Uwaga! Ten opis wykonano na podstawie pierwszego odcinka. Recenzja serialu może brzmieć zupełnie inaczej!
Po ostatniej bitwie N.Y. wraca powoli do swojej dawnej świetności. Jednakże pradawne egipskie moce zostały uwolnione po trzech tysiącleciach uśpienia i zagroziły amerykańskiemu porządkowi. Na ich drodze stanie Little Lip Theatre, dysponujący bojowym sterowcem i oddziałem mechów pilotowanych przez młode dziewczyny, by chronić amerykanów przed egipskimi hordami mumii.
Tak samo jak fabuła i postacie nas tu raczej nie zaskoczą. Sponiewierany przez tabun dziewczyn chłopak, tabun dziewczyn i zła postać wyłaniająca się z egipskich czeluści. Starczy spojrzeć raz, usłyszeć raz, i wiemy, teoretycznie, z kim mamy do czynienia. Również sceny walki mechów nie zachwycają - są drętwe, nielogiczne i nieefektowne. Animacja trzyma średni poziom, ale już do grafiki 3D można się przyczepić, bo rok 2007 do czegoś zobowiązuje. Animacja 3D wyraźnie odcina się od tradycyjnie rysowanego tła i postaci. Same projekty mechów i innego technicznego sprzętu są proste i niewyszukane. Kolory ładne, ale "płaskie" - minimalnie spełniają wymogi. Muzyka jakby żywcem wyciągnięta ze starej konsolowej gry, choć samo udźwiękowienie jest w miarę dobre. Humor oparty na patetyźmie, kiczu, parodii i głupocie mnie osobiście nie śmieszy. Mam wrażenie, że produkcja ta jest przeznaczona stricte dla fanów serii Sakura Wars, i dla nikogo innego. Zaznaczam, że to opinia po pierwszym epizodzie. W tego typu seriach interesujące watki potrafią pojawiać się dopiero od połowy serii i znacząco wpłynąć na odbiór całości.