Uwaga! Ten opis wykonano na podstawie pierwszego odcinka. Recenzja serialu może brzmieć zupełnie inaczej!
Shu jest chłopcem, który chciałby zostać uczniem knight mastera – wojownika wykorzystującego moc bestii, wyrastającej podczas walki z jego cienia. W świecie, w którym żyje Shu i jego przyjaciele z wioski, nie dzieje się najlepiej. Zły władca zmechanizowanej armii, Nene, chce aby nad całym światem zapanowała ciemność, a on został jej panem. Napada więc na kolejne wioski i niszczy to, co stanie mu na drodze. Przeciwstawić mogą mu się wyłącznie wojownicy wyposażeni w bestie cienia, a taki wojownik właśnie pojawił się w okolicy wioski, w której mieszkał Shu.
Pełen nadziei chłopiec niezwłocznie postanowił go odszukać. Ale poznana, jak się okazało, wojowniczka Zola uświadomiła mu, że nie ma on żadnego ważnego celu wykorzystania mocy knight mastera i nie może nim zostać. Tymczasem okrutny Nene znów umyślił zasiać terror wśród mieszkańców wioski i wysłał do niej wojsko. Wywiązała się walka, której nie mógł bezczynnie przyglądać się Shu. Rzucił się do ataku z tym, co miał akurat pod ręką, ale kiedy jego przyjaciele znaleźli się w niebezpieczeństwie wpadł we wściekłość. Zrozumiał do czego może wykorzystać moc knight mastera – mógłby chronić przyjaciół. Wtedy to stała się światłość, z jego cienia wyszedł wielki niebieski smok...
„Blue Dragon” jest czymś w rodzaju ekranizacji gry jrpg, przeznaczonej na konsolę Xbox 360. Ciekawy jest powód powstania gry na, dodajmy dziwną z punktu widzenia Japończyka, konsolę Microsoftu. Firma wymyśliła sposób na spopularyzowanie swej konsoli w Kraju Kwitnącej Wiśni. Zebrała trzech wielkich twórców: Hironobu Sakaguchiego, Akirę Toriyamę oraz Nobuego Uematsu i nakazali zrobić im grę, w którą każdy szanujący się gracz powinien zagrać, co oczywiście wiązało się z zakupem konsoli Amerykanów. Anime wyraźnie wskazuje w czym wcześniej zajmowali się wymienieni twórcy – mamy więc scenariusz i śliczną muzykę orkiestrową rodem z „Final Fantasy” oraz postacie jakby żywcem wyciągnięte z „Dragon Balla”. I choć z „Dragon Balla” widziałem tylko jeden odcinek (proszę się nie śmiać), mogę stwierdzić, że klimatem „Blue Dragon” bardzo przypomina stary, kultowy tytuł Toriyamy. Nowy tytuł najbardziej ucieszy chyba uczniów podstawówki, dla których wyraźnie był tworzony (wystarczy spojrzeć na screeny). Pierwszy odcinek sprawia jednak wrażenie pozytywne i myślę, że o tym serialu będzie jeszcze głośno. Połączenie „Dragon Balla” i „Final Fantasy” zachęci zapewne szerokie grono widzów. Natomiast dorośli entuzjaści anime ominą raczej ten tytuł szerszym łukiem, choć zapewne znajdą się i wśród nich chętni do poznania dalszych przygód Shu i jego przyjaciół.