Uwaga! Ten opis wykonano na podstawie pierwszego odcinka. Recenzja serialu może brzmieć zupełnie inaczej!
Karin jest przeciętną dwunastolatką, która źle się uczy i nie radzi sobie z jakimkolwiek sportem. Nie ma rodziców, opiekuje się nią niemiła kuzynka, która jest wiecznie niezadowolona ze słabych wyników w nauce dziewczynki. Do niedawna jej jedyną bratnią duszą był kotek imieniem shii-chan, ale teraz i jego musiała pochować. Została sama. Jedyną rzeczą, pozostawioną jej przez rodziców, był mały pierścień.
Pewnego dnia poznaje w niezbyt miłych okolicznościach chłopca, Kazune i jego bardzo miłą kuzynkę Himekę, którzy poszukują pewnej ważnej dla nich osoby. W ich obecności, pierścień Karin rozbłyskuje tajemniczym światłem, a następnego dnia przytrafiają się jej dziwne rzeczy. Dziewczyna nie jest taka zwyczajna jak się jej zdawało. Nowi znajomi wydają się wiedzieć jaką moc posiada Karin i przestrzegają ją, przed niebezpiecznym jegomościem, który jej szuka. Wkrótce Karin pozna inne właścicielki tajemniczych pierścieni i razem będą walczyć ze złem...
Już od pierwszego odcinka widać, że będzie to typowe grupowe mahou-shoujo. Widoczni są też magiczni chłopcy. Wszyscy przechodzą typowe transformacje, wypowiadając odpowiednią mowę, mają odpowiedni stroik i magiczną laskę. Fabuła wydaje się być bardzo oklepana – znów walka ze złem i ratowanie świata. Jest sporo niezbyt wyszukanego humoru. Postacie również wydają się bardzo typowe dla tego gatunku – Karin jest niestety postacią ultraschematyczną. Raczej nie zapowiada to czegoś wyjątkowo ciekawego. Obawiam się, że tylko widownia docelowa może się tym anime zainteresować. Wykonanie graficzne jest niezłe, projekt postaci ujdzie, animacja jest średnia, a muzyka typowa dla mahou-shoujo.