Młoda dziewczyna unika śmierci dzięki pomocy samuraja na koniu, który ratuje ją w ostatniej chwili. Po kilku latach dziewczę jest dobrze wyszkoloną wojowniczką walczącą ze złem. Ładna graficznie opowieść, którą bardzo trudno streścić, aby nie zdradzić zbyt wiele.
| odcinki | 1 x 47 min - łącznie 47 min | |
| przypisania | akcja, fantasy, historia, krótki metraż | |
| produkcja | Production I.G, SME Visual Works | |
| animacja | Production I.G | |
| ta recenzja | Pottero (23.04.2007) | Ocena: ![]() ![]() ![]() ![]() 4.00 |
Po raz kolejny w recenzenckiej karierze przyszło mi zmierzyć się z anime, które diabelnie trudno jest ocenić. „Kaidōmaru” to jedna z tych produkcji, po obejrzeniu których w głowie miałem prawdziwy mętlik i długo nie potrafiłem zabrać się za napisanie recenzji, ponieważ nie do końca wiedziałem, co w ogóle mam czytelnikowi przekazać... W tym przypadku nie oznacza to jednak, że mamy do czynienia z rzeczą wybitną, oj nie! Prawdę mówiąc nadal nie jestem pewien, czy uda mi się odpowiednio przekazać moje odczucia co do tego anime, ale spróbuję jak najbardziej kompetentnie z tego trudnego zadania się wywiązać.
Akcja filmu osadzona została w epoce Heian. Ktoś ściga młodą dziewczynę imieniem Kintoki i jej, jak mniemam, opiekunkę. Kobieta ginie z rąk wuja dziewczynki, którego nagle spotykają na drodze, a ona sama ledwie unika śmierci – w ostatniej chwili ratuje ją samuraj na koniu. Taki jest prolog, bo następnie przenosimy się o pięć lat naprzód, kiedy to dziewczyna jest już starsza. Opanowała sztukę władania mieczem, jest chłopczycą; nie dość, że prawie wszyscy biorą ją za chłopaka, to sama stwierdza, że „noszenie kimona i pisanie listów” nie jest dla niej – woli walczyć. W mieście źle się dzieje, i właściwie niewiele więcej o tej sytuacji wiemy. Za złem stoi grupka bliżej nieokreślonych ludzi, którym przewodzi księżniczka Ōni. Tyle starczy za opis fabuły, bo jeśli chlapnę coś jeszcze, zdradzę zakończenie...
Właściwa akcja trwa niecałe czterdzieści minut, jednak w tym czasie twórcy wyjaśniają naprawdę niewiele, pozostawiając zdecydowanie zbyt wiele pytań bez odpowiedzi. Mówiąc szczerze, wydaje się, że wszystko tutaj dzieje się bez jakiejś wyraźnej przyczyny i do niczego nie prowadzi. Nie mamy pojęcia, dlaczego wuj chciał zabić Kintoki, dlaczego w mieście dzieją się złe rzeczy. Mówi się coś o używaniu jakiejś magii, ale nie zostaje wytłumaczone, co to za magia, jak ona działa... Takich niedopowiedzeń jest całe mnóstwo, a zakończenie praktycznie niczego nie rozwiązuje! Trudno mi powiedzieć, czy było to niedociągnięciem twórców, czy może od początku taki był ich zamiar. Szukając w Internecie jakichś informacji na temat tego filmu wyczytałem, że bazuje on na japońskim opowiadaniu, tak więc dla Japończyków „Kaidōmaru” zapewne jest bardziej zrozumiałe niż dla Europejczyka czy Amerykanina. Przypuszczam, że bez wnikliwego zapoznania się z owym opowiadaniem anime to jest niezrozumiałe dla większości oglądających spoza Japonii, co w jakiś sposób może tłumaczyć niskie dla niego oceny. W każdym razie ja jestem zdecydowanie na nie.
Przez niezrozumiałą fabułę ucierpieli bohaterowie, których motywy działania przeważnie były dla mnie niejasne. Główną bohaterką uczyniono Kintoki, chociaż pierwotnie miała być to opowieść o Ōni, tak przynajmniej mówią twórcy. Pada tu dużo imion, ale wielu ze wspomnianych postaci nie zobaczymy, a te, które poznamy, nie robią na oglądającym wrażenia – krzątają się po ekranie bez celu, rozmawiają ze sobą itd., ale co z tego, skoro zupełnie ich nie rozumiemy? Z żadnym z bohaterów nie potrafiłem się utożsamić, losy żadnego z nich mnie nie zainteresowały. Równie dobrze to anime mogłoby opowiadać o liściach na wietrze; obawiam się jednak, że gdyby zatrudnić porządną ekipę, liście byłyby o wiele lepszymi bohaterami niż ludzie w „Kaidōmaru”. Wynik naprawdę żałosny jak na czterdzieści minut. Ktoś może powiedzieć, że było za mało czasu na to, aby bohaterów dobrze przedstawić. Sięgam więc w pamięcią do ostatniej animowanej krótkometrażówki, którą widziałem – rosyjskiego „Yozhika v tumane”, w którym to bohaterowie, mimo że film trwa dziesięć minut, są o niebo lepsi. W dodatku są zwierzętami...
Tak więc fabuła i bohaterowie niestety zawodzą na całej linii. Dlaczego więc film otrzymał ocenę ogólną 4/10? Za nawet niezłe wykonanie techniczne. „Kaidōmaru” jest bowiem produkcją dla osób, które lubią oryginalną, niestandardową grafikę. Kolory są wyblakłe, a całość niezbyt obfita w szczegóły. Na początku i końcu pojawiają się całkiem ładne rysunki, przeważnie przedstawiające bohaterów. Wygląda to dość ciekawie i z tego względu omawiane anime zapewne zainteresuje osoby, które znudzone już są typową kreską. Niestety, i na tym nieskazitelnym obrazie pojawia się rysa, dość spora nawet – komputerowe animacje. Od czasu do czasu raczy się nas takimi widokami, jednak zupełnie nie pasują one do reszty – są brzydkie, sztuczne; wyglądają, jakby na domowym komputerze zrobił je średnio prawiony grafik, używając do tego oprogramowania średniej klasy. To, plus nienajlepsze animacje np. ruchu ust, skutecznie obniżają ocenę ogólną za grafikę.
Muzyka – jest, i nawet nieźle uzupełnia ten film. Mówiąc szczerze, czasami nawet bardziej przykuwała ona moją uwagę niż to, co działo się na ekranie. Była przyjemna, robiła pozytywne wrażenie. Niestety, dziesięć minut po zakończeniu seansu w głowie nie został mi już żaden motyw muzyczny z „Kaidōmaru”, a taka sytuacja to u mnie sprawa dość rzadka. Tak więc ścieżka dobrze pasuje do filmu, ale poza nim raczej na niewiele się zdaje.
Wedle polskiego dystrybutora, firmy IDG, „Kaidōmaru” to pełna akcji opowieść twórców „Ghost in the Shell”. Pomijam to, że znów powołano się na ten sam tytuł, sztandarowy produkt IDG... Problem w tym, że film wcale nie jest „pełny akcji”, jak to napisano. Scen akcji jest kilka, ale nie zrobiły na mnie żadnego wrażenia – ich choreografie były, niestety, bardzo kiepskie, a całość ograniczała się do kilku machnięć kataną i fontanny krwi wypływającej z miejsca odciętej kończyny. Walki te pasują raczej do jakiejś podrzędnej produkcji, a nie filmu o samurajach. Aż trudno było uwierzyć, że twórcy rozpływali się nad tymi „fenomenalnymi” scenami akcji.
Osobiście uważam „Kaidōmaru” za produkcję słabą; być może gdybym był ekspertem od legend i opowieści starojapońskich, zauważyłbym w niej coś, co zmieniłoby moje zdanie. Niestety, u nas osób takich jest niewiele, toteż przypuszczam, że większość oglądających po obejrzeniu filmu miała podobne jak ja odczucia. Niestety nie można nawet powiedzieć, że „po obejrzeniu pozostał pewien niedosyt”, bo to wymagałoby, żeby opowiadana historia choć trochę zainteresowała widza. Jak już wspomniałem, podsunąć można miłośnikom oryginalnej kreski, ale najpierw należy ich ostrzec, żeby skupili się tylko i wyłącznie na grafice, a nie oczekiwali jakiejś spektakularnej opowieści. Innym raczej nie polecam.
| Funkcja | Imię i nazwisko |
| Reżyseria | Kanji Wakabayashi |
| Dialogi | Nobuhisa Terado |
| Projekt postaci | Shō Tajima |
| Reżyseria 3D | Makoto Endo |
| Animacja 3D | Chiori Satō, Hiroshi Sōma, Miki Yoshida |
| Zdjęcia | Kōji Tanaka |
| Reżyseria dźwięku | Keiichi Momose |
| Muzyka w sekwencji tytułowej | Yutaka Fukuoka |
| W rolach głównych | |
| Imię i nazwisko | Postać |
| Mitsuki Saiga | Kintoki Sakatano |
| Shoutarou Morikubo | Raikō Minamotono |
| Yukari Hino | Ōni |
| W pozostałych rolach | |
| Imię i nazwisko | Postać |
| Ai Orikasa | Dōji Ibaragi |
| Fumiko Osaka | Fuji |
| Hikaru Hanada | Sadamitsu Usuino |
| Ikue Kimura | Yamabuki |
| Satoru Yanase | Suetake Urabeno |
| Yasunori Masutani | Tsuna Watanabeno |