Minął rok od momentu pojawienia się Belldandy w życiu Keiichiego. Niestety, w wyniku ostatniej afery wywołanej przez Pana Terroru, uszkodzone zostały dane w Ydgrasilu, które odnosiły się do kontraktu zawartego między nimi. Jeśli niczego nie wymyślą, bogini będzie musiała wrócić do Nieba...
| odcinki | 22 x 24 min - łącznie 528 min | |
| przypisania | komedia, romans, proza życia, harem, seinen | |
| produkcja | Bandai Visual, Geneon, Kodansha, TBS | |
| animacja | AIC | |
| związane | Oh! My Goddess (2005) - prequel The Adventures of Mini-Goddess (1998) - nawiązanie |
|
| ta recenzja | Dark Rael (11.12.2006) | Ocena: ![]() ![]() ![]() ![]() 6.75 |
Kolejna i prawdopodobnie nie ostatnia odsłona serialu poświęconego pewnemu studentowi i trzem boginiom nie była przeze mnie specjalnie oczekiwana. Poprzednia część była do pewnego stopnia nudna, a sam pomysł, który ma już niemal dwadzieścia lat, spowszedniał na tyle, że trudno już się nim zachwycać. Pierwsze odcinki „Sorezore no tsubasa” wydawały się potwierdzać moje obawy. Niezdecydowany Keiichi, przesłodzona Belldandy... Wizja dłuższej obserwacji tych dwojga nie napawała optymizmem. Autor mangi, Kousuke Fujishima, musiał jednak zdawać sobie z tego sprawę, ponieważ postarał się o solidne urozmaicenie, wprowadzając do kolejnych tomów mangi wiele nowych postaci. Czy to wystarczyło, aby ponownie zaciekawić fanów boginek, którzy w zeszłym roku odkryli tę historyjkę? O tym za chwilę...
Po rozprawieniu się z Panem Terroru wszystko w Niebie i na Ziemi wróciło do normy. Keiichi i Belldandy kontynuowali swój romans w żółwim tempie, mimo wyraźnych sugestii Megumi i Urd, że etap trzymania się za ręce już dawno powinni mieć za sobą. Urd mieszała kolejne szatańskie mikstury i nałogowo oglądała telewizję, rywalizując czasem ze Skuld o to, kto jest silniejszy. Skuld tymczasem konstruowała kolejne genialne zabawki i trenowała, aby móc stać się dorosłą boginią. Nadal też pilnowała, żeby Keiichi przypadkiem za bardzo nie zbliżył się do jej ukochanej starszej siostry.
Pojawił się jednak pewien problem. W wyniku ostatniej afery uszkodzone zostały dane w Ydgrasilu, które odnosiły się m.in. do kontraktu Keiichiego z Belldandy. Innymi słowy, kontrakt przestał obowiązywać, o czym powiadomił zdruzgotanego Keiichiego sam Stwórca... Takim oto trzęsieniem ziemi rozpoczyna się druga część serialu telewizyjnego „Ah! My Goddess”. A to dopiero początek kolejnej dawki przygód trójki bogiń i przeciętnego studenta, który rok wcześniej „przypadkiem” dodzwonił się na infolinię boskiej agencji spełniania życzeń. W ten oto sposób jego dotychczasowe spokojne życie zmieniło się w niebiańskie piekiełko... No dobrze, aż tak źle to mu nie było, niemniej jednak trzy boginie wokół jednego studenta to chyba lekka przesada...? Napisałem trzy? Nie, to oczywiście koszmarna pomyłka! Jeśli Keiichi myślał, że czwarta mu się upiecze, to się grubo mylił. Owa czwarta dama, Peorth zwana, swym kuszącym wyglądem zniewolić by mogła i samego diabła. Pojawiła się w świątyni zamieszkiwanej przez naszych ulubieńców z zamiarem spełnienia kolejnego życzenia Keiichiego, który znowu wykręcił sobie numer... Ten to ma szczęście... Żeby jeszcze wiedział, jak to wykorzystać – bo nie ma to jak niezdecydowany klient, któremu nie potrafi dogodzić nawet bogini pierwszej klasy!
Tego byłoby jednak jeszcze za mało. Mściwa Sayoko będzie znowu kombinować, jak umówić się wreszcie z jedynym opornym na uczelni, który nie uznawał jej „boskości” i plugawił swym nazwiskiem listę niezdobytego męskiego pogłowia studenckiego. Tym razem sięgnie po polskie środki perswazji... Marller, nadal zdeterminowana, obmyślać będzie kolejne plany utrudniania boginiom wykonywania obowiązków służbowych. Jej szkodliwość przysporzy im kilku ciekawych problemów. Do rozwiązania jednego z nich zaproszą nawet pewną przemiłą diablicę. Oczywiście nie bez czegoś w zamian. Z mniej kłopotliwych gości pojawi się niesławny Troubadour – duch kwiatów śliwy, dawny znajomy Urd, który bardzo lubi śpiewać robaczywe piosenki, szczególnie jak coś go zdenerwuje, a zdenerwuje go nieraz... Będą też inni przeróżni goście, jedni mniej, inni bardziej kłopotliwi, co nie przeszkodzi Keiichiemu i Belldandy powoli zbliżać się do siebie. Powoli, bo oboje są w tym równie dobrzy...
W drugiej części ekranizacji „Ah! My Goddess” twórcy postanowili już trochę mniej kurczowo trzymać się oryginału. Nadal jest to jednak w dużej mierze zgodne z mangą. Pozmieniano trochę kolejność, np. mistrzyni ninja pojawia się tu później niż w mandze. Pewne rzeczy wyeliminowano, inne zmieniono, np. interwencja piekielna dotyczy w anime nie Peorth, a Urd i nie pojawia się tam Welsper. Ten konkretny przypadek można wytłumaczyć sporym przeskoczeniem wydarzeń w mandze. Ekranizacja rozpoczyna się w okolicach końcówki tomu ósmego, kończąc na fragmencie tomu czternastego, po czym mamy fragment tomu osiemnastego i całą historię związaną z Hildą. Ten skok był potrzebny do finału „Sorezore no tsubasa”, w którym Daimakaicho znów odgrywa ważną rolę. O ile się nie mylę, jest to wątek wymyślony przez twórców ekranizacji, którzy, aby go zrealizować, musieli najpierw Hildę poprawnie przedstawić, stąd też całe zamieszanie.
Wielu fanów nurtuje zapewne pytanie, czy warto sięgnąć po tę kontynuację. Sam spodziewałem się nudnego sequelu, bez ciekawszych pomysłów, czy raczej z tymi samymi pomysłami wykorzystanymi na nowo. Początkowe odcinki wydawały się potwierdzać moje obawy, ale ostatecznie mogę powiedzieć, że ten sezon gorszy od pierwszego raczej nie był. Ktoś, kto lubi tego typu historyjki, powinien być mimo wszystko zadowolony. Dodatki w rodzaju Peorth i Hildy czy też epizod z wojowniczkami ninja odpowiednio rozruszały ten sezon, a debiut Noble Scarlet okazał się bardzo sympatycznym elementem w nudnym wątku dorastania Skuld. Kousuke Fujishima jest dosyć solidnym twórcą, z odpowiednim poczuciem humoru i umie czasem pozytywnie zaskoczyć, a że tytuł ten jest lekko przesłodzony, miejscami dziecinny i nudnawy... cóż, niektórym to akurat nie przeszkadza.
Jeśli chodzi o wykonanie, to jest ono z grubsza identyczne. W obrazie trudno doszukać się jakichś różnic, nadal jest to przeciętność, która tylko miejscami wybija się ponad poziom. Muzycznie natomiast odczuć można pogorszenie jakości. Nowy opening jest kiepski, zwłaszcza w porównaniu z pierwszym sezonem. Dudy tutaj użyte nie bardzo pasują do całego utworu i tak naprawdę drażnią, zamiast być jego ozdobą i nawet Yōko Ishida nie wiele mogła tu pomóc. Ending natomiast wypadł znacznie lepiej. W muzyce tła niewiele się zmieniło, nadal jest solidny melodyjny soundtrack, któremu nic właściwie zarzucić nie można.
Na koniec wypada zapytać: co dalej? Sprawa trzeciej odsłony serialu telewizyjnego „Ah! My Goddess” nie jest jasna, bo o ile materiału zostało jeszcze sporo, to wykorzystano już chyba wszystkie ciekawsze wątki. Historia Keiichiego i Belldandy nie została jednak zakończona, więc jest bardzo prawdopodobne, że pojawi się przynajmniej jakiś film, choć z drugiej strony anime urwane przed finałem zdarzały się już w przeszłości wielokrotnie...
| Funkcja | Imię i nazwisko |
| Reżyseria | Hiroaki Gohda |
| Kompozycja serialu | Hiroaki Gohda |
| Muzyka | Shiroh Hamaguchi |
| Twórca oryginału | Kousuke Fujishima |
| Projekt postaci | Hidenori Matsubara |
| Scenografia | Hiroshi Kato |
| Reżyseria animacji | Hidenori Matsubara |
| Projekt obiektów mechanicznych | Toshiharu Murata |
| Wykonanie piosenek | Jukai, Yōko Ishida |
| W rolach głównych | |
| Imię i nazwisko | Postać |
| Aya Hisakawa | Skuld |
| Kikuko Inoue | Belldandy |
| Masami Kikuchi | Keiichi Morisato |
| Yumi Touma | Urd |
| W pozostałych rolach | |
| Imię i nazwisko | Postać |
| Gara Takashima | Hild |
| Issei Futamata | Ōtaki |
| Kiyoyuki Yanada | Toraichi Tamiya |
| Mamiko Noto | Sayoko Mishima |
| Rei Sakuma | Peorth |
| Satomi Koorogi | Sora Hasegawa |
| Urara Takano | Marller |
| Yuriko Fuchizaki | Megumi Morisato |
| Asami Sanada | Shiho Sakakibara |
| Emi Shinohara | Kodama |
| Kouichi Yamadera | Troubadour |
| Yuka Imai | Chihiro Fujimi |
| Romi Paku | Sentaro Kawanishi |