki.
Serial powstał na podstawie mangi, której autorami są Tsugumi Ōba (scenariusz) i Takeshi Obata (rysunki). Trzeba przyznać, że anime jest dość wierne komiksowi. Zdarzają się oczywiście momenty, w których pewne rzeczy przedstawiono w innej kolejności, z paru elementów zrezygnowano, trochę dodano od siebie, ale w ogólnym rozrachunku serial jest niemalże dokładnym odwzorowaniem mangi. A przynajmniej do 25. odcinka, czyli siódmego tomu, ponieważ reszta materiału potraktowana została trochę po macoszemu, uległa uszczupleniu. Mimo wszystko zadowoleni powinni być nie tylko fani papierowego pierwowzoru, ale i ci, którzy bardziej wolą oglądać, niż czytać. Pomysł na główny wątek fabularny może jest prosty, ale za to ciekawy. Manga od samego początku bardzo wciąga, ani przez chwilę nie pozwalając się nudzić. Co chwilę pojawia się jakiś niespodziewany zwrot akcji – samodzielne rozmyślania o tym, co zdarzy się w następnym rozdziale, nieczęsto się potwierdzają, ponieważ twórcy przedstawiają nam rozwiązanie, którego niezbyt się spodziewaliśmy. Przy tworzeniu anime starano się zachować klimat mangi, pewnie dlatego chciano stworzyć niemalże idealną kalkę. Czy wyszło to równie dobrze, trudno jest mi powiedzieć – dla osób znających mangę anime może okazać się trochę nudne, ponieważ wiadome jest, co stanie się za chwilę, za kilka minut, w następnym odcinku. Przypuszczam jednak, że ci, dla których pierwszy kontakt z „Notatnikiem śmierci” to anime, dali się porwać temu światu tak samo, jak ci, którzy zaczynali od mangi. Zarówno serial, jak i komiks, to rzecz przeznaczona dla miłośników kryminału, zjawisk nadprzyrodzonych, psychologii, opowieści detektywistycznych i różnych tajemnic. Tę opowieść trzeba odkrywać po kawałku – pozornie wydaje się, że wszystko jest zupełnie jasne, ale szybko przekonujemy się, że to nieprawda, przez co ani przez chwilę nie możemy być pewni przyszłości danej postaci. W pewien sposób czujemy niepewność, którą odczuwają Light czy L – również dla nich wielką niewiadomą jest to, co przyniesie jutro, a nawet następna godzina. W serialu wyróżnić możemy kilka różnych wątków, jeden z nich np. trwa od początku serialu do momentu, w którym Light i L po raz pierwszy się spotykają (co, wbrew pozorom, następuje zaskakująco szybko). Te wątki łączą się w dwa większe – pierwszy trwa od pierwszego do dwudziestego piątego odcinka, resztę poświęcono Nearowi.
Autorzy, najpierw mangi, a później anime, starali się jak najbardziej rozszerzyć stworzone przez siebie uniwersum, toteż pojawia się wątek niczym z „Iliady” Homera – większość akcji rozgrywa się w naszym świecie, ale czasami na kilka chwil wpadamy do krainy shinigamich. Poza Ryukiem poznamy Rem, która również zstąpiła do świata ludzkiego, na chwilę pojawi się też niejaki Shidō. Twórcy powiedzą nam nawet, co trzeba zrobić, aby w świecie „Notatnika śmierci” uśmiercić shinigamiego, co w pewnym momencie skrzętnie wykorzysta Light. Eyecatche to kolejna ciekawostka, bowiem na planszach niczym z death note’u zapisane są różne wskazówki związane z jego użytkowaniem.
Ciekawie ma się również sprawa z bohaterami, jednak można odczuć pewien niedosyt. Największy nacisk położono oczywiście na Lighta i L, oni też są najlepiej przedstawionymi w tym anime postaciami. Dokładnie poznajemy motywy ich działania, sposób, w jaki prowadzą śledztwo/starają się od siebie odsunąć podejrzenia. Oni też są najbardziej ludzcy. Light to z pozoru typowy prymus, jak się jednak okazuje, jest to osoba znudzona światem, w którym żyje, mająca w pogardzie innych ludzi, patrząca na nich z wyższością. Chce stworzyć świat wolny od przestępców. Jak sam mówi, tworzy tę utopię, ponieważ chce zostać królem nowego świata, a od jego osądu będzie zależało, kto jest godny życia. Eliminuje więc przestępców, z czasem przestając mieć opory przed zabijaniem niewinnych ludzi, którzy w jakiś sposób chcą ukrócić jego działania. To manipulant, który nikogo nie kocha – jeśli kogoś nie mógłby jakoś wykorzystać do swoich celów, nie ma zamiaru się z nim zadawać. Gdy ktoś może mu się do czegoś przydać, obłudnie udaje, że jest jego przyjacielem, uśmiecha się, aby ostatecznie wbić takiej osobie nóż w plecy, gdy staje się dla niego bezużyteczna. Jest na tyle bezczelny, by w swoją gierkę wciągnąć boga śmierci, a nawet sprawić, by ten zrobił to, co chciał, samemu pozostając czystym. W pewnym momencie widz zaczyna się zastanawiać, na ile jest to postać pozytywna, a na ile antybohater. Jego przeciwnik, L, mimo że niewiele starszy, zdołał rozwiązać wiele międzynarodowych spraw. I choć Light czasem pomagał swojemu ojcu rozwiązać jakąś sprawę, sam chciałby zostać policjantem, początkowo popełnia głupie błędy, co daje L przewagę. Później jednak, gdy udaje mu się wniknąć w grupę zajmującą się sprawą Kiry, staje się bardziej ostrożny, a pojedynek staje się bardziej zacięty. L nigdy nie pozbywa się podejrzeń odnośnie tego, że to Light jest sprawcą wszystkich morderstw, ale ciągle brakuje mu dowodów. Jest to przy okazji dość sympatyczna postać – ma nieco dziwne nawyki, jest uzależniony od słodyczy, w ogóle nie dba o wygląd.
Reszta bohaterów została niestety potraktowana trochę po macoszemu – w porównaniu z dwoma głównymi postaciami, prezentują się oni dość słabo. Taki na przykład ojciec Lighta, jeden z członków grupy pracującej nad sprawą Kiry, to typowy policjant-bohater, który często wygłasza trywialne mowy o dobrze i złu. Podobnie ma się zresztą sprawa z pozostałymi członkami grupy śledczej. Reszta rodziny Yagamich, czyli matka i córka, prawie w ogóle nie istnieją. Misa jest elementem trochę rozluźniającym atmosferę, z nią bowiem wiąże się najwięcej scen, w których widz może się uśmiechnąć. Poza tym jednak jest dość irytującym dodatkiem, zachowującym się przy okazji mało logicznie i niezrozumiale. Czarne charaktery, to znaczy inne osoby, które weszły w posiadanie death note’ów, są już niestety dość standardowe. Nie brak tutaj również przedstawicieli świata nadprzyrodzonego – shinigamich, czyli japońskich bogów śmierci. Mówiąc całkiem szczerze, moim ulubionym bohaterem „Notatnika śmierci” jest właśnie jeden z owych bogów, Ryuk – bardzo ciekawa postać. Z jednej strony nie bardzo ma pojęcie o obyczajach panujących w świecie ludzkim, zachowaniu i motywach działania naszego gatunku, z drugiej często jednak zadaje mądre pytania. No i jest niesamowicie zabawny i sympatyczny – czyż to nie ironia, że Ryuk, personifikacja śmierci, dość często sprawia, że na naszej twarzy gości uśmiech?
Mimo wszystko twórcom udało się włożyć w usta bohaterów różne pytania, które nachodzą widza podczas oglądania serialu, ale nie udzielają na nie odpowiedzi – osąd należy tylko i wyłącznie do oglądającego. Czytając mangę i oglądając serial mogą cisnąć się nam na usta pytania w stylu Czy postępowanie Lighta jest słuszne? A może rację mają L i reszta?, Co ja zrobiłbym w takiej sytuacji? i temu podobne. Także wspomniany Ryuk potrafi zadać dość intrygujące pytania, np. Czy jeśli pozbędziesz się ze świata wszystkich przestępców, nie pozostaniesz jedynym z nich?
Za grafikę odpowiedzialne jest studio Madhouse, mające na koncie takie tytuły jak „Vampire Hunter D: Żądza krwi”, „Millennium Actress” czy „Monster”, więc o oprawę graficzną od początku byłem spokojny. Niezmiernie cieszy fakt, że twórcy pozostali bardzo wierni komiksowemu pierwowzorowi, co niestety nie zawsze jest regułą. Przyjemny jest chara design, rysownicy świetnie poradzili sobie z bogatą gamą min i ruchów takich postaci jak Ryuk czy L. Ci dwaj bohaterowie są dość żwawi, mają dość nietypowe zachowania, więc należało odpowiednio przyłożyć się do tego, aby ich mimika i gestykulacja wyróżniała się na tle innych postaci, co moim zdaniem wyszło bardzo dobrze. Ładne są scenografie i tła, chociaż dość często zacienione bądź zaciemnione, co jednak nadaje tej serii odpowiedniego klimatu. Na dobrym poziomie prezentują się również animacje, za wyjątkiem niektórych renderowanych komputerowo scen, np. samochodów – te niestety wyglądały dość sztucznie i topornie.
Początkowo trochę smucił mnie fakt, że muzyki do serialu nie skomponował Kenji Kawai. Odpowiadał on za, bardzo dobrą, trzeba zaznaczyć, ścieżkę dźwiękową do filmów kinowych, więc rozsądnym posunięciem wydawało się zatrudnienie go również do serialu. Gdy usłyszałem muzykę autorstwa Hidekiego Taniuchnego, zmieniłem jednak zdanie, ponieważ jest ona nie gorsza od Kawaiowej, a poza tym obok fabuły i bohaterów stanowi zdecydowanie najmocniejszy element serialu. Kompozycje są bardzo zróżnicowane – od orkiestrowych, z akompaniamentem chóru (lub bez), po ciężkie brzmienia. Przez większość serialu przewija się niestety tylko kilkanaście motywów, nieźle jednak uzupełniających tę produkcję. Kto jednak chce poznać cały potencjał muzyki skomponowanej przez Taniuchiego, niechaj sięgnie po dwuczęściowy soundtrack – rzecz jest naprawdę godna uwagi. Jeśli zaś chodzi o muzykę do serialu ogólnie, mnie najbardziej spodobał się drugi opening zatytułowany „What’s up, people?!”. Wykonuje go japońska grupa Maximum the Hormone, grająca coś między hardrockiem a metalem, stylistycznie blisko jej do twórczości System of a Down, więc dla mnie, miłośnika ciężkich brzmień, było to ogromnie pozytywne zaskoczenie, ponieważ nieczęsto słyszy się w anime taką muzykę. Nawet pominięcie wulgaryzmów w tekście nie było w stanie zatrzeć tego pozytywnego wrażenia. Maximum the Hormone wykonuje także piosenkę z drugiego endingu, „Zetsubō Billy”.
Pozostając jeszcze chwilę przy udźwiękowieniu, należy pogratulować doboru seiyū, zwłaszcza postaci Ryuka, Lighta i L. Muszę jednak wspomnieć o pewnym irytującym szczególe – gdy Light podnosi z ziemi notatnik, na którym po angielsku napisane jest DEATH NOTE, zamiast deθ nəut mówi desu nōto. Ponieważ wyraz ten w skrypcie zapisano katakaną, wszyscy bohaterowie mówią właśnie tak. Równie śmiesznie ma się sprawa z L – twórcy mangi chcieli chyba zażartować z Japończyków, u których ta litera nie istnieje i mają kłopoty z jej wymówieniem. Ponieważ i ten pseudonim zapisano katakaną, na tę postać ciągle mówi się Eru.
Jednoznaczne ocenienie „Notatnika śmierci” nastręcza mi pewnych trudności. Zastanawia mnie, czy nie dałem porwać się deathnote’omanii, podobnie jak rzesza innych ludzi. Dochodzę do wniosku, że chyba jednak nie – tytuł ten lubiłem już wcześniej, a poza tym uważam, że dla wielu osób będzie on naprawdę interesujący. Oczywiście zawsze znajdą się malkontenci, nie każdy będzie uważał „Notatnik śmierci” za arcydzieło (a inni wręcz przeciwnie – będą ten tytuł wychwalać pod niebiosa), ale uważam, że opinia „jest dobre” w zupełności wystarczy – w końcu nie mamy do czynienia z prawdziwym arcydziełem, a jedynie rozrywką na wysokim poziomie, która stara się uchodzić za coś bardziej wartościowego, niż jest w rzeczywistości. Dla osób ciekawych, cóż to takiego ten „Notatnik śmierci” jest, obejrzenie trzydziestu siedmiu odcinków może być dość trudne. Jeśli po, powiedzmy, dziesięciu odcinkach ta historia nas nie wciągnie, można po prostu zrezygnować z oglądania dalszej części. Niemniej jednak zachęcam przynajmniej do tego, aby dać temu anime szansę – a nuż kogoś wciągnie?
| W rolach głównych | |
| Imię i nazwisko | Postać |
| Mamoru Miyano | Light Yagami |
| Kappei Yamaguchi | L |
| W pozostałych rolach | |
| Imię i nazwisko | Postać |
| Shidou Nakamura | Ryuk |
| Aya Hirano | Misa Amane |
| Kimiko Saito | Rem |
| Kiyoshi Kobayashi | Watari |
| Naoya Uchida | Sōichirō Yagami |
| Noriko Hidaka | Near |
| Ryo Naitou | Tōta Matsuda |
| Masaya Matsukaze | Mikami Teru |
| Nozomu Sasaki | Mello |
| Maaya Sakamoto | Kiyomi Takada |
| Masumi Okamura | Kiyomi Takada |
| Keiji Fujiwara | Shuichi Aizawa |
| Ai Satou | Sachiko Yagami |
| Haruka Kudou | Sayu Yagami |
| Kazuya Nakai | Kanzo Mogi |
| Hideo Ishikawa | Raye Penber |
| Naoko Matsui | Naomi Misora |