Gdzieś na pustkowiu stoi „samotna forteca” zamieszkiwana przez pewne rodzeństwo – Stana i jego młodszą siostrę Yonnę – które zostało odrzucone przez społeczeństwo. Do fortecy przybywa młody agent rządowy, którego zadaniem jest przeciągnięcie Yonny na swoją stronę.
| odcinki | 1 x 34 min - łącznie 34 min | |
| przypisania | fantasy, krótki metraż, przygoda, renderowane | |
| produkcja | CoMix Wave Inc. | |
| ta recenzja | Pottero (14.02.2007) | Ocena: ![]() ![]() ![]() ![]() 2.30 |
Moshi moshi, tu Pottero – konserwatysta Azunime... Dlaczego konserwatysta? Ano dlatego, że dla mnie anime to tylko i wyłącznie japoński film animowany stworzony przy pomocy tradycyjnych metod, ewentualnie wspieranych przez komputery. Produkcje w całości stworzone w pamięci maszyn to dla mnie po prostu „animacja”, bez względu na to, w jakim kraju one powstały. Serce mi pęka, gdy muszę – wbrew swoim przekonaniom – wrzucać je do działu z anime, ale – jak wspominałem w którejś wcześniejszej swojej recenzji – trudno oceniać je w kategoriach kina azjatyckiego, tak więc nie ma innego wyjścia.
„Hanare toride no Yonna” jest produkcją, można by rzec, jednego człowieka – Kenga Takeuchiego. Wyreżyserował ów krótkometrażowy film, stworzył do niego animacje i napisał scenariusz. Trudno jednak znaleźć w Internecie jakąkolwiek sensowną wzmiankę o tym wszechstronnie uzdolnionym człowieku (uwaga, lekka ironia) – nawet guglowanie długo nie przynosiło spodziewanych efektów. W końcu udało mi się dotrzeć do informacji, że współpracował on przy tworzeniu gry „Final Fantasy IX” (2000), a dokładniej wyłapałem go w morzu CG designerów odpowiedzialnych za przerywniki filmowe. AniDB opisuje „Hanare toride no Yonna” jako niezależną produkcję CG fantasy Takeuchiego. Przekonajmy się, co człowiek o tak oszałamiającym dorobku (znów ironia) mógł nam zaprezentować...
Gdzieś na pustkowiu stoi „samotna forteca” zamieszkiwana przez pewne rodzeństwo – Stana i jego młodszą siostrę Yonnę. Przenieśli się oni do owej fortecy ponieważ posiadają niezwykłe moce, przez które ludzie ich przeklęli i odrzucili. Do „samotnej fortecy” wysłany zostaje młody agent rządowy, Garuda, którego zadaniem jest przekonanie Yonny, aby opowiedziała się po stronie rządu i przyłączyła do niego.
Tak oto prezentuje się cała fabuła tego krótkometrażowego filmu. Nie będziemy zaprzątać sobie głowy innymi wątkami, ponieważ nie będzie na to czasu. Strona fabularna jest niestety słaba, większość wątków nie została w ogóle wyjaśniona, przez co po seansie mamy mnóstwo pytań bez odpowiedzi. Przedstawiona w tym filmie historia ani przez moment nie była w stanie mnie zainteresować, a po dziesięciu minutach oglądania zacząłem nerwowo sprawdzać, ile jeszcze zostało do końca. Jeśli ktoś liczył na jakieś sensowne zakończenie, to również srodze się zawiedzie. Swoją drogą, zawsze się zastanawiam: jak to jest, że niektórzy ludzie w półgodzinnym tworze potrafią zmieścić tyle oklepanych schematów i sztucznego patosu, że można by tym obdzielić kilka pełnometrażowych produkcji?
Bohaterowie są jeszcze bardziej żałośni niż fabuła. Ponieważ czas goni, nie ma miejsca na monologi i rozważania, dzięki którym postaci zyskałyby jakąkolwiek osobowość. Wszystko trzeba zrobić tak, żeby zmieścić się w jak najkrótszym czasie, a widz będzie musiał na słowo honoru uwierzyć, że bohaterowie mają jakieś „uczucia”. Przepraszam w tym miejscu wszystkich twórców anime, których bohaterowie mają uczucia albo chociaż coś, co uczuciami można by nazwać. Postaci w „Hanare toride no Yonna” to zwykłe kukły, mające często zupełnie nielogiczne motywy działania. Ani na chwilę nie chce się wierzyć widzowi w to, że podjęte przez nich decyzje mają jakikolwiek związek z wewnętrznymi rozważaniami, przeanalizowaniem sytuacji czy czymś takim. Ot, żyję od dawna zamknięta w zamku, ale jakiś młokos trochę mi nagadał, poprosił, żebym mu zaufała, no to może dam mu szansę i pójdę z nim, przy okazji może zabiję brata... Tak mniej więcej w moim odczuciu wygląda zachowanie Yonny.
Jak napisałem wcześniej, „Hanare toride no Yonna” jest tworem osoby, która na swoim koncie ma jedynie współpracę przy tworzeniu przerywników do gier komputerowych. Nic więc dziwnego, że grafika w tym filmie dziwnie kojarzy nam się z grą (To jest anime?! Wygląda jak gra! – wykrzyknął nasz webmaster po ujrzeniu screenów do owej produkcji). Niestety, panie Takeuchi, jak na rok 2006, strona wizualna prezentuje się żałośnie! „Toy Story” sprzed dwunastu lat ma o niebo lepszą grafikę niż omawiana produkcja. Wszystkie animacje są tutaj bardzo, ale to bardzo nienaturalne, bardziej płynne i staranniejsze oglądać można w wydanych przed kilku laty grach. Brzydkie są projekty postaci, niezbyt wprawnie zanimowano zwłaszcza ruchy ich rąk oraz mimikę twarzy (mruganie, mówienie itd.). Całość wygląda mało realistycznie; do teraz na przykład zastanawiam się na przykład, czy zwierzę, które zaatakowało Garudę na dziecińcu, to lew, tygrys, a może jaki inny czort. Mało tego, pod koniec zaserwowano nam scenę jakby żywcem wyjętą z gier przygodowych dla dzieci – obracający się mechanizm, platforma, na którą można z owego mechanizmu skoczyć, schodki, po których trzeba skakać, aby dostać się wyżej... Takich rzeczy oczekiwałbym raczej po spartaczonych grach o Harrym Potterze, a nie filmowej produkcji niby to fantasy.
Muzykę popełnił człowiek również nieznany szerszej publiczności, osobnik imieniem Toshio Okazawa. Skomponowana przez niego muzyka nie stanowi niczego specjalnego, usłyszeć możemy ją parę razy, a przywodzi ona na myśl taką z tanich, kiepskich gier przygodowych (prześladować będą nas one aż do samego końca recenzji). Niby ma to trzymać klimat, ale ogólnie rzecz biorąc jest byle jakie i nawet nie bardzo zwraca się na to uwagę. Jeśli chodzi o ogólne udźwiękowienie, to również nie przedstawia się ono najlepiej – odgłosy kroków na kamiennych schodach nie brzmią naturalnie, rozpryskujący się mur to raczej jakieś osuwające się kamyczki itd. Średnio wypadli seiyū, którzy miejscami mieli problemy z właściwym przekazaniem emocji. Większość z nich ma na koncie zaledwie parę produkcji, a co ciekawe, prawie każdego usłyszeć można w oryginalnej wersji którejś produkcji spod logo „Yu-gi-oh!”.
„Hanare toride no Yonna” to kolejna samoróbka, której twórca myślał, że samemu można zrobić dobry film. Niestety, Takeuchi przeliczył się co do swoich możliwości, a stworzony przez niego obraz jest po prostu nudny i nieciekawy. Fabuła jest kiepska, podobnie jak postaci. Grafika jak z przerywniku filmowego do gry sprzed paru lat zdecydowanie nie zachęca do oglądania. Każdemu odradzam sięgnięcie po ten film, nawet najbardziej zatwardziałym miłośnikom produkcji spod znaku fantasy. Chociaż trwa krótko, po prostu szkoda na niego czasu. Jedno wiem na pewno: z Takeuchiego nie wyrośnie nam kolejny Shinkai...
| Funkcja | Imię i nazwisko |
| Reżyseria | Kengo Takeuchi |
| Scenariusz | Kengo Takeuchi |
| Muzyka | Toshio Okazawa |
| Twórca oryginału | Kengo Takeuchi |
| Animacja | Kengo Takeuchi |
| W rolach głównych | |
| Imię i nazwisko | Postać |
| Kanako Mitsuhashi | Yonna |
| Kenn | Garuda |
| W pozostałych rolach | |
| Imię i nazwisko | Postać |
| Junko Takeuchi | Piggott |
| Masami Iwasaki | Stan |
| Hiroshi Shimozaki | Mieszkaniec wioski |
| Mariko Nagahama | Mieszkaniec wioski |