Jedenastoletnia Rebecca Miyamoto, absolwentka MIT, zostaje nauczycielką w Momotsuki Gakuen. Nie spodziewa się jednak, że trafi na klasę pełną dziwaków, którzy już pierwszego dnia doprowadzą ją do płaczu. A to dopiero początek łańcucha szalonych zdarzeń, w które zamieszani są nawet jacyś walnięci kosmici...
| odcinki | 26 x 25 min - łącznie 650 min | |
| przypisania | komedia, parodia, szkoła, seinen | |
| produkcja | Pani Poni Production Committee, Gansis, Shaft | |
| animacja | Gansis, Shaft | |
| ta recenzja | Dark Rael (23.07.2007) | Ocena: ![]() ![]() ![]() ![]() 6.75 |
Co jakiś czas pojawia się anime, którego celem podstawowym jest parodiowanie wszystkiego, co tylko może wpaść twórcom do głowy. Omawiany tytuł zawiera dziesiątki, jeżeli nie setki zabawnych odniesień do anime, filmu aktorskiego, gier wideo i innych elementów całej, choć głównie japońskiej, kultury masowej. W odróżnieniu jednak od takich tytułów jak „Excel Saga” czy „Abenobashi mahō shōtengai”, które parodiowały rzeczy w dużym stopniu znane przeciętnemu człowiekowi zachodu, w „Pani Poni Dash!” wyłapać wszystkie odniesienia mogą chyba tylko rodowici Japończycy, i to zapewne wyłącznie ci z dyplomem otaku w kieszeni. Kto więc po ten serial sięgnie, musi zdawać sobie sprawę, że wielu żartów po prostu nie zrozumie, co niekoniecznie musi oznaczać, iż nie warto sobie zaprzątać nim głowy. Przyjrzyjmy się zatem bliżej temu anime.
Rebecca Miyamoto przybywa do Momotsuki Gakuen, gdzie ma zostać nauczycielką. Jest absolwentką M.I.T., ale, co ciekawe, ma tylko jedenaście lat. Licealiści, których została wychowawczynią, wydawali się na pozór zupełnie zwyczajni, do czasu kiedy zaczęli natrętnie obrzucać ją pytaniami. Rebecca szczególnie przypadła do gustu niezbyt rozgarniętej, acz bardzo żywotnej Himeko Katagiri, której sterczał z głowy kosmyk włosów, poruszający się samoistnie, kiedy o czymś intensywnie rozmyślała. Himeko lubiła nadużywać słowa omega w znaczeniu nieco innym niż życzyliby sobie tego Grecy – dla niej nowa wychowawczyni, którą pieszczotliwie zaczęto nazywać Becky, była omega kawaii!. Rei Tachibana natomiast, najbardziej dojrzała z całej klasy, odznaczająca się inteligencją, ale i wyrachowaniem, znalazła w Becky obiekt do okrutnych żartów, co natychmiast skończyło się płaczem onieśmielonej nauczycielki, którą trzeba było uspokajać. W klasie były także inne oryginały, jak Miyako Uehara – kujonka z wysokim czołem, w którym można przeglądać jak w lustrze, służącym właścicielce jako broń oślepiająca przeciwko uszczypliwym uwagom ze strony Rei, doprowadzającymi Miyako do szewskiej pasji. Najbardziej jednak tajemniczą postacią w klasie była jej przewodnicząca – Ichijō, o której lepiej nie wiedzieć za wiele, bo aż strach pomyśleć, co mogłoby wyniknąć z dalszego dochodzenia.
W pozostałych klasach również znaleźć można ciekawych uczniów, np. lubiącą się przebierać Akane Serizawę, czy starającą się rozwikływać wszelkie tajemnice Hibiki Watanuki, nie zapominając o Behoimi-chan, której wydawało się, iż jest mahō-shōjo.
Jeśli wspominamy o rzeczach dziwnych, nie możemy pominąć królika Mesōsy, kręcącego się w pobliżu naszej nauczycielki, któremu nic się nie udaje, a na domiar złego bohaterowie obarczają go wszelkimi ryzykownymi zajęciami, które o dziwo przeżywa w jednym kawałku. Dręczyć go lubi istota nazywająca siebie Bogiem, która pojawia się w różnych dziwnych miejscach, najczęściej w automatach z napojami, z których biedny królik chce akurat skorzystać. Poza ową istotą, naszych bohaterów obserwują kosmici, przebywający na statku umieszczonym na orbicie okołoziemskiej, którym zlecono zbadanie jednej wybranej ziemskiej istoty – naszej małej nauczycielki.
Aby najłatwiej określić gatunek tego anime, można powiedzieć, że za podstawę wzięto tu „Sensei no ojikan”, przyprawiono lekko nonsensem z „Digi Charat” i chorym humorem z „Jungle wa itsumo Hale nochi Gū” oraz dodano szczyptę humoru w klimacie „Tsukuyomi Moonphase”, z którym zresztą łączy opisywany serial osoba reżysera. „Pani Poni Dash!” na pewno nie można nazwać typową szkolną komedią, ponieważ uczniowskie perypetie są tu jedynie pretekstem do parodii i kpiny niemal ze wszystkiego, co może być bliskie widzowi japońskiemu.
Jeśli uważaliśmy, że „Azumanga” jest dziwną komedią szkolną, to przy „Pani Poni Dash!” uznamy ją za zupełnie normalną . Jeśli tu pojawia się jakiś element szkolnej komedii, to jest on zazwyczaj zniekształcony, często do granic absurdu. Pomysły w tym anime sugerują, że autor oryginalnej mangi i twórcy ekranizacji to ludzie z wielką wyobraźnią, którą tylko lekko starali się hamować. Nie przekraczają jednakże granic dobrego smaku. Dzięki takiemu podejściu mamy tu przygody dosyć oryginalne – dowiemy się na przykład co się stanie, kiedy Himeko straci swój sterczący kosmyk.
Nawiązań i parodii jest tu mnóstwo i aby wszystkie nie tyle zrozumieć, co choć zauważyć, potrzeba wielkiej spostrzegawczości i skupienia podczas oglądania. Wszystko dzieje się zbyt szybko i jest tego zbyt wiele, szczególnie dla widza, który nie jest pełnokrwistym otaku. W normalnych okolicznościach nie można by tego uznać za wadę, ale widza zachodniego serial ten może naprawdę zmęczyć. Osobiście rozpoznałem niewielki procent parodii i odniesień – twórcy sięgają tak głęboko, iż nawet widz znający bardzo dobrze mangę, anime, gry i kino aktorskie nie rozpozna wszystkiego. Znajdziemy odniesienia do takich staroci jak „Startrek”, „Yamato” czy „Gundam”, ale zakpiono również z rzeczy nowszych (NGE), czy zupełnie świeżych, jak „Eureka seveN”.
Nie samymi parodiami żyje jednak ten serial. Po poznaniu postaci i tzw. załapaniu klimatu, anime nadal jest atrakcyjne i wciąż solidnie potrafi rozbawić. Dzieje się tak dlatego, że twórcy poza parodiowaniem, wyśmiewają szeroko stosowane w anime i grach schematy. Najbardziej dworują sobie ze schematyczności postaci, których akurat w „Pani Poni Dash!” jest zatrzęsienie. Nie pominięto tu chyba żadnego rodzaju bohatera, mimo to postacie pierwszoplanowe są barwne i pomysłowo wykorzystują sztampowość swych ról.
Niekiedy wydarzenia rozgrywają jakby w grze wideo. Świat pokazany jest z góry lub w rzucie izometrycznym, a postacie wyglądają i poruszają się jak w rasowym jrpg, prowadząc dialogi charakterystycznymi dymkami. Podobnie jak w „Moonphase” reżyser czasami pokazuje ujęcia wraz z „planem filmowym”, a we wnętrzach szkolnych często przemykają się członkowie wyimaginowanej ekipy filmowej. Bardzo często stosowany jest tu styl chibi – miniaturowe postacie często pojawiają się na statycznych ekranach, czasami w grupach, niekiedy całkiem bez sensu przemykają po ekranie. Pojawiają się onomatopeje i uśmieszki internetowe, czasami nawet w zastępstwie twarzy postaci. Widoczna jest też momentami mangowa stylistyka (czarno-białe rysunki i rastrowe cieniowanie).
Reżyser podobnie jak w przypadku „Moonphase”, ma tu obsesję na punkcie przebierania głównej bohaterki w różne stroje i czesania jej we wszelkie możliwe fryzury. Tutaj Becky ubrana jest inaczej niemal w każdym odcinku! Na szczęście Akiyuki Shinbo zdecydowanie rzadziej sięga tu po nekomimi i inne tego typu ograne elementy. Fanserwis bieliźniany prawie w serialu tym nie występuje, nie ma też żadnej golizny, ale nie można powiedzieć, że fanserwisu tu w ogóle nie ma. Jest go nawet sporo, ale w formie nie tak bezpośredniej i natarczywej, jak zwyczajowo stosuje się w anime.
Rysunek postaci jest dosyć prosty, tak zresztą jak scenografie, tła i animacja. Jest to jednak jakość zadowalająca, która utrzymuje się jeszcze ponad przeciętnym poziomem. Lepiej jest natomiast z udźwiękowieniem. Na uwagę zasługuje gra seiyū, szczególnie niezastąpionej Chiwy Saito w roli Becky oraz Fumiko Orikasy, grającej Himeko. Muzycznie jest bardzo barwnie, przedstawiono tu wachlarz gatunków muzyki popularnej z przestrzeni pół wieku. Mamy więc stary rock'n'roll, obok elektronicznej tandety początku lat 80. Nic zresztą dziwnego, anime to odnosi się w nawiązaniach i parodiach do bardzo rozległego okresu w popkulturze japońskiej. W serialu jest wiele stylowych openingów i endingów, każdy wyposażony w piosenki w wielu wersjach, śpiewanych przez kilkoro seiyū. Muzycznie nie ma więc na co narzekać.
„Pani Poni Dash!” mimo zastosowania w nim parodii i odniesień do wielu nieznanych przeciętnemu entuzjaście anime tytułów, potrafi rozbawić nawet jeśli nie wychwyci się wielu z nich. Zapewne serialu tego nie będzie się długo pamiętać, nie ma tu postaci, za którymi można by tęsknić, jednak jako parodia z nutką szaleństwa, powinna przypaść do gustu fanom takich anime, jak „Digi Charat” i „Jungle wa itsumo Hale nochi Gū”. Jeśli natomiast nie przepadasz drogi czytelniku za chorymi parodiami, tytuł ten raczej cię nie zadowoli.
| Funkcja | Imię i nazwisko |
| Reżyseria główna | Shin Oonuma |
| Reżyseria | Akiyuki Shinbo |
| Kompozycja serialu | Kenichi Kanemaki |
| Dialogi | Katsuhiko Takayama, Kenichi Kanemaki |
| Muzyka | Kei Haneoka |
| Oryginalna manga | Hekiru Hikawa |
| Projekt postaci | Kazuhiro Ota |
| Scenografia | Hiroshi Kato |
| Kompozycja piosenek | Eiji Kawai, Mika Watanabe, Tomoki Kikuya |
| Wykonanie piosenek | Fumiko Orikasa |
| W rolach głównych | |
| Imię i nazwisko | Postać |
| Chiwa Saitō | Rebecca Miyamoto |
| Fumiko Orikasa | Himeko Katagiri |
| Satsuki Yukino | Rei Tachibana |
| Yui Horie | Miyako Uehara |
| Kana Ueda | Kurumi Momose |
| Kayo Sakata | Sayaka "Rokugo" Suzuki |
| Ai Nonaka | Ichijo-san |
| W pozostałych rolach | |
| Imię i nazwisko | Postać |
| Asuka Nakase | Yuzuko Kurusu |
| Chieko Higuchi | Hibiki Watanuki |
| Hiroshi Kamiya | Tsurugi Inugami |
| Hiroshi Ohtake | Jijii |
| Hitomi Nabatame | Misao Nanjo |
| Mai Kadowaki | Behoimi |
| Miyu Matsuki | Media |
| Miyuki Sawashiro | Akane Serizawa |
| Mugihito | dowódca kosmitów |
| Ryoko Shintani | Akira Miyata |
| Ryou Hirohashi | Suzune Shiratori |
| Sawa Ishige | Yūma Kashiwagi, Yūna Kashiwagi |
| Tomokazu Sugita | kosmita |
| Vanilla Yamazaki | Mesōsa |
| Hiroshi Kamiya | Kami-sama |
| Ryoko Nagata | Asō-sensei |
| Sayaka Ohara | Igarashi-sensei |