Jeszcze raz to samo, ale pod warunkiem, że też sobie nalejesz. Nie ma co się śpieszyć, nie ma gdzie się śpieszyć. Posiedzimy, pogadamy. Jak to mówią: „alkohol rodzi opowieści, a z opowieści powstają najlepsze drinki”. Takie jak w barze Eden Hall.
| odcinki | 11 x 25 min - łącznie 275 min | |
| przypisania | proza życia, dramat | |
| produkcja | Bartender Production Team | |
| animacja | Palm Studio | |
| ta recenzja | el doctore (17.06.2007) | Ocena: ![]() ![]() ![]() ![]() 7.00 |
Na samym początku – gorące słowa uznania dla twórców „Bartendera”. Oglądając anime japońskiego Palm Studio raz jeszcze uświadomiłem sobie, że istnieją w kulturze motywy fabularne, które zdają się być niewyczerpywalne. Przerobione na wszelkie możliwe sposoby nadal pozostają żywe i atrakcyjne. Jednym z takich motywów, nieustająco inspirującym twórców, jest bar.
Rozpisywać się w recenzji anime o kulturowo-obyczajowym znaczeniu baru nie ma sensu, wystarczy jedynie w dużym skrócie przypomnieć, że to w barach wykluwały się rewolucje, tworzyły frakcje literackie, grupy terrorystyczne, pisano niezliczone ilości manifestów i bluźnierczych poezji. Tradycja jest więc przeogromna, inspiracje same się wprost narzucają – wystarczyło tylko sięgnąć i czerpać. Tak też zrobili twórcy „Bartendera”, czym zasłużyli sobie na moje słowa uznania zaraz na wstępie tej recenzji. Oglądając kolejne wykręcone serie anime po zetknięciu z „Bartenderem” odetchnąłem z ulgą, ciesząc się w duchu z prostoty fabularnej, jaką oferuje ta seria.
Oto jest bar, za kontuarem baru stoi barman, a po przeciwnej stronie siedzą klienci, każdy z własnym bagażem trosk i rozterek. Oczywiste? Nie do końca, tak samo, jak rzekomo rozgrzewająca moc alkoholu. Więc raz jeszcze – jest bar w Ginzie. Mały, niepozorny, trudny do zlokalizowania bar o nazwie Eden Hall. Pracuje w nim barman Sasakura Ryū, który posiadł sztukę zapamiętywania każdego zamówienia, jakie kiedykolwiek dane mu było zrealizować. To dlatego, że jak mówi jeden z klientów Eden Hall: „świat dzieli się na barmanów i polewaczy” i tylko ci pierwsi tworzą drinki, mające moc przemawiania do klientów, ożywiania najgłębiej skrywanych uczuć i wspomnień. Takie drinki nazywa się boskimi kielichami. Zresztą, czy może być inaczej? Nazwa baru Eden Hall pochodzi od nazwy pucharu jednego z bóstw mitologii staroangielskiej. Puchar taki przynosi jego posiadaczowi szczęście, a kto nie marzy o barze, w którym byłby szczęśliwy, czując się jak w domu?
Generalnie, pomijając z lekka mistyczną otoczkę serii, „Bartender” jest w moim odczuciu prostą opowieścią, przepełnioną nostalgią za dawną Japonią, krajem sprzed czasów industrialnej rewolucji. Miejscem, w którym zamiast hoteli były zajazdy, gdzie sens życiu nadawały głęboko skrywane pragnienia i pasje, a nie korporacyjny uniformizm i kult kariery. Nie od rzeczy jest stwierdzenie padające w jednym z odcinków serii, że bar to takie miejsce, w którym nie ma zegarka, a czas biegnie zupełnie innym rytmem niż w świecie na zewnątrz. Tutaj nikt się nie śpieszy, doraźne sprawy schodzą na dalszy plan, powracają wspomnienia, dialog toczy się wokół tematów niepraktycznych, tj. przyrządzanie drinków, historia poszczególnych alkoholi itp.
Jest też „Bartender” świadectwem sporego zafascynowania autorów serii kulturą Zachodu. Dobrze komponuje się to z wcześniejszą uwagą na temat krytyki modelu społecznego współczesnej Japonii. Twórcy z Palm Studio krążą wokół takich tematów jak amerykańska czy europejska literatura i film, dziedzin artystycznej aktywności, wybitnie skupionych na potrzebach i rozterkach jednostki – nie zbiorowości. Każdy, kto odwiedza Eden Hall, odzyskuje więc swoją prywatną podmiotowość. Bardzo to rozczulające. Wątek stricte japoński jest tematem bodaj zaledwie kilku odcinków serii.Przede wszystkim jednak nad serią unosi się czysto wschodni duch buddyzmowi. Bar w pewnym stopniu zastępuje tu świątynię czy klasztorną celę, miejsca sprzyjające do namysłu nad własną istotą (medytacja), wyzbycia się wszelkich zewnętrznych bodźców, które mogłyby ten proces zakłócić. Drzwi do Eden Hall są bardzo masywne.
Budowa fabuły jest klarowna. Poszczególne historie wciągają, ich siła opiera się na długich seriach monologów. Nadaje to „Bartenderowi” teatralności, z łatwością mógłbym wyobrazić sobie jego sceniczną adaptację.
Medytacyjnemu nastrojowi całości podporządkowana jest kreska „Bartendera”. Nie ma tu estetycznych szaleństw, rytm kolejnych kadrów jest nieśpieszny, dużą rolę w budowaniu obrazu odgrywa szczegół, podkreślający istotne momenty akcji. Najczęściej w tej roli występuje butelka kluczowego dla danego odcinka, alkoholu. Pojawia się nawet polski spirytus z Polmosu! W związku z tym dziwi nieco fakt, że owa kreska jest nijaka, przeciętna, bez charakteru. Postaci wyglądają topornie, sztucznie i nieciekawie. Jedyne, co je od siebie odróżnia, to unikalne historie, którymi się z nami dzielą. W innym wypadku nie byłbym w stanie tych postaci od siebie odróżnić. Naprawdę, screeny z „Bartendera” nie nadają się na atrakcyjne tapety.
Równie po macoszemu potraktowano tła. Jako że większa część anime rozgrywa się nocą, pole do popisu, z głównymi aktorami w postaci cieni i świateł, twórcy mieli ogromne. Jednak nic z tego. Tła są bardzo umowne, pozbawione głębi i życia. Szkoda, bo potencjał fabularny i tematyka serii aż się proszą o godną oprawę wizualną.
Natomiast o ścieżce dźwiękowej „Bartendera” złego słowa powiedzieć się nie da. Jest ona zgodna z powszechnym wyobrażeniem na temat tego, jaka powinna być muzyka w przytulnym, z lekka tajemniczym miejscu wypełnionym odgłosami nalewanego alkoholu, otwierania butelek, potrząsania shakera i stukania się kieliszkami. Prawie przez cały czas towarzyszy obrazowi łagodna, rozpisana na fortepian i skrzypce muzyka, czasem z lekka klasycyzująca, czasem wpadająca w jazzową improwizację. Ścieżka dźwiękowa „Bartendera” spokojnie obroniłaby się w rzeczywistości pozafilmowej. Kolejnym odcinkom serii towarzyszą dwa tematy muzyczne: otwierający, pt. „Bartender”, wykonany przez zespół Natural High i wokalistkę Junpei Shiinę, oraz zamykający serię temat „Hajimari no hito” autorstwa Natural High. Oba w wyżej opisanej konwencji z lekka jazzującej piosenki.
Jak więc ocenić „Bartendera”? Powiem tak – jeśli jedynym wybitnym filmem o kulturze picia jest dla ciebie kultowy „Ćma barowa” z Mickeyem Rourkiem w roli głównej, a jedynym sensownym tłem do alkoholowych posiadówek songi Toma Waitsa, omijaj „Bartendera” szerokim łukiem. Zanudzisz się na śmierć albo upijesz na smutno. W każdym innym wypadku powinieneś się skusić, seria nie jest w końcu taka długa. Dowiesz się przy okazji wielu ciekawostek na temat historii alkoholi, sposobów ich picia, i temu podobnych rewelacji. Z taką wiedzą można w towarzystwie czynić cuda. Jest jeszcze jeden kuszący walor „Bartendera”, dla niektórych być może przesądzający o tym, by bliżej zapoznać się z tą serią. Pod koniec każdego odcinka podawane są przepisy na różnego rodzaju drinki i koktajle. Nie ręczę, że przepisy są prawdziwe, ponieważ się na tym nie znam, ale zakładam, iż jednak są. I wtedy, kto wie, może po serii prób, jeden z nich okaże się waszym osobistym boskim kielichem?
| Funkcja | Imię i nazwisko |
| Reżyseria | Masaki Watanabe |
| Kompozycja serialu | Yasuhiro Imagawa |
| Scenariusz | Yasuhiro Imagawa |
| Muzyka | Kaoruko Ohtake |
| Twórca oryginału | Araki Joh, Kenji Nagatomo |
| Projekt postaci | Hirotaka Kinoshita |
| Scenografia | Shigemi Ikeda |
| Reżyseria dźwięku | Satoshi Motoyama |
| Efekty dźwiękowe | Yasuyuki Konno |
| Wykonanie piosenek | Natural High |
| W rolach głównych | |
| Imię i nazwisko | Postać |
| Ayumi Fujimura | Miwa Kurushima |
| Takahiro Mizushima | Ryū Sasakura |
| W pozostałych rolach | |
| Imię i nazwisko | Postać |
| Leo Morimoto | narracja |
| Daisuke Ono | Barman B |
| Eiji Itô | Barman A |
| Masaki Terasoma | szef Kamishimy |
| Mitsuru Ogata | Kamishima-bucho |