Menu

 

Zaprzyjaźnione strony

 

Ocena recenzenta

 

Zespół redakcyjny

 

Podobne anime

 

Reklama

 

Dane podstawowe

 

Venus versus Virus


» ヴィーナス ヴァーサス ヴァイアラス (JAP)

 
Venus versus Virus

Nieliczni ludzie, którzy potrafią dostrzec byty zwane wirusami, są narażeni na ich atak. Z owymi potworami walczy organizacja Venus Vanguard – trzy młodze dziewczyny oraz przybrany ojciec jednej z nich. Wktóce jednak przyjdzie im się zmierzyć z czymś silniejszym od wirusów...

 
Produkcja
Serial TV
Premiera
12.01.2007
Ocena redakcji5.05
(dozwolone od lat 12)
dozwolone od lat 12
 
Użytkownicy
ocena
fragmentu
ocena
całości
3.00 (1)
?.??
Zaloguj się, aby móc oceniać.
 
odcinki 12 x 24 min - łącznie 288 min
przypisania nadprzyrodzone, tajemnica, fantasy, shōnen
produkcjaVenus Vangard
animacjaStudio Hibari
ta recenzja Pottero   (13.05.2007) Ocena:   OcenaOcenaOcenaOcenaOcena   4.30
 
ANN AnimeNfo AnimeDB
 

Recenzja

 

Jak mogliśmy się dowiedzieć z niedawnej prelekcji Yoshikiego Sakuraia, w Japonii rocznie powstaje około dwustu nowych seriali anime. Niestety, zaledwie garstka spośród nich to produkcje świeże i oryginalne. Zdecydowaną większość stanowią rzeczy wtórne, jak na przykład komedie ecchi czy opowieści o magicznych dziewczętach. Wśród tych anime nie brak również tytułów o agencjach wszelkiej maści, tajnych bądź jawnych, które zajmują się dosłownie wszystkim – od zdejmowania zwierząt z drzew po ratowanie świata. Pół biedy, jeśli jest to komedia i można się przy oglądaniu takiego serialu pośmiać, chociażby z gagów kiepskiej jakości. Produkcje poważniejsze ostatnio nie bardzo się na tym polu sprawdzają – twórcom po prostu brakuje pomysłów na coś oryginalnego. „Venus versus Virus” to właśnie opowieść z nurtu tych poważnych serii.

Aby w ogóle powstała organizacja, musi się ona czymś zajmować. Tak więc wymyślono wirusy – byty, które wnikają do ciał ludzi, mogąc je kontrolować, a nawet zabijać innych. Tylko nieliczni ludzie są w stanie zauważyć obecność wirusów, chociaż na świecie istnieje ich całkiem sporo. Właśnie ci, którzy zauważają obecność owych stworów, są narażeni na ich atak. Skoro już jest atak, musi być i kontratak. Z wirusami walczy organizacja o wdzięcznej nazwie Venus Vanguard, do której należą cztery osoby: Sōichirō Nahashi, jego przybrana córka Lucia, niejaka Lola oraz najnowszy narybek agencji – Sumire Takahana. Siedziba organizacji mieści się w sklepie, który jest oczywiście przykrywką dla ich właściwej działalności. Od czasu do czasu sklepik odwiedzają ludzie zdolni dostrzec ulotkę Venus Vanguard. „Wenusjanie” przyjmują wtedy zlecenie i pokonują wirusa. Tyle na początku, ponieważ później pojawia się przeciwnik o wiele silniejszy i przebieglejszy, którego pokonanie będzie dla agencji priorytetem; walka z nim to właśnie najważniejszy wątek w tej historii.

Schemat fabuły tego typu anime jest prosty: najpierw poznajemy kogoś, kto dołącza do jakiejś organizacji i okazuje się, że posiada moce większe od innych (tutaj padło na Sumire), może jest nawet oczekiwanym wybrańcem. Przez kilka odcinków niezobowiązująco walczy się z wrogami, żeby supermocarz mógł nabrać wprawy, a mniej więcej gdzieś w połowie pojawia się potężniejszy przeciwnik, z którym walczyć będzie się już do końca, a odkrycie jego tajemnicy jest najważniejszą rzeczą w anime. Jeśli ktoś widział przynajmniej jeden serial tego typu, doskonale wie, czego spodziewać się po „Venus versus Virus”. Kto nie widział, niech nie spodziewa się porywającej akcji, a oczekuje nieskomplikowanej opowieści o walce dobra ze złem, która skończyć może się w jedynie słuszny sposób. Twórcy, mając schemat, muszą tylko od siebie dodać jakąś fabułę i akcję, wymyślić rzeczywistość, w której wszystko ma się rozgrywać i zrobić wszystko, aby widza nie zanudzić na śmierć przez kilkanaście odcinków. Moim zdaniem osoby odpowiedzialne za „Venus versus Virus” nie wywiązały się z tego zadania najlepiej – po kilku odcinkach zacząłem się nudzić, coraz bardziej niechętnie podchodząc do obejrzenia całości.

Bohaterowie również podciągnięci zostali pod schemat. Sumire dopiero od niedawna walczy z wirusami, więc jeszcze nie przywykła do tego, że jej życie diametralnie musi się przez to zmienić. Najchętniej porzuciła by to zajęcie, ale nie może – widzi wirusy, a one widzą ją, toteż konfrontacja jest nieunikniona. Mimo to dziewczyna stara się zachowywać jak dawniej – chodzi do szkoły, spotyka się z koleżankami, zakochuje się itd. Jej kompani z Venus Vanguard to osoby w tej „branży” już doświadczone, pomagające jej odnaleźć się w nowej sytuacji. Antagoniści – na początku parę bezmózgich wirusów, chcących atakować ludzi, a później postaci myślące, których pokonanie ma być niby problemem dla dzielnych bohaterów. Właściwie trudno jest mi powiedzieć coś więcej o bohaterach tego anime, ponieważ w ogóle trudno napisać o nich coś, co odchodziłoby od znanego nam już schematu. Pewnym urozmaiceniem może być delikatnie zarysowany wątek yuri (shōjo-ai, posługując się terminologią zachodnią). „Delikatny”, ponieważ nie znajdziemy tu żadnych pocałunków czy temu podobnych rzeczy, wszystko przedstawione zostaje w sferze relacji między dwiema bohaterkami i emocji, jakie im towarzyszą. Z drugiej strony twórcy od samego początku nachalnie eksponują ten wątek w openingu, eyecatchu i endingu...

Oprawa graficzna jest trochę powyżej przeciętnej. Projekty postaci ładne, animacja przeważnie płynna i nie budząca zastrzeżeń. Scenografie za to bardzo często tracą na szczegółowości, ale ogólnie należy uznać wykonanie za przyzwoite jak na serial telewizyjny. Szczerze jednak zawiodłem się na wirusach – ich wygląd jest zupełnie nieciekawy; większość wygląda jak robak z kilkoma parami oczu, niektóre jak anioł śmierci skrzyżowany z zombie; ogólnie rzecz biorąc: nieciekawie, jak pospolite beboki z pierwszego lepszego tandetnego horroru.

Oprawa dźwiękowa nie wywarła na mnie większego wrażenia. Mówiąc szczerze, była ona dla mnie niezauważalna jako tło wydarzeń. Jedyne, co zapamiętałem z oprawy dźwiękowej, to nawet ładny popowy ending, któremu towarzyszą dźwięki gitar elektrycznych i skrzypiec – może się podobać przy oglądaniu napisów końcowych, ale później wylatuje z pamięci. Ostatnia rzecz odnośnie dźwięku, którą zapamiętałem, to okropnie denerwujący głos Minori Chihary, czyli Sumire.

W samej Japonii „Venus versus Virus” to rzecz popularna – manga, drama CD, teraz anime – jednak mnie ta historia niespecjalnie przypadła do gustu. Zdaję sobie jednocześnie sprawę z tego, że ta recenzja jest po części wypominaniem określonemu gatunkowi rzeczy dla niego charakterystycznych, ale trudno było mi napisać o tym anime coś konkretnego – w moim odczuciu jest to po prostu rzecz wybitnie schematyczna, o której nie potrafię napisać nic więcej. Jeśli ktoś zapytałby mnie, czy „Venus versus Virus” jest anime wartym polecenia, odpowiedziałbym zgodnie ze swoim sumieniem: nie. Kto lubi tego typu seriale niech ogląda, takiej osobie zapewne nie będzie przeszkadzała schematyczność. Ja jednak osobiście prędzej poleciłbym „TOKKŌ”.

 

Przykładowe kadry

 

Odnośniki związane z tematem

 

Twórcy

Funkcja Imię i nazwisko
Reżyseria Shinichirō Kimura
Kompozycja serialu Yasutomo Yamada
Muzyka Hikaru Nanase
Twórca oryginału Atsushi Suzumi
Projekt postaci Yoshimi Agata
Scenografia Katsuhiro Haji
Zdjęcia Takayuki Watanabe
Reżyseria dźwięku Kiyokazu Iwanami
Kompozycja piosenek Noriyasu Agematsu
Tekst piosenki tytułowej Aki Hata
Wykonanie piosenek Yousei Teikoku
 

Obsada

W rolach głównych
 
Imię i nazwisko Postać
Ayahi Takagaki Lucia Nahashi
Minori Chihara Sumire Takahana
Ayumi Tsuji Lola
Juurouta Kosugi Sōichirō Nahashi
W pozostałych rolach
 
Imię i nazwisko Postać
Kiyotaka Furushima Yoshiki Kusanagi
Akio Suyama Guy
Fumi Morisawa Sonoka
Yui Itsuki Ruka
Hiromi Hirata Riku Mikumo
Sakura Nogawa Nene Mikumo
Start
 »
Redakcja
,
FAQ
,
Zaprzyjaźnione strony
,
Wymiana bannerów

Anime
 »
Recenzje
,
Zajawki
,
Tytuły
,
Postacie
,
Seiyū
,
Twórcy
,
Studia
Słowniczek
 »
Katalog
,
Indeks

Artykuły
Forum
Galeria
Kino azjatyckie
 »
Recenzje
,
Tytuły
,
Aktorzy
,
Twórcy

Linkownia
 »
Katalog
,
Lista
,
Kategorie
,
Typy witryn