Uwaga! Ten opis wykonano na podstawie pierwszego odcinka. Recenzja serialu może brzmieć zupełnie inaczej!
Luźna adaptacja słynnej powieści (a właściwie jednego z wątków) Victora Hugo - "Nędzników". Mała Cosette, po śmierci ojca wyrusza z matką w podróż. Ta jednak, chcąc znaleźć pracę, musi pozostawić dziewczynkę pod cudzą opieką i wyruszyć do innego miasta. Gdy dociera na miejsce, podejmuje pracę w fabryce pana Madeleine - tajemniczego, ale bardzo poczciwego człowieka. Kobieta nie wie jednak, że jej córka, wbrew wcześniejszym zapewnieniom jej nowych opiekunów, jest przez nich wykorzystywana do pracy i źle traktowana.
Wygląda więc na to, że czeka nas smutna seria o trudach dzieciństwa, biedzie i samotności; albo nieco ckliwy wyciskacz łez, który tanimi chwytami (bezradne dziecko, porzucone przez matkę, bieda z nędzą itd.) wzruszy większość widowni - głównie żeńskiej, gdyż odnoszę wrażenie, że to docelowa grupa tego anime. Sporo nadziei pokładam w postaci pana Madeleine, którego występ w pierwszym odcinku jest znacznie ciekawszy niż cały wątek matki i córki. Od tej postaci bije poczciwość, doświadczenie, dobroć ale też i tajemnica i smutek, spowodowane ciężkim i bolesnym życiem. Jeśli jego wątek będzie prowadzony równie dobrze w następnych odcinkach, jestem pewien że seria bardzo na tym zyska. Jeśli chodzi o aspekty techniczne, „Les Miserables...” nie wygląda oszałamiająco, jednak wciąż poprawnie dzięki bardzo ładnym tłom i ciekawej kolorystyce. Drażni mnie natomiast projekt postaci - bardzo prosty i aż zanadto czytelny - od razu widać, kto jest dobry a kto zły; kogo mamy lubić, a do kogo czuć nieufność. Jedyna postać, do której nie mam tu żadnych pretensji to (znowu) pan Madeleine; natomiast największą irytację wzbudza projekt postaci Alaina. Podsumowując, jeśli dalsze odcinki będą w podobnym stylu, a twórcy nie przesadzą z ilością wzruszeń na minutę, czeka nas porządna seria. Póki co, stawiam asekuracyjną siódemkę. W końcu trzeba propagować zainteresowanie klasyką literatury, nawet wśród miłośników anime!