Ichigo to piętnastolatek widzący duchy. Pewnego dnia jest świadkiem walki dziewczyny z mieczem i potwora. Okazuje się być ona shinigami walczącą ze złymi duchami. Niedługo później zostaje ranna i przekazuje swą moc oraz miecz Ichigowi, aby przejął jej obowiązki. Wkrótce dołączają do niego inni wojownicy...
| odcinki | 117 x 23 min - łącznie 2691 min | |
| przypisania | akcja, przygoda, dramat, pojedynki, nadprzyrodzone, shōnen | |
| produkcja | Studio Pierrot, Dentsu, TV Tokyo | |
| animacja | Studio Pierrot | |
| ta recenzja | Steelie (27.01.2007) | Ocena: ![]() ![]() ![]() ![]() 4.80 |
Anime „Bleach” powstało na podstawie mangi, która od pierwszego rozdziału, opublikowanego w magazynie „Shōnen Jump” w sierpniu 2001 roku, stała się prawdziwym shōnenowym hitem. Gdy odcinki zebrano w pierwszy tom, sprzedał się on w 1,25 milionach egzemplarzy. Seria zgarnęła też Shogakukan Manga Award w kategorii shōnen. Jej ekranizacja doczekała się już dwóch OVA oraz jednej kinówki, a nowe epizody nadal są wypuszczane i nie ma planów odnośnie zakończenia ich tworzenia. Recenzja ta dotyczy wszystkich 111 odcinków jakie się do tej pory ukazały.
Ichigo Kurosaki ma piętnaście lat. Od jego rówieśników odróżnia go umiejętność widzenia duchów, posiadana także przez niektórych członków jego rodziny. Niespokojne dusze często proszą go o pomoc, jako że jest jedynym medium w okolicy. Pewnego razu jest świadkiem mającego miejsce w centrum miasta ataku wielkiego potwora na małą dziewczynkę. Monstrum zostaje pokonane przez tajemniczą dziewczynę z mieczem, ubraną w czarny samurajski strój. Jakby wszystko to nie było wystarczająco dziwne, przechodnie zdają się nie być świadomi dopiero co rozegranej walki i uważają zajście za wybuch gazu.
Dla Ichiga nie jest to jednak koniec wrażeń – w nocy przez okno do jego sypialni dostaje się dziewczyna z mieczem, którą widział wcześniej. Jest bardzo zdziwiona, gdy okazuje się, że Ichigo ją widzi. Rukia Kuchiki, bo tak owa dziewczyna się nazywa, opowiada mu o ciągłej walce, jaka ma miejsce w eterycznej sferze naszego świata. Ona sama jest shinigamim, duszą żyjącą w świecie niematerialnym, Soul Society. Jej zadaniem jest bronienie ludzi przed hollowami – złymi duchami, takimi jak ten widziany wcześniej przez Ichiga, oraz odsyłanie błąkających się dusz zmarłych ludzi do Soul Society. Rozmowę przerywa bohaterom atak kolejnego potwora, tym razem na dom głównego bohatera. Podczas walki Rukia zostaje ranna, przekazuje więc Ichigowi swoją energię oraz daje mu miecz, aby pokonał bestię. Jak można się domyślić, udaje mu się to i od tej pory musi w zastępstwie osłabionej shinigami wykonywać jej obowiązki. Cały czas jest przy tym obserwowany, gdyż Rukia podszywa się pod uczennicę jego szkoły, aby w wypadku ataku hollowa wyzwolić duszę Ichiga z ciała i posłać ją do walki.
Nasz bohater sprawuje swoje obowiązki doskonale, radząc sobie ze wszystkimi zagrożeniami. Wkrótce przyłączają się do niego inni uczniowie, którzy w momencie spotkania już umiejętność widzenie duchów mają lub wkrótce ją posiądą. Drużynę tworzą Inoue, używająca do walki wróżek, co według mnie jest okropnym, wręcz komicznym pomysłem, Chad, milczący osiłek, potrafiący zamieniać swoje ramię w twarde jak skała narzędzie bojowe, oraz Ishida, łucznik potrafiący miotać energetyczne strzały, początkowo przeciwnik Ichiga, później stający się sprzymierzeńcem. W pewnym momencie po Rukię przybywają inni shinigami. Okazuje się, że dawanie swojej energii zwykłemu człowiekowi jest zabronione i karą za ten czyn jest śmierć. Bohaterowie postanawiają wyruszyć skazanej na pomoc.
Seria jest wyraźnie podzielona na cztery części. Pierwsza, której akcja ma miejsce w prawdziwym świecie, to niepowiązane ze sobą walki z hollowami oraz spotkania wszystkich głównych bohaterów. Druga to walka z shinigami w Soul Society w celu odbicia Rukii. Nie zdradzę wiele mówiąc, że w końcu udaje się drużynie powrócić do świata realnego. Wtedy pojawia się zupełnie nowy wątek fabularny, początkowo zupełnie niezwiązany z poprzednimi wydarzeniami. Nie jest on oparty na mandze i pełni rolę fillera, co niestety widać aż za dobrze. Od 110. odcinka seria wraca do mangowego pierwowzoru. Część druga jest zdecydowanie najlepsza, nie świadczy to jednak o jej wyjątkowej jakości, a raczej o słabości części pozostałych.
Spora część serii rozgrywa się w Soul Society, jego struktura jest więc pokazana dosyć dokładnie. Podzielone jest na dwie części – Seireitei oraz Rukongai. W tej pierwszej żyją shinigami, będąc czymś w rodzaju arystokracji wojowniczej. Ich zadaniem jest nie tylko operowanie w rzeczywistym świecie, lecz także obrona Soul Society. Podzieleni są na trzynaście oddziałów, każdy dowodzony przez kapitana, wspomaganego przez wicekapitana. Z kolei Rukongai przypomina dzielnicę biedoty. Liche, podniszczone chaty, głodujący ludzie. Co niezbyt optymistyczne, według autora to właśnie tam trafiają dusze po śmierci. Istnieje jednak możliwość przedostania się z jednej strefy do drugiej – trzeba dostać się do akademii shinigami.
Muszę przyznać, że wizja zaświatów mnie zawiodła. Nie jest to zupełnie inny świat, a jedynie uproszczona wersja społeczeństwa klasowego sprzed kilkuset lat. W Seireitei istnieje rada rządząca całym Soul Society, wszyscy shinigami mają swoje miejsce w hierarchii, nawet biurokracja jest podobna do tej „po drugiej stronie”. Nie ma w tym pomyśle nic, czego w naszym świecie już by nie było, całość nie została zaprojektowana tak, aby wszystko miało sens i jednocześnie było oryginalne, stanowi jedynie dobre tło do walk – cała wielka strefa pełna wojowników, do tego co pewien czas pojedynki z „bossami” – kapitanami.
Fabuła nie jest zbyt oryginalna, bazuje na schematach. Nie jest co prawda zupełnie beznadziejna, gdyż co pewien czas pojawiają się całkiem dobre zwroty akcji, dzięki którym anime staje się ciekawsze. Historia jednak jest nieskomplikowana i gdyby przenieść nacisk z walk na fabułę całość zamknęłaby się w kilkunastu odcinkach. W związku z tym owe zwroty akcji następują raz na trzydzieści epizodów, reszta jest rozwlekła i nie potrafiła mnie zainteresować. Do tego całość jest miejscami mocno naciągana i miałem wrażenie, że autor najpierw wymyślił, co ma się stać, a dopiero później dopasował do tego działania postaci, nawet jeśli nie było to zgodne z ich psychiką lub po prostu zdrowym rozsądkiem. Przykład tego mamy po wydostaniu się z Soul Society drużyny głównych bohaterów, kiedy to do prawdziwego świata rusza za nimi niezależnie całkiem sporo postaci, które wcześniej spotkali. Uzasadnienia tych nagłych zesłań są po prostu słabiutkie, widać że chodziło po prostu o zebranie wszystkich ważniejszych bohaterów z powrotem w jedną grupę. Żeby nas nie rozpieszczać za bardzo sensowną opowieścią, wszystko co jest w niej dobre, zawarto w części rozgrywającej się w Soul Society. Część pierwsza to tylko luźne pojedynki z hollowami, nie powiązane zbyt mocno fabularnie, zaś wątek rozwijający się po wyjściu z zaświatów to już naciągane, krańcowo nudne dno. Historii rozwijającej się po powrocie fabuły do tej mangowej nie mogę ocenić, gdyż ukazały się dopiero dwa odcinki. Choć muszę przyznać, że zapowiada się coś podobnego do trzeciego wątku, a to nie wróży dobrze. Jest to jednak tylko przeczucie i wszystko może się zmienić.
Po bohaterach shōnena nie spodziewałem się skomplikowanej psychiki i tak jest w istocie. W anime walczonych jednak ważne jest, aby postacie miały własny styl wyróżniający je spośród innych. Składają się na to wygląd, sposób walki, styl wypowiedzi. Tu tego brakuje, nawet jeśli jakaś postać podoba mi się ze względu na umiejętności bojowe, to dyskwalifikuje ją okropny charakter, zupełnie nierealistyczny lub irytujący. Do tego większość liczących się bohaterów ma straszliwą, dramatyczną i burzliwą przeszłość. Możemy być pewni, że jeśli ktoś jest jeszcze „czysty”, to na pewno dowiemy się niedługo, że jego matka, brat, mentor lub ktoś podobny został zabity, ewentualnie miał okropne dzieciństwo lub zdradził go najbliższy przyjaciel. W ten sposób dochodzimy do następnego elementu owych mrocznych przeszłości, a mianowicie konotacji między bohaterami. Kiedy po raz kolejny oglądałem retrospekcję lub wyznanie, z którego dowiadywałem się, że dwaj bohaterowie są zaginioną rodziną lub dawnymi przyjaciółmi, reagowałem podobnie jak na równie dramatyczne sceny w brazylijskich telenowelach – czyli chichotem.
Wyróżniającą się pod względem słabości grupą postaci są ci pozytywni. Drażni ich szlachetność sprawiająca, że są po prostu nieludzcy. Wszyscy zawsze staną w obronie niewinnych, nigdy nie zostawią przyjaciela w potrzebie. Jeśli już uciekają, to tylko przed przeciwnikiem, z którym nie mają żadnych szans i, o dziwo, nie ma akurat nikogo do ratowania. Gdyby okazali choć odrobinę egoizmu lub negatywnych emocji, na pewno sprawiłoby to, że nie byliby tak miałcy i bezbarwni. A tak mamy niestety do czynienia z grupą cukierkowych chłopców i dziewczynek.
Wiele razy spotykałem się z sytuacją, gdy to bohaterowie negatywni byli najciekawsi w całym filmie lub książce. W „Bleachu” także pojawi się paru geniuszy zła, lecz ich podstawową wadą jest brak oryginalności. Wszyscy albo chcą zdobyć wielką władzę, albo dokonać zemsty – ile razy takie motywacje pojawiały się u różnych niemilców, że wspomnę choćby Bonda? Różnica polega jednak na tym, że Goldfinger albo Blofeld mieli styl, czego antybohaterom w serii przeze mnie opisywanej wyraźnie brakuje. W efekcie są oni bezbarwni, nie budzą żadnych emocji. Niezbyt interesowało mnie, czy Złemu uda się wykonać diaboliczny plan, ponieważ jego działania zupełnie mnie nie ruszały. Co więcej, bohaterowie negatywni całymi garściami czerpali z wielkiego gara schematów w postępowaniu w stosunku do herosów. Bo co powinno się zrobić z ledwie żywym przeciwnikiem, który nie ma już szans na nas uderzyć? Oczywiście zostawić go nie sprawdzając, czy zginął lub pozwolić mu uciec. Wyjątkiem w tym towarzystwie jest Kurotshuchi Mayuri – postać oryginalna i ciekawa zarówno pod względem wyglądu i sposobu walki, jak i charakteru oraz motywacji. Do tego nie jest on jednoznacznie zły, co tylko dodaje mu kolorytu. Wszystko byłoby bardzo dobrze, gdyby nie jego bankai, ale o tym za chwilę.
Niezwykle ważnym, a nawet kluczowym elementem serii, są walki. Problem polega na tym, że, poza paroma wyjątkami, nie wzbudzały one we mnie zbytnich emocji – a jak na serię liczącą ponad sto odcinków i koncentrującą się właśnie na pojedynkach, nie jest to zbyt imponujący wynik. Powodów słabości starć w „Bleachu” jest kilka. Pierwszy z nich to robienie ich wszystkich według tego samego schematu – na początku bohater przegrywa, co jest powszechne przy walkach z kapitanami oraz innymi potężnymi przeciwnikami, lub walka jest wyrównana, lecz pod koniec znajduje w sobie jakąś niezwykłą siłę, odkrywa jeden jedyny słaby punkt przeciwnika lub ktoś przybywa mu z pomocą. Efekt tego jest taki, że widząc gigantyczną przewagę kolejnego antagonisty Ichiga bądź któregoś z jego towarzyszy, nie zastanawiam się, jak on sobie z tym poradzi, gdyż i tak wiem, że możliwe jest tylko jedno z trzech opisanych przeze mnie zakończeń. Kolejną bolączką walk jest ich straszliwe przeciąganie. Powodem tego jest umieszczanie rozległych dialogów oraz monologów, w których bohaterowie opowiadają o tym, jak bardzo przeciwnik nie ma szans. Popularną opcją są też rozmowy o diabolicznych planach lub obrzucanie obelgami. Wielokrotnie chciałem powiedzieć: „Zacznijcie w końcu walczyć”, kiedy dialog rozciągał się na pół odcinka. Kolejny problem, przez który walki się dłużą, to mała efektywność ciosów. Jeśli widzę, że podczas wykonywania ataku energia wiruje dookoła bohatera, a wszystko zalewa poświata, to spodziewam się, że będzie on naprawdę miażdżący. Jest jednak zupełnie inaczej – zwykle uderzenia, choćby i najbardziej efektowne, kończą się jednym zadraśnięciem. Tym samym wracamy z powrotem do punktu pierwszego – przeciwnicy będą się tak „draskać”, dopóki ten dobry nie wpadnie na jedno z trzech możliwych zakończeń. Do tego walczący sami chcą jak najbardziej starcie wydłużyć, tłumacząc to chociażby sadystyczną przyjemnością męczenia bohatera. Na takie pomysły wpadają zwykle postacie dużo potężniejsze od swojego przeciwnika, co w efekcie daje słabszemu możliwość dojścia do – jakżeby inaczej – jednego z trzech możliwych i jedynych słusznych zakończeń. Zdaję sobie sprawę, że część opisanych przeze mnie wad, chociażby długie przemowy przed i w trakcie pojedynków, są dosyć powszechne w shōnenach. Nie czepiam się ich dlatego, że są nierealistyczne, a jedynie z powodu ich negatywnego wpływu na dynamizm walk. Jeśli jednak w innych produkcjach tego typu nie przeszkadzały ci one, starcia w „Bleachu” mogą przypaść ci do gustu.
Osobną kwestią dotyczącą walki są bankaie – najwyższe formy rozwoju miecza shinigamiego, efektowne i bardzo wyczerpujące ataki, co sprawia że nie mogą być wykorzystywane zbyt często. Mi jednak ten pomysł nie przypadł do gustu. O ile w początkowych odcinkach rozgrywających się w Soul Society pojedynki miały jeszcze coś wspólnego z fechtunkiem i były miejscami całkiem niezłe, to dalej bankaie wszystko psują przez swój często bzdurny wygląd – że wspomnę chociażby gigantycznego robaka lub bicz w kształcie kościanego węża. Sprawa ma się jeszcze gorzej po wyjściu z Soul Society – tam przeciwnicy używają tylko czegoś w rodzaju bankai, lecz są one dużo bardziej „pokemoniaste” – wśród nich spotkać można chociażby latający kwiatek lub wieloryba pływającego pod ziemią. Dałoby się co prawda wyłuskać spośród bankai ataki, które przypadły mi do gustu, np. Ichigo lub Byakui, ale są to pojedyncze przypadki.
Grafika i muzyka nie zrobiły na mnie wrażenia. Są poprawne, lecz zupełnie nie zapadają w pamięć. Co prawda niektóre utwory, które usłyszeć można podczas walk, całkiem nieźle podkreślają dynamikę, lecz reszta ścieżki dźwiękowej jest przeciętna. Projekty postaci, jak i tła są porządne. Zastrzeżenia można mieć odnośnie animacji – w czasie walk niczym nie ustępuje współczesnym produkcjom, lecz poza nimi jest zdecydowanie zbyt oszczędna i miejscami sztywna.
Muszę przyznać, że wynudziłem się przy tym anime i dotarłem do 111. odcinka jedynie z recenzenckiego obowiązku. Ciężko mi znaleźć w nim jakieś zalety – te kilka, które wymieniłem, ginie w zalewie schematyczności i braku dynamiki, które towarzyszą nam w czasie oglądania tego tasiemca. Ocena byłaby wyższa, gdyby całość trzymała poziom drugiego wątku. Mielibyśmy wtedy do czynienia z poprawnym shōnenem, odstającym jednak poziomem od chociażby „Naruto”. Jednak ta część liczy niecałe trzydzieści epizodów i bardzo słaba reszta ciągnie wszystko w dół. Jeśli jednak podobały ci się „Dragon Ball”, „Naruto” i inne podobne shōneny, możesz po Bleacha sięgnąć. Radzę jednak zakończyć oglądanie od razu po wyjściu z Soul Society – dalsze odcinki nie podobały się nawet wiernym fanom. Nadzieją jest powrót twórców do fabuły z mangi. Co prawda nie zrobiły one na mnie wrażenia, ale za wcześnie jeszcze, aby to oceniać.
| Funkcja | Imię i nazwisko |
| Reżyseria | Noriyuki Abe |
| Kompozycja serialu | Masashi Sogo |
| Dialogi | Genki Furumura, Masahiro Okubo, Masashi Sogo, Michiko Yokote, Natsuko Takahashi, Rika Nakase |
| Scenopis graficzny | Junya Koshiba, Kazunori Mizuno, Noriyuki Abe |
| Reżyseria odcinków | Akira Iwanaga, Kazunori Mizuno, Shigeki Hatakeyama, Takushi Kimura |
| Muzyka | Shirō Sagisu |
| Twórca oryginału | Kubotite |
| Projekt postaci | Masashi Kudo |
| Scenografia | Natsuko Suzuki, Sawako Takagi |
| Reżyseria animacji | Akio Kawamura, Manabu Fukazawa, Masashi Kudo, Masaya Onishi, Miyuki Ueda, Natsuko Suzuki, Seiji Kishimoto, Takeshi Yoshioka, Yoshimitsu Yamashita |
| Grafika komputerowa | Keisuke Nakamura |
| Efekty specjalne | Miho Suzuki |
| Wykonanie piosenek | Beat Crusaders, High and Mighty Color, Home Made Kazoku, Ikimono-gakari, JUNE, Mai Hoshimura, Orange Range, Rie Fu, Skoop on Somebody, SunSet Swish, Takacha, UVERworld, Younha, YUI |
| W rolach głównych | |
| Imię i nazwisko | Postać |
| Fumiko Orikasa | Rukia Kuchiki |
| Masakazu Morita | Ichigo Kurosaki |
| W pozostałych rolach | |
| Imię i nazwisko | Postać |
| Hiroki Yasumoto | Yasutora Sado |
| Kentarou Itou | Renji Abarai |
| Noriaki Sugiyama | Uryū Ishida |
| Satsuki Yukino | Yoruichi Shihōin |
| Shinichirō Miki | Kisuke Urahara |
| Takako Honda | Jinta Hanakari |
| Takayuki Sugo | Zangetsu |
| Yuki Matsuoka | Orihime Inoue |
| Chafurin | Grand Fisher |
| Akiko Hiramatsu | Kūkaku Shiba |
| Akio Ohtsuka | Shunsui Kyouraku |
| Aya Hisakawa | Retsu Unohana |
| Eiji Maruyama | Souken Ishida |
| Fumihiko Tachiki | Kenpachi Zaraki |
| Hajime Iijima | Umesada Toshimori |
| Hideo Ishikawa | Jyūchirō Ukitake |
| Hiroshi Matsumoto | Koganehiko |
| Hisayo Mochizuki | Kusajishi Yachiru |
| Ichirota Koizumi | Gitano Shigeo |
| Jun Fukuyama | Yumichika Ayasegawa, Kojima Mizuiro |
| Junko Noda | Tatsuki Arisawa |
| Katsuyuki Konishi | Keigo Asano, Hisagi Shūhei |
| Kaya Matsutani | Rangiku Matsumoto |
| Kayo Noumi | Mahana Natsui |
| Kazuhiro Nakata | Kagine-sensei |
| Kiyoyuki Yanada | Tessai Tsukabishi |
| Kouji Yusa | Gin Ichimaru |
| Kouki Miyata | Hanatarō Yamada |
| Kumi Sakuma | Momo Hinamori |
| Masaaki Tsukada | Shigekuni Yamamoto-Genryūsai |
| Masashi Yabe | Zennosuke Kurumadani |
| Miho Saiki | Rin Tsubokura |
| Minoru Aoyama | Yasochika Iemura |
| Mitsuaki Madono | Kon |
| Nobuyuki Hiyama | Ikkaku Madarame |
| Noriko Shitaya | Tsumugiya Ururu |
| Reiko Takagi | Sarugaki Hiyori |
| Romi Paku | Tōshiro Hitsugaya |
| Ryotaro Okiayu | Byakuya Kuchiki |
| Ryusei Nakao | Mayuri Kurotsuchi |
| Saki Nakajima | Chizuru Honshō |
| Sayaka Ohara | Masaki Kurosaki |
| Shigeru Chiba | Don Kanonji |
| Shiro Saito | Yoruichi Shihōin (postać zwierzęca) |
| Sho Hayami | Sōsuke Aizen |
| Susumu Chiba | Maki Ichinose |
| Takahiro Sakurai | Izuru Kira |
| Tarō Yamaguchi | Chōjirō Sasakibe |
| Tarusuke Shingaki | Koukichirō Takezoe |
| Tetsu Inada | Sajin Komamura |
| Tomoe Sakuragawa | Yuzu Kurosaki |
| Tomoko Kawakami | Fon Soi |
| Toshiharu Sakurai | Tatsufusa Enjōji |
| Toshihiko Seki | Kaien Shiba |
| Toshiyuki Morikawa | Isshin Kurosaki, Kaname Tōsen |
| Wataru Takagi | Ganju Shiba |
| Yukana Nogami | Isane Kotetsu |