Menu

 
 

Zaprzyjaźnione strony

 
Tanuki
Aleja Komiksu
Anime Heaven
Vegepic Anime
Dragon Ball Nao
Kage
VWORLD
GTW
Anime Dream
Rei Official Website
Japonia Dream
bleachHEART
Ghibli
Banzai!
 
 

Ocena recenzenta

6.0
Obraz
6.5
Muzyka i dźwięk
 
6.0
Ogółem
 
 

Podobne anime

 
 

Reklama

 
 

Dane podstawowe

 

Urotsukidōji: Legend of the Overfiend


» 超神伝説うろつき童子 (JAP)

» Chōjin densetsu Urotsukidōji (ROM)

 
Urotsukidōji: Legend of the Overfiend

Świat podzielony jest na trzy imperia: ludzi, półdemonów i potworów. Stara legenda głosi, że co trzy tysiące lat budzi się superpotwór Chōjin, będący w stanie połączyć wszystkie imperia w „wieczne królestwo”. Czas przebudzenia Chōjina jest bliski, a wszystko wskazuje na to, że żyje on w świecie ludzkim...

 
Produkcja
OAV
Premiera
21.01.1987
Ocena redakcji6.00
(dozwolone od lat 18)
dozwolone od lat 18
 
Użytkownicy
ocena
fragmentu
ocena
całości
?.??
?.??
Zaloguj się, aby móc oceniać.
 
odcinki 1 x 38 min, 1 x 60 min, 1 x 48 min - łącznie 146 min
przypisania nadprzyrodzone, hentai, horror, akcja
ta recenzja Pottero   (20.02.2007) Ocena:   OcenaOcenaOcenaOcenaOcena   6.00
 
ANN AnimeNfo AnimeDB
 
 
 

Recenzja

 

O „Chōjin densetsu Urotsukidōji” po raz pierwszy dowiedziałem się z Wikipedii, na której to tytuł ten przedstawiony został jako hentai ze złożoną fabułą i głębszym przekazem. Z ciekawości postanowiłem przekonać się osobiście, czy tak jest naprawdę. Pierwszą rzeczą, którą trzeba było zrobić, to sprawdzić czy „Urotsukidōji” w ogóle nadaje się do zrecenzowania – Azunime nie ma w zwyczaju opisywać tytułów będących stricte hentajami, co najwyżej anime fabularne, w których pojawiają się elementy pornograficzne. „Urotsukidōji” zdało egzamin: to w połowie hentai, w połowie fantasy, a chociaż bez scen porno nie istnieje, nadaje się na materiał do recenzji.

Budka Suflera śpiewała kiedyś, że do tanga trzeba dwojga, bo tak stworzony został ten świat. W „Urotsukidōji” świat złożony jest znacznie mniej romantycznie, bowiem obok imperium ludzi istnieją jeszcze imperia półbestii (jūjinkai) i demonów (makai). Ludzie oczywiście nie są świadomi istnienia dwóch pozostałych imperiów i święcie wierzą w to, że niepodzielnie panują nad światem. Nie wiedzą także, że przedstawiciele pozostałych imperiów żyją wśród nich. O tym wszystkim wiedzą natomiast demony i półbestie. Znają też pewną starą legendę, która mówi o budzącym się co trzy tysiące lat superdemonie Chōjinie. Podobno gdy ten się przebudzi, połączy wszystkie imperia w tzw. wieczne królestwo. Mamy czasy współczesne, początek lat 90. XX wieku. Przed trzema wiekami na Ziemię zszedł jūjinkai Amano Jyaku, chcący odnaleźć Chōjina zanim ten się przebudzi. Okazuje się, że superdemon uwięziony jest w ciele Tetsua Nagumo, przeciętnego japońskiego nastolatka. Chōjin powoli zaczyna się budzić, co sprawia, że to, co do teraz wydawało się proste i jasne, niespodziewanie się komplikuje...

Trudno było mi ocenić, czym tak właściwie jest „Urotsukidōji”: hentajem z rozbudowaną fabułą, czy może raczej opowieścią fantastyczną z elementami porno. Po dłuższym zastanowieniu doszedłem do wniosku, że jednak jest to hentai. Gdyby było inaczej, fabuła powinna obronić się bez pomocy scen erotycznych. Tak się jednak nie stało, bo – moim zdaniem – jeśli to anime pozbawione zostanie „momentów”, to przepadnie w tłumie jako produkcja poniżej przeciętnej. Erotyka po prostu wpisała się w tę opowieść i jedno bez drugiego nie istnieje, o czym świadczą chociażby sceny, w których potwory odzyskują moc dzięki kopulacji. Jeśli już stwierdziłem, że jest to hentai i opowieść istnieje głównie dzięki scenom erotycznym, można stwierdzić, że nie zgadza się to z tym, co napisałem na początku: Azunime nie recenzuje hentajów etc. I tu pojawia się problem: jak na hentaja fabuła jest dobra, powiem więcej – to najlepszy pod względem fabularnym hentai, jakiego do tej pory widziałem. Nie jest to kolejna bzdetna historyjka w stylu: „onēchan i onīchan idą do łóżka”, „pan kocha (od tyłu) pana”/„pani kocha (językiem bądź dildo) panią”, „dwójka nastolatków w bibliotece/klasie”, „precz z tentaklami, wstrętny potworze!” czy „im więcej osób do zabawy, tym lepiej”. Twórcy od podstaw wykreowali świat, w którym rzecz się dzieje, poświęcili też trochę czasu temu, aby lepiej go widzowi przedstawić. Zmienione są też proporcje względem innych hentajów czy nawet zwykłych filmów porno – tam dziewięćdziesiąt procent czasu to bara-bara, dziesięć poświęca się przedstawieniu fabuły, a w „Urotsukidōji” sceny porno nie zajmują nawet połowy czasu. Ba! Daleko im do tego. A co najciekawsze, anime to oglądało się nawet z zainteresowaniem – nie było nudne, chętnie sięgało się po następny odcinek, a zanim się zorientowałem, już dobiegło końca. Jedynie pod sam koniec ostatniego odcinka zacząłem się trochę nudzić, ale być może dlatego, że było już grubo po trzeciej w nocy i po prostu zacząłem robić się senny.

Pozytywnie wypadają bohaterowie. Nie są to zboczeńcy, którym tylko jedno w głowie, czy jakieś wstydliwe dziewczęta, nie są też obdarzeni megaatrybutami. To zwykli ludzie, mający swoje osobowości, rozterki, problemy, wyglądem niczym nie wyróżniający się z tłumu. Półbestie mają wygląd ludzki, chociaż mogą się zmienić, demony to natomiast różnego rodzaju potwory wyglądające jak z nocnych koszmarów. Twórcy postarali się, aby ich bohaterowie mieli osobowości, motywy działania itd. Nie oznacza to jednak, że postaci są niewiadomo jak wypasione, a ich motywy zawsze dla widza przekonujące.

Podsumowując fabułę i bohaterów: nie jest to co prawda bardzo oryginalne, zwłaszcza dzisiaj, kiedy trudno jest już widza czymś zaskoczyć, ale należy wziąć pod uwagę, że mamy do czynienia z hentajem, w dodatku stworzonym dwadzieścia lat temu. Podobnie jak trudno jest mi sklasyfikować to anime, tak samo trudno jest wystawić sprawiedliwe oceny za fabułę i bohaterów. Gdybym nie miał do czynienia z historią, w której chodziło przede wszystkim o pokazywanie scen pornograficznych, oceny byłyby znacznie niższe.

Dalej też nie będzie łatwo. Jak już powiedziałem, mamy do czynienia z produkcją powstałą w latach 80., kiedy to popularny był zupełnie inny styl. „Urotsukidōji” przedstawia się dokładnie tak jak większość produkcji z tamtego okresu – charakterystyczny sposób rysowania postaci, animacji itd. Nie lubię tego stylu, niezmiernie się cieszę, że obecnie obowiązuje inny, znacznie ładniejszy, ale ocenienie go źle tylko dlatego, że taka kiedyś była moda, to tak jak zjechać film z lat 20. za to, że jest czarno-biały i niemy. Nie oglądałem zbyt wielu anime z tamtego okresu, toteż nie mam za bardzo z czym porównywać... Najbliższymi czasowo znanymi mi tytułami są „Akira” i filmy Miyazakiego, ale te wykonane zostały w innym stylu, prezentują się znacznie lepiej niż inne anime z tego okresu.
Nie przypadły mi do gustu projekty postaci, ale to da się wybaczyć. Nienajlepsze elementy gore’owe to na pewno minus. Różnie rozwiązano sprawę ze „scenami” – przeważnie nie koncentrowano się na szczegółach, a gdy już przychodziło co do czego, narządy z reguły cieniowano tak, żeby było widać tylko ich kontury. Pojawiają się sceny dla miłośników tradycyjnego hentaja, jak i zwolenników eroguro (elementy mackopochodne). Poza tym jednak grafika była znośna, więc ostatecznie zdecydowałem się wystawić ocenę 6/10.
Tak samo jest z muzyką – odpowiednia dla lat 80., zazwyczaj coś w rodzaju popu, który często można usłyszeć w filmach z tamtego okresu. Pojawiają się także kompozycje jak z ówczesnych horrorów (klimatycznie zbliżone chociażby do „Koszmaru z ulicy Wiązów”), a nawet motyw jakby wyjęty z „Godzilli”.

Ocenienie „Urotsukidōji” sprawiło mi naprawdę nie lada problem, zdecydowanie mniej kłopotów miałem w trakcie seansu. Mnie oglądało się to całkiem znośnie, nawet z pewnym zainteresowaniem, dlatego ogólnie mam pozytywne zdanie o tej produkcji, trudno jest jednak komuś ją polecić. Na pewno odpadają ci, którzy nie lubią stylu graficznego i muzycznego z lat 80. oraz osoby nie przepadające za hentajami. Trudno też przewidzieć, co powiedzą miłośnicy samych hentajów, ale przypuszczam, że osobom lubiącym eroguro może się spodobać.

EPILOG
„Urotsukidōji”, powstałe na podstawie mangi, stało się dość popularne. W następnych latach powstało kilka kontynuacji, serie OAV doczekały się także swoich filmowych wersji. W 2002 roku ukazał się twór o nazwie „The Urotsuki”, będący remakiem recenzowanej serii. Nie warto jednak po niego sięgać – może i jest ładniejszy graficznie, ale nie dorównuje oryginałowi, a o głupich pomysłach w stylu „mocy” zamiast członka już nie będę wspominał.

 
 

Komentarze

 
 

Przykładowe kadry

 

Twórcy

Funkcja Imię i nazwisko
Reżyseria Hideki Takayama
Scenariusz Noboru Aikawa
Muzyka Masamichi Amano
Twórca oryginału Toshio Maeda
Kierownictwo produkcji Yoshinobu Nishizaki
 
 

Obsada

W rolach głównych
 
Imię i nazwisko Postać
Hirotaka Suzuoki Tatsuo Nagumo
Tomohiro Nishimura Jyaku Amano
Maya Okamoto Megumi Amano
Youko Asagami Akemi Ito
Yumi Takada Megumi Amano
W pozostałych rolach
 
Imię i nazwisko Postać
Kouichi Yamadera Yuichi Niki
Norio Wakamoto Suikakuju
Banjou Ginga Narrator
Daisuke Gouri Starszy
Miyuki Matsushita Himi/Władca chaosu, prawdziwy Chōjin
 
Start
 »
Redakcja
,
FAQ
,
Zaprzyjaźnione strony
,
Wymiana bannerów

Anime
 »
Recenzje
,
Zajawki
,
Tytuły
,
Postacie
,
Seiyū
,
Twórcy
,
Studia
Słowniczek
 »
Katalog
,
Indeks

Artykuły
Forum
Galeria
Kino azjatyckie
 »
Recenzje
,
Tytuły
,
Aktorzy
,
Twórcy

Linkownia
 »
Katalog
,
Lista
,
Kategorie
,
Typy witryn