Uwaga! Ten opis wykonano na podstawie pierwszego odcinka. Recenzja serialu może brzmieć zupełnie inaczej!
Nieśmiały Ren Mihashi chce przyłączyć się do powstającej w jego nowym liceum drużyny baseballowej. Wciąż dręczą go jednak wspomnienia z poprzedniej szkoły, gdzie grał jako rzucający i niestety (z powodu wątpliwych zdolności) był obiektem drwin - a nawet nienawiści - kolegów z drużyny. Teraz jednak chciałby zacząć wszystko od nowa, bo choć nie wierzy w swoje umiejętności, bardzo lubi baseball. Ku własnemu zdziwieniu zostaje przyjęty do drużyny, a jego nowi przyjaciele dostrzegają w nim spory potencjał. Jednak dla bohatera to dopiero początek długiej i ciężkiej drogi do sukcesu.
Pierwszy odcinek pozostawia bardzo mieszane uczucia. Najważniejsza słabość tej serii kryje się w samej tematyce. Baseball to gra mało popularna w naszym kraju, a jej zasady nie są dla nas w pełni znane. Tymczasem już w pierwszym odcinku niezaznajomiony z zasadami gry widz otrzymuje mnóstwo mało zrozumiałych dialogów dotyczących rozgrywki, a do tego wypowiadanych w szybkim tempie, nie dającym czasu na zastanowienie się i zrozumienie, o co bohaterom właściwie chodzi. Dla niektórych będzie to zaleta (trafiamy na 'głęboką wodę', w sam środek baseballowego świata), dla większości jednak będzie przemawiać za pozostawieniem tej serii. Bo w końcu jeśli pierwszy odcinek wprowadza w takie zakłopotanie, strach myśleć co się będzie działo przy następnych... Takich dylematów są pozbawione osoby znające zasady gry - będą się one od razu mogły skupić na kolejnych elementach serialu. Kiedy bowiem odrzemy serię z całego tego baseballowego zamieszania, otrzymujemy dość tradycyjną opowiastkę o pokonywaniu słabości, o zdobywaniu doświadczenia i oczywiście przyjaźni. Wszystko to okraszone zgrabnym humorem, ciekawymi postaciami i ładną animacją. Z drugiej jednak strony - nad serią wciąż wisi duch baseballu: akcja pierwszego epizodu w całości rozgrywa się na boisku, co wprowadza pewną monotonię. Pozostaje wierzyć, że reszta odcinków wyjdzie poza ten obszar i przyjrzy się szkolnym rozterkom bohaterów (jest zresztą delikatna sugestia, że takie rzeczy tu uświadczymy). Ostatnią godną wspomnienia rzeczą jest sam główny bohater. Ren jest dość sympatyczny z tym swoim zestawem zabawnych min, jednak jako postać budzi moje wątpliwości. Rozumiem, że bohater miał ciężkie przeżycia, ale nie znaczy to, że od razu musi ze łzami w oczach wyżalać się nowym znajomym. Tak naciąganej sceny nie widziałem już dawno i mam nadzieję, że w następnych odcinkach twórcy oszczędzą nam tego pseudodramatyzmu. Na szczęście jednak inne postaci (z charyzmatycznym Abe na czele) zostały przedstawione ciekawiej.
Przyznam jednak szczerze, że jakoś niespecjalnie ciągnie mnie do następnego odcinka. Zapowiada się seria sympatyczna, ale najeżona baseballowymi niuansami i mnóstwem gadania o 'wierze w swoje siły' i 'o potędze przyjaźni'. Może jednak, skuszony jakimiś pozytywnymi recenzjami, zdecyduję się obejrzeć całość. Póki co jednak tytuł trafia do dłuuugiej kolejki rzeczy, za które mogę się zabrać, kiedy nie będę miał pod ręką nic ciekawszego.