Menu

 
 

Zaprzyjaźnione strony

 
Tanuki
Aleja Komiksu
Anime Heaven
Vegepic Anime
Dragon Ball Nao
Kage
VWORLD
GTW
Anime Dream
Rei Official Website
Japonia Dream
bleachHEART
Ghibli
Banzai!
 
 

Ocena recenzenta

5.0
Fabuła
4.5
Bohaterowie
7.0
Obraz
7.5
Muzyka i dźwięk
 
4.8
Ogółem
 
 

Zespół redakcyjny

5.5
Fabuła
5.2
Bohaterowie
6.5
Obraz
7.2
Muzyka i dźwięk
 
5.4
Ogółem
 
Oceny: 2
 
 

Podobne anime

2002
6.5
Naruto
 
 

Reklama

 
 

Dane podstawowe

 

Bleach


» ブリーチ (JAP)

 
Bleach

Ichigo to piętnastolatek widzący duchy. Pewnego dnia jest świadkiem walki dziewczyny z mieczem i potwora. Okazuje się być ona shinigami walczącą ze złymi duchami. Niedługo później zostaje ranna i przekazuje swą moc oraz miecz Ichigowi, aby przejął jej obowiązki. Wkrótce dołączają do niego inni wojownicy...

 
Produkcja
Serial TV
Premiera
5.10.2004
Ocena redakcji5.40
(dozwolone od lat 12)
dozwolone od lat 12
 
Użytkownicy
ocena
fragmentu
ocena
całości
6.94 (17)
8.00 (3)
Zaloguj się, aby móc oceniać.
 
odcinki 117 x 23 min - łącznie 2691 min
przypisania akcja, przygoda, dramat, pojedynki, nadprzyrodzone, shōnen
produkcjaStudio Pierrot, Dentsu, TV Tokyo
animacjaStudio Pierrot
ta recenzja Steelie   (27.01.2007) Ocena:   OcenaOcenaOcenaOcenaOcena   4.80
 
ANN AnimeNfo AnimeDB Anime Planet Tanuki Anime Lyrics Anime Web Turnpike Anime Wallpapers
 
 
 

Recenzja

 

Anime „Bleach” powstało na podstawie mangi, która od pierwszego rozdziału, opublikowanego w magazynie „Shōnen Jump” w sierpniu 2001 roku, stała się prawdziwym shōnenowym hitem. Gdy odcinki zebrano w pierwszy tom, sprzedał się on w 1,25 milionach egzemplarzy. Seria zgarnęła też Shogakukan Manga Award w kategorii shōnen. Jej ekranizacja doczekała się już dwóch OVA oraz jednej kinówki, a nowe epizody nadal są wypuszczane i nie ma planów odnośnie zakończenia ich tworzenia. Recenzja ta dotyczy wszystkich 111 odcinków jakie się do tej pory ukazały.

Ichigo Kurosaki ma piętnaście lat. Od jego rówieśników odróżnia go umiejętność widzenia duchów, posiadana także przez niektórych członków jego rodziny. Niespokojne dusze często proszą go o pomoc, jako że jest jedynym medium w okolicy. Pewnego razu jest świadkiem mającego miejsce w centrum miasta ataku wielkiego potwora na małą dziewczynkę. Monstrum zostaje pokonane przez tajemniczą dziewczynę z mieczem, ubraną w czarny samurajski strój. Jakby wszystko to nie było wystarczająco dziwne, przechodnie zdają się nie być świadomi dopiero co rozegranej walki i uważają zajście za wybuch gazu.

Dla Ichiga nie jest to jednak koniec wrażeń – w nocy przez okno do jego sypialni dostaje się dziewczyna z mieczem, którą widział wcześniej. Jest bardzo zdziwiona, gdy okazuje się, że Ichigo ją widzi. Rukia Kuchiki, bo tak owa dziewczyna się nazywa, opowiada mu o ciągłej walce, jaka ma miejsce w eterycznej sferze naszego świata. Ona sama jest shinigamim, duszą żyjącą w świecie niematerialnym, Soul Society. Jej zadaniem jest bronienie ludzi przed hollowami – złymi duchami, takimi jak ten widziany wcześniej przez Ichiga, oraz odsyłanie błąkających się dusz zmarłych ludzi do Soul Society. Rozmowę przerywa bohaterom atak kolejnego potwora, tym razem na dom głównego bohatera. Podczas walki Rukia zostaje ranna, przekazuje więc Ichigowi swoją energię oraz daje mu miecz, aby pokonał bestię. Jak można się domyślić, udaje mu się to i od tej pory musi w zastępstwie osłabionej shinigami wykonywać jej obowiązki. Cały czas jest przy tym obserwowany, gdyż Rukia podszywa się pod uczennicę jego szkoły, aby w wypadku ataku hollowa wyzwolić duszę Ichiga z ciała i posłać ją do walki.

Nasz bohater sprawuje swoje obowiązki doskonale, radząc sobie ze wszystkimi zagrożeniami. Wkrótce przyłączają się do niego inni uczniowie, którzy w momencie spotkania już umiejętność widzenie duchów mają lub wkrótce ją posiądą. Drużynę tworzą Inoue, używająca do walki wróżek, co według mnie jest okropnym, wręcz komicznym pomysłem, Chad, milczący osiłek, potrafiący zamieniać swoje ramię w twarde jak skała narzędzie bojowe, oraz Ishida, łucznik potrafiący miotać energetyczne strzały, początkowo przeciwnik Ichiga, później stający się sprzymierzeńcem. W pewnym momencie po Rukię przybywają inni shinigami. Okazuje się, że dawanie swojej energii zwykłemu człowiekowi jest zabronione i karą za ten czyn jest śmierć. Bohaterowie postanawiają wyruszyć skazanej na pomoc.

Seria jest wyraźnie podzielona na cztery części. Pierwsza, której akcja ma miejsce w prawdziwym świecie, to niepowiązane ze sobą walki z hollowami oraz spotkania wszystkich głównych bohaterów. Druga to walka z shinigami w Soul Society w celu odbicia Rukii. Nie zdradzę wiele mówiąc, że w końcu udaje się drużynie powrócić do świata realnego. Wtedy pojawia się zupełnie nowy wątek fabularny, początkowo zupełnie niezwiązany z poprzednimi wydarzeniami. Nie jest on oparty na mandze i pełni rolę fillera, co niestety widać aż za dobrze. Od 110. odcinka seria wraca do mangowego pierwowzoru. Część druga jest zdecydowanie najlepsza, nie świadczy to jednak o jej wyjątkowej jakości, a raczej o słabości części pozostałych.

Spora część serii rozgrywa się w Soul Society, jego struktura jest więc pokazana dosyć dokładnie. Podzielone jest na dwie części – Seireitei oraz Rukongai. W tej pierwszej żyją shinigami, będąc czymś w rodzaju arystokracji wojowniczej. Ich zadaniem jest nie tylko operowanie w rzeczywistym świecie, lecz także obrona Soul Society. Podzieleni są na trzynaście oddziałów, każdy dowodzony przez kapitana, wspomaganego przez wicekapitana. Z kolei Rukongai przypomina dzielnicę biedoty. Liche, podniszczone chaty, głodujący ludzie. Co niezbyt optymistyczne, według autora to właśnie tam trafiają dusze po śmierci. Istnieje jednak możliwość przedostania się z jednej strefy do drugiej – trzeba dostać się do akademii shinigami.

Muszę przyznać, że wizja zaświatów mnie zawiodła. Nie jest to zupełnie inny świat, a jedynie uproszczona wersja społeczeństwa klasowego sprzed kilkuset lat. W Seireitei istnieje rada rządząca całym Soul Society, wszyscy shinigami mają swoje miejsce w hierarchii, nawet biurokracja jest podobna do tej „po drugiej stronie”. Nie ma w tym pomyśle nic, czego w naszym świecie już by nie było, całość nie została zaprojektowana tak, aby wszystko miało sens i jednocześnie było oryginalne, stanowi jedynie dobre tło do walk – cała wielka strefa pełna wojowników, do tego co pewien czas pojedynki z „bossami” – kapitanami.

Fabuła nie jest zbyt oryginalna, bazuje na schematach. Nie jest co prawda zupełnie beznadziejna, gdyż co pewien czas pojawiają się całkiem dobre zwroty akcji, dzięki którym anime staje się ciekawsze. Historia jednak jest nieskomplikowana i gdyby przenieść nacisk z walk na fabułę całość zamknęłaby się w kilkunastu odcinkach. W związku z tym owe zwroty akcji następują raz na trzydzieści epizodów, reszta jest rozwlekła i nie potrafiła mnie zainteresować. Do tego całość jest miejscami mocno naciągana i miałem wrażenie, że autor najpierw wymyślił, co ma się stać, a dopiero później dopasował do tego działania postaci, nawet jeśli nie było to zgodne z ich psychiką lub po prostu zdrowym rozsądkiem. Przykład tego mamy po wydostaniu się z Soul Society drużyny głównych bohaterów, kiedy to do prawdziwego świata rusza za nimi niezależnie całkiem sporo postaci, które wcześniej spotkali. Uzasadnienia tych nagłych zesłań są po prostu słabiutkie, widać że chodziło po prostu o zebranie wszystkich ważniejszych bohaterów z powrotem w jedną grupę. Żeby nas nie rozpieszczać za bardzo sensowną opowieścią, wszystko co jest w niej dobre, zawarto w części rozgrywającej się w Soul Society. Część pierwsza to tylko luźne pojedynki z hollowami, nie powiązane zbyt mocno fabularnie, zaś wątek rozwijający się po wyjściu z zaświatów to już naciągane, krańcowo nudne dno. Historii rozwijającej się po powrocie fabuły do tej mangowej nie mogę ocenić, gdyż ukazały się dopiero dwa odcinki. Choć muszę przyznać, że zapowiada się coś podobnego do trzeciego wątku, a to nie wróży dobrze. Jest to jednak tylko przeczucie i wszystko może się zmienić.

Po bohaterach shōnena nie spodziewałem się skomplikowanej psychiki i tak jest w istocie. W anime walczonych jednak ważne jest, aby postacie miały własny styl wyróżniający je spośród innych. Składają się na to wygląd, sposób walki, styl wypowiedzi. Tu tego brakuje, nawet jeśli jakaś postać podoba mi się ze względu na umiejętności bojowe, to dyskwalifikuje ją okropny charakter, zupełnie nierealistyczny lub irytujący. Do tego większość liczących się bohaterów ma straszliwą, dramatyczną i burzliwą przeszłość. Możemy być pewni, że jeśli ktoś jest jeszcze „czysty”, to na pewno dowiemy się niedługo, że jego matka, brat, mentor lub ktoś podobny został zabity, ewentualnie miał okropne dzieciństwo lub zdradził go najbliższy przyjaciel. W ten sposób dochodzimy do następnego elementu owych mrocznych przeszłości, a mianowicie konotacji między bohaterami. Kiedy po raz kolejny oglądałem retrospekcję lub wyznanie, z którego dowiadywałem się, że dwaj bohaterowie są zaginioną rodziną lub dawnymi przyjaciółmi, reagowałem podobnie jak na równie dramatyczne sceny w brazylijskich telenowelach – czyli chichotem.

Wyróżniającą się pod względem słabości grupą postaci są ci pozytywni. Drażni ich szlachetność sprawiająca, że są po prostu nieludzcy. Wszyscy zawsze staną w obronie niewinnych, nigdy nie zostawią przyjaciela w potrzebie. Jeśli już uciekają, to tylko przed przeciwnikiem, z którym nie mają żadnych szans i, o dziwo, nie ma akurat nikogo do ratowania. Gdyby okazali choć odrobinę egoizmu lub negatywnych emocji, na pewno sprawiłoby to, że nie byliby tak miałcy i bezbarwni. A tak mamy niestety do czynienia z grupą cukierkowych chłopców i dziewczynek.

Wiele razy spotykałem się z sytuacją, gdy to bohaterowie negatywni byli najciekawsi w całym filmie lub książce. W „Bleachu” także pojawi się paru geniuszy zła, lecz ich podstawową wadą jest brak oryginalności. Wszyscy albo chcą zdobyć wielką władzę, albo dokonać zemsty – ile razy takie motywacje pojawiały się u różnych niemilców, że wspomnę choćby Bonda? Różnica polega jednak na tym, że Goldfinger albo Blofeld mieli styl, czego antybohaterom w serii przeze mnie opisywanej wyraźnie brakuje. W efekcie są oni bezbarwni, nie budzą żadnych emocji. Niezbyt interesowało mnie, czy Złemu uda się wykonać diaboliczny plan, ponieważ jego działania zupełnie mnie nie ruszały. Co więcej, bohaterowie negatywni całymi garściami czerpali z wielkiego gara schematów w postępowaniu w stosunku do herosów. Bo co powinno się zrobić z ledwie żywym przeciwnikiem, który nie ma już szans na nas uderzyć? Oczywiście zostawić go nie sprawdzając, czy zginął lub pozwolić mu uciec. Wyjątkiem w tym towarzystwie jest Kurotshuchi Mayuri – postać oryginalna i ciekawa zarówno pod względem wyglądu i sposobu walki, jak i charakteru oraz motywacji. Do tego nie jest on jednoznacznie zły, co tylko dodaje mu kolorytu. Wszystko byłoby bardzo dobrze, gdyby nie jego bankai, ale o tym za chwilę.

Niezwykle ważnym, a nawet kluczowym elementem serii, są walki. Problem polega na tym, że, poza paroma wyjątkami, nie wzbudzały one we mnie zbytnich emocji – a jak na serię liczącą ponad sto odcinków i koncentrującą się właśnie na pojedynkach, nie jest to zbyt imponujący wynik. Powodów słabości starć w „Bleachu” jest kilka. Pierwszy z nich to robienie ich wszystkich według tego samego schematu – na początku bohater przegrywa, co jest powszechne przy walkach z kapitanami oraz innymi potężnymi przeciwnikami, lub walka jest wyrównana, lecz pod koniec znajduje w sobie jakąś niezwykłą siłę, odkrywa jeden jedyny słaby punkt przeciwnika lub ktoś przybywa mu z pomocą. Efekt tego jest taki, że widząc gigantyczną przewagę kolejnego antagonisty Ichiga bądź któregoś z jego towarzyszy, nie zastanawiam się, jak on sobie z tym poradzi, gdyż i tak wiem, że możliwe jest tylko jedno z trzech opisanych przeze mnie zakończeń. Kolejną bolączką walk jest ich straszliwe przeciąganie. Powodem tego jest umieszczanie rozległych dialogów oraz monologów, w których bohaterowie opowiadają o tym, jak bardzo przeciwnik nie ma szans. Popularną opcją są też rozmowy o diabolicznych planach lub obrzucanie obelgami. Wielokrotnie chciałem powiedzieć: „Zacznijcie w końcu walczyć”, kiedy dialog rozciągał się na pół odcinka. Kolejny problem, przez który walki się dłużą, to mała efektywność ciosów. Jeśli widzę, że podczas wykonywania ataku energia wiruje dookoła bohatera, a wszystko zalewa poświata, to spodziewam się, że będzie on naprawdę miażdżący. Jest jednak zupełnie inaczej – zwykle uderzenia, choćby i najbardziej efektowne, kończą się jednym zadraśnięciem. Tym samym wracamy z powrotem do punktu pierwszego – przeciwnicy będą się tak „draskać”, dopóki ten dobry nie wpadnie na jedno z trzech możliwych zakończeń. Do tego walczący sami chcą jak najbardziej starcie wydłużyć, tłumacząc to chociażby sadystyczną przyjemnością męczenia bohatera. Na takie pomysły wpadają zwykle postacie dużo potężniejsze od swojego przeciwnika, co w efekcie daje słabszemu możliwość dojścia do – jakżeby inaczej – jednego z trzech możliwych i jedynych słusznych zakończeń. Zdaję sobie sprawę, że część opisanych przeze mnie wad, chociażby długie przemowy przed i w trakcie pojedynków, są dosyć powszechne w shōnenach. Nie czepiam się ich dlatego, że są nierealistyczne, a jedynie z powodu ich negatywnego wpływu na dynamizm walk. Jeśli jednak w innych produkcjach tego typu nie przeszkadzały ci one, starcia w „Bleachu” mogą przypaść ci do gustu.

Osobną kwestią dotyczącą walki są bankaie – najwyższe formy rozwoju miecza shinigamiego, efektowne i bardzo wyczerpujące ataki, co sprawia że nie mogą być wykorzystywane zbyt często. Mi jednak ten pomysł nie przypadł do gustu. O ile w początkowych odcinkach rozgrywających się w Soul Society pojedynki miały jeszcze coś wspólnego z fechtunkiem i były miejscami całkiem niezłe, to dalej bankaie wszystko psują przez swój często bzdurny wygląd – że wspomnę chociażby gigantycznego robaka lub bicz w kształcie kościanego węża. Sprawa ma się jeszcze gorzej po wyjściu z Soul Society – tam przeciwnicy używają tylko czegoś w rodzaju bankai, lecz są one dużo bardziej „pokemoniaste” – wśród nich spotkać można chociażby latający kwiatek lub wieloryba pływającego pod ziemią. Dałoby się co prawda wyłuskać spośród bankai ataki, które przypadły mi do gustu, np. Ichigo lub Byakui, ale są to pojedyncze przypadki.

Grafika i muzyka nie zrobiły na mnie wrażenia. Są poprawne, lecz zupełnie nie zapadają w pamięć. Co prawda niektóre utwory, które usłyszeć można podczas walk, całkiem nieźle podkreślają dynamikę, lecz reszta ścieżki dźwiękowej jest przeciętna. Projekty postaci, jak i tła są porządne. Zastrzeżenia można mieć odnośnie animacji – w czasie walk niczym nie ustępuje współczesnym produkcjom, lecz poza nimi jest zdecydowanie zbyt oszczędna i miejscami sztywna.

Muszę przyznać, że wynudziłem się przy tym anime i dotarłem do 111. odcinka jedynie z recenzenckiego obowiązku. Ciężko mi znaleźć w nim jakieś zalety – te kilka, które wymieniłem, ginie w zalewie schematyczności i braku dynamiki, które towarzyszą nam w czasie oglądania tego tasiemca. Ocena byłaby wyższa, gdyby całość trzymała poziom drugiego wątku. Mielibyśmy wtedy do czynienia z poprawnym shōnenem, odstającym jednak poziomem od chociażby „Naruto”. Jednak ta część liczy niecałe trzydzieści epizodów i bardzo słaba reszta ciągnie wszystko w dół. Jeśli jednak podobały ci się „Dragon Ball”, „Naruto” i inne podobne shōneny, możesz po Bleacha sięgnąć. Radzę jednak zakończyć oglądanie od razu po wyjściu z Soul Society – dalsze odcinki nie podobały się nawet wiernym fanom. Nadzieją jest powrót twórców do fabuły z mangi. Co prawda nie zrobiły one na mnie wrażenia, ale za wcześnie jeszcze, aby to oceniać.

 
 

Komentarze

 
 

Przykładowe kadry

 

Odnośniki związane z tematem

 
 

Twórcy

 
 

Obsada

W rolach głównych
 
Imię i nazwisko Postać
Fumiko Orikasa Rukia Kuchiki
Masakazu Morita Ichigo Kurosaki
W pozostałych rolach
 
Imię i nazwisko Postać
Hiroki Yasumoto Yasutora Sado
Kentarou Itou Renji Abarai
Noriaki Sugiyama Uryū Ishida
Satsuki Yukino Yoruichi Shihōin
Shinichirō Miki Kisuke Urahara
Takako Honda Jinta Hanakari
Takayuki Sugo Zangetsu
Yuki Matsuoka Orihime Inoue
Chafurin Grand Fisher
Akiko Hiramatsu Kūkaku Shiba
Akio Ohtsuka Shunsui Kyouraku
Aya Hisakawa Retsu Unohana
Eiji Maruyama Souken Ishida
Fumihiko Tachiki Kenpachi Zaraki
Hajime Iijima Umesada Toshimori
Hideo Ishikawa Jyūchirō Ukitake
Hiroshi Matsumoto Koganehiko
Hisayo Mochizuki Kusajishi Yachiru
Ichirota Koizumi Gitano Shigeo
Jun Fukuyama Yumichika Ayasegawa, Kojima Mizuiro
Junko Noda Tatsuki Arisawa
Katsuyuki Konishi Keigo Asano, Hisagi Shūhei
Kaya Matsutani Rangiku Matsumoto
Kayo Noumi Mahana Natsui
Kazuhiro Nakata Kagine-sensei
Kiyoyuki Yanada Tessai Tsukabishi
Kouji Yusa Gin Ichimaru
Kouki Miyata Hanatarō Yamada
Kumi Sakuma Momo Hinamori
Masaaki Tsukada Shigekuni Yamamoto-Genryūsai
Masashi Yabe Zennosuke Kurumadani
Miho Saiki Rin Tsubokura
Minoru Aoyama Yasochika Iemura
Mitsuaki Madono Kon
Nobuyuki Hiyama Ikkaku Madarame
Noriko Shitaya Tsumugiya Ururu
Reiko Takagi Sarugaki Hiyori
Romi Paku Tōshiro Hitsugaya
Ryotaro Okiayu Byakuya Kuchiki
Ryusei Nakao Mayuri Kurotsuchi
Saki Nakajima Chizuru Honshō
Sayaka Ohara Masaki Kurosaki
Shigeru Chiba Don Kanonji
Shiro Saito Yoruichi Shihōin (postać zwierzęca)
Sho Hayami Sōsuke Aizen
Susumu Chiba Maki Ichinose
Takahiro Sakurai Izuru Kira
Tarō Yamaguchi Chōjirō Sasakibe
Tarusuke Shingaki Koukichirō Takezoe
Tetsu Inada Sajin Komamura
Tomoe Sakuragawa Yuzu Kurosaki
Tomoko Kawakami Fon Soi
Toshiharu Sakurai Tatsufusa Enjōji
Toshihiko Seki Kaien Shiba
Toshiyuki Morikawa Isshin Kurosaki, Kaname Tōsen
Wataru Takagi Ganju Shiba
Yukana Nogami Isane Kotetsu
 
Start
 »
Redakcja
,
FAQ
,
Zaprzyjaźnione strony
,
Wymiana bannerów

Anime
 »
Recenzje
,
Zajawki
,
Tytuły
,
Postacie
,
Seiyū
,
Twórcy
,
Studia
Słowniczek
 »
Katalog
,
Indeks

Artykuły
Forum
Galeria
Kino azjatyckie
 »
Recenzje
,
Tytuły
,
Aktorzy
,
Twórcy

Linkownia
 »
Katalog
,
Lista
,
Kategorie
,
Typy witryn