Po świecie od wieków krążą legendy o przerażających białowłosych dzieciach, które nie mogą ani dorosnąć, ani umrzeć... To dzieci z Béfort, małej belgijskiej wioski, gdzie w XV wieku po raz pierwszy widziano owe istoty. Teraz, w XXI wieku, na Archipelagu Wschodnim znów pojawiły się niebieskookie i nad wyraz poważne dzieci...
| odcinki | 26 x 24 min - łącznie 624 min | |
| przypisania | przygoda, fantasy, sf, dramat | |
| produkcja | Nippon Animation | |
| ta recenzja | Daldow (8.12.2006) | Ocena: ![]() ![]() ![]() ![]() 8.00 |
Czy potraficie wyobrazić sobie ogrom samotności tak wielki, że nie jest w stanie go przekreślić nawet śmierć? Banał, powiecie? Cóż, pisanie o uczuciach jest niemalże równie absurdalne jak próba kreślenia mapy wszechświata... Zaraz, zaraz. O czym to ja miałem? A tak, już wiem. Jakiś czas temu przy okazji recenzji „Hotori: Tada saiwai wo koinegau” określiłem dość fortunnie anime jako „kino emocji”. Dziś przypomniałem sobie to stwierdzenie. Na nowo przypomniałem sobie, co jest siłą owych mistycznych „chińskich bajek”, których kiedyś unikałem. Tą prostą prawdę po raz kolejny uświadomił mi tytuł z gruntu niepozorny i raczej mało popularny. Mam tu na myśli anime o całkowicie mylnym skojarzeniowo tytule „Fantastic Children” (przyznam się, że gdy jeszcze nie wiedziałem o tej produkcji nic, sam tytuł skutecznie mnie odstraszał i budził raczej skojarzenia z amerykańskim komiksem aniżeli czymś z Kraju Kwitnącej Wiśni). Ciężko określić, co zdecydowało o małej popularności tytułu. W mojej recenzji postaram się jednak wykazać, że zignorowanie tego tytułu przez fana tego typu wartościowego anime jest czynem niemalże karygodnym.
Produkcją „Fantastic Children” zajęło się dość zasłużone w branży animacyjnej Nippon Animation – studio znane między innymi ze starszych tytułów, jak „Future Boy Conan” w reżyserii Hayao Mizayakiego czy znanego w Polsce „Kapitana Tsubasy”. Studio to także charakteryzuje się ekranizacjami baśni, np. „Piotruś Pan”, często tematyką ich produkcji były przygodówki – zwykle dla młodszej widowni. Reżyserii „Fantastic Children” podjął się znany z m.in. z „A Tree of Palme” oraz jednej z części 9-odcinkowego cyklu „Robot Carnival” Takashi Nakamura. Dorobek raczej niezbyt szokujący, choć interesujący. Zanim jednak przyjdzie czas na oceny, kilka zdań odnośnie fabuły.
Rok 1853. Holandia. Pośród strug deszczu spaceruje pięcioletni chłopiec ze swoją małą siostrzyczką. Nie wygląda jednak zwyczajnie. Ma całkowicie białe włosy oraz jasne, niebieskie oczy. Spogląda właśnie przed siebie i widzi grupkę dzieci podobnych do niego. Ponure, w długich czarnych płaszczach, stoją na wytartym bruku holenderskiego miasta. Ma miejsce rozmowa, po której chłopiec wybucha płaczem i tuli się do matki. Wyraźnie zaszokowana reszta dzieci odchodzi. Jakiś czas później dziwny kolor oczu i włosów chłopca, zmienia się w całkowicie zwyczajny. Chłopiec ten nazywał się Konrad Röntgen. Zdziwieni? To dopiero początek. Prawie pięćdziesiąt lat później na wyspach Archipelagu Wschodniego nieznany fotoreporter Bob Cooks wykonuje zdjęcie szóstki białowłosych dzieci. Chwilę potem traci przytomność, by obudzić się pośród nagich zwłok 11-latków. Znajdzie także tajemniczy czarny kamień. O wszystkim powiadamia znajomego naukowca, Radcliffe’a. Ten po ponad 20 latach badań nad kamieniem odkryje straszną tajemnicę... tajemnicę dzieci z Béfort, małej belgijskiej wioski, gdzie jeden z mnichów w 1489 roku opisał grupę białowłosych dzieci. Inne źródła także wskazują na istnienie na przełomie wielu wieków tajemniczych, przerażających dzieci. Jest rok 2012. Detektyw Cooks zajmuje się sprawą zniknięcia kilku białowłosych dzieci... Kim, a raczej czym, są dzieci z Béfort? O tym przekonać musicie się sami.
Podczas 26 odcinków „Fantastic Children” będziemy mieli okazję poznać kilku bohaterów. Nie będą to tylko wspomniane dzieci z Béfort i detektyw Cooks. Do „dziecięcej” części postaci dołączy małomówna i zamknięta w sobie Helga, która wciąż rysuje ten sam dziwny obrazek (przyłączam się tutaj do opinii innego recenzenta – rzeczywiście ma on w sobie coś niejednoznacznie intrygującego). Helga jest sierotą, a jedyną osoba, na którą może liczyć, jest młodszy od niej rozrabiaka Chitto. We dwójkę kilkukrotnie będą próbować uciec z domu dziecka aby odnaleźć miejsce z obrazka Helgi. Pomóc tej dwójce będzie się starał zwariowany i impulsywny, ale jednocześnie troskliwy i opiekuńczy Thoma. Do postaci wnoszących coś do fabuły zaliczyć należy także doktor Ghertę Hawksbee oraz budzącego grozę chłopca o imieniu Dumas.
Na początek należy wspomnieć z obowiązku, że fabuła prowadzona jest w sposób ciągły i początkowo rozgrywa się na kilku płaszczyznach czasoprzestrzennych. Poznajemy wiele faktów i drobiazgów, które będą miały duże znaczenie dla całości. Daty, fakty, ludzie, miejsca – te wszystkie informacje przedstawiane są w stonowany i umiejętnie rozplanowany sposób, pozostawiając jedynie strzępy zbędnych informacji. Twórcom udała się rzadka sztuka – otóż widać, że od początku do końca był tutaj koncept prowadzenia fabuły. Jest to jak najbardziej godne pochwalenia. Jakość fabularna serii jest raczej poza drobnymi wyjątkami równa. Dodatkowo ujawniane kolejnych fragmentów skomplikowanej układanki nie odbywa się jednostajnie. Historia dzieci z Béfort to dopiero czubek góry lodowej, którą będziemy kruszyć powoli i skrupulatnie przez cały czas trwania serii. Niespodziewanie coś, co uważaliśmy dotychczas za thriller czy horror, potrafi w mgnieniu oka zmienić się w regularne fantasy. Za płynne połączenie obu tych konwencji również należą się głosy uznania.
Historia stricte ze świata fantasy nie należy jednak do nowatorskich. Widzieliśmy już to setki razy. A jednak... Jednak jest w niej coś interesującego. Niektórych razić może też eksponowanie wątku melodramatycznego. Mimo całego zaangażowania w losy bohaterów wyczułem tu ślady natrętnej ckliwości. Uczciwie jednak przyznaję, że na zabiegi takie jestem raczej przeczulony, więc część z was, drodzy czytelnicy, może tego nie zauważyć (bądź może im się to nawet spodobać).
Twórcy czerpią inspiracje z wielu źródeł. Znajdziemy tu odwołania do mitologii greckiej, buddyzmu, taoizmu, literatury europejskiej i wielu innych, które mają mniejsze znaczenie dla fabuły. Nie mogłem tez oprzeć się wrażeniu zbliżenia fabuły tego tytułu do interaktywnych tytułów ze studia Square. I nie mam tu na myśli jedynie motywów jednoznacznie dla tej serii charakterystycznych, a tę kapkę „czegoś”, która się w recenzowanym tytule w mojej skromnej opinii się znalazła.
Ciężko znaleźć tu jakiś nowatorski typ charakterologiczny postaci. Prawie każdy bohater może zostać zaszufladkowany w konkretne schematy. Jednak tutaj postaci nie miały w końcu nas szokować czy zaskakiwać. Ich głównym zadaniem było wymuszenie na widzu emocjonalności i z tej roli wywiązały się satysfakcjonująco. Są przekonujący, potrafią porwać nas w wir zdarzeń i uczuć, bez względu na to, czy będzie to strach, niepokój, zaduma czy wzruszenie. Dużą zasługą takiego stanu rzeczy jest praca seiyū, która w tym tytule powinna zostać jak najbardziej doceniona. Co również godne wspomnienia, motywy postaci zostają pokazane w sposób jak najbardziej zadowalający. Jednocześnie zrobiono to dość syntetycznie i nie zniżono się do poziomu nużących, za długich dialogów między bohaterami.
Niebagatelne znaczenie w odbiorze tego anime ma także jego ciekawy nastrój. Pierwsza połowa serii to przede wszystkim zagadka, a więc klimat będzie oscylował na granicy thrilleru i horroru z rozjaśnieniami w postaci przygód naszej trójki dziecięcych bohaterów. Będą one skutecznie rozładowywać napięcie wątku detektywistycznego. Potem czeka nas już raczej regularny i postępujący dramat oraz wszystkie zmiany klimatyczne z tym związane. W „Fantastic Children” budowany jest on za pomocą szerokiego wachlarza narzędzi. Tak więc będzie to wspomniana mimika twarzy bohaterów, gra światła i cienia w scenografiach, odpowiednia raz ciemna i mroczna, innym razem kolorowa i baśniowa kolorystyka oraz wreszcie element, który będzie przedmiotem jednego z następnych akapitów, czyli muzyka. Całość tworzy jedno z najciekawszych w tym aspekcie anime, jakie miałem okazję oglądać.
Kwestia techniczna przysparza już zdecydowanie więcej problemów interpretacyjnych i wartościujących. Od pierwszych minut serii ma się silne wrażenie, że mamy do czynienia z serią znacznie starszą (co nie znaczy gorszą), i gdyby nie częste sięganie po renderingi, trudno byłoby uwierzyć, że seria powstała w roku 2004.
Na taki stan rzeczy w dużej mierze rzutuje projekt postaci. Ci, którzy znają Takashiego Nakamurę z jego wcześniejszej produkcji „Tree of Palme”, nie będą zaskoczeni, jednak widz, który przyzwyczajony jest do współczesnej kreski animacji japońskiej, może czuć się trochę zagubiony. Rysunek postaci operuje bardzo uproszczoną kreską – taką, którą znamy ze starszych nawet o ćwierćwiecze produkcji. Z góry uprzedzam, że nie jest on (przynajmniej jak na moje wyczucie) zbyt estetyczny i pierwsze odcinki będą dla fana współczesnych produkcji przeprawą decydującą.
Obok uproszczonego chara designu występują tu jednak urzekające scenografie. Wykonane zostały one z dużą starannością i szczegółowością. Urzekają swoją kolorystyką i estetyką oraz po raz kolejny przywodzą na myśl starsze, często znacznie dokładniej wykonane anime. Niestety, w ramach obiektywności wspomnieć też trzeba, że kwestia scenografii prezentuje się nieco nierówno w trakcie serii. W drugiej połowie poziom wykonania zaczyna powoli spadać, by pod koniec stać się widocznie skromniejszy.
Konserwatyzm linii graficznej zakłóca dość spore wykorzystanie renderingów. Niestety, i w kwestii tych ostatnich sprawa przedstawia się dwojako; z jednej strony pierwsze epizody cieszą oczy zarówno ich zdetalizowaniem, jak i ponadprzeciętną harmonią łączenia z tradycyjną animacją, z drugiej pod koniec pojawiały się zgrzyty we wspomnianym łączeniu stylów, a i sama ilość detali została nieco ograniczona.
Do listy drobiazgowych uwag pod względem grafiki należy także zaliczyć animacje twarzy. Przyznać trzeba, że za pomocą minimalistycznych środków mimicznych bezbłędnie ukazywała oraz indukowała ona emocje bohaterów. Jednak od strony czysto technicznej widać na tym polu spore braki. Zwłaszcza animacja ust jest niestaranna i mimo wszystko jednak niedokładna.
Podsumowując, mimo wymienionych braków, ogólna ocena graficzna powinna być jednak pozytywna, m.in. za ciekawą estetykę scenografii, w tym także dobraną kolorystykę. Co zaś tyczy się estetyki projektu postaci – cóż, pozostałe aspekty hojnie wynagradzają nam ten element, choć do końca miałem w sobie uczucie delikatnego niedosytu i wyobrażałem sobie moje ulubione postaci narysowane w inny, bardziej dla mnie atrakcyjny sposób. Tylko czy wtedy osiągnięto by ten sam efekt? O tym już się nie przekonamy.
Muzyka z „Fantastic Children” zasługuje na kilka osobnych zdań. Skomponowana została przez Kōjiego Ueno, znanego w zasadzie tylko dzięki openingowi do serii TV „Kanon”. Jego praca przy „Fantastic Children” to niewątpliwie kawałek dobrze oddającego to, co dzieje się na ekranie, soundtracku. Swoją prostotą i oszczędnością środków przypomina momentami muzykę do gier. Nie można przy tym odmówić jej osobliwego uroku i czaru. Znajdziemy tu zarówno budujące wrażenie niepewności utwory, w których główną rolę odgrywać będzie m.in. fortepian, wiolonczela, kontrabas czy skrzypce (np. „Belfore no kodomo-tachi”, „Jigū no igami”, „Gherta”, „Sentō”), jak i spokojne, łagodzące nastrój utwory („Helga”, „Itoshi no Tina”, „Shibo”, „Shūen”). Kompozycje te bezbłędnie podkreślają charakter opatrzonych nimi scen i są integralną częścią obrazu, która podnosi walory całości tytułu. Tyle względem pracy Kōjiego Ueno.
Osobny akapit należy poświęcić openingowi oraz endingowi. Opening „Voyage” wykonywany przez japońską wokalistę Inori otwiera spokojną i nastrojową czołówkę serialu. Jest to utwór niezwykły i urzekający, który w dalszej swojej części rozkwita w regularną arię powodując dreszcze na skórze odbiorcy (w pozytywnym tego odczucia sensie). Dodatkowo będziemy mieli okazję usłyszeć go wielokrotnie w wersji instrumentalnej, bądź częściowo wokalnej. W ten sposób m.in. otrzymamy wspaniałą wersję z fortepianowym akompaniamentem „Voyage... toki no naka de”, która porusza jeszcze bardziej.
Ending wykonywany jest przez Origę. „Mizu no madoromi” (bo taki nosi tytuł) wraz z ciekawą, mimo że statyczną projekcją będzie kończył nasze odcinkowe przeżycia. Śpiewany jest on w dwóch wersjach – japońskiej oraz rosyjskiej, a do tego ma formę stonowanej i niezwykle miłej dla ucha kołysanki.
Kończąc recenzję nie muszę chyba dodawać, że gorąco zachęcam do poznania tego tytułu. Szczególnie polecam fanom dobrze skonstruowanego fantasy o nieodpartym klimacie. Inni też zapewne znajdą tu coś dla siebie. Odradzam chyba jedynie ludziom, którzy mogą być jeszcze bardziej niż piszący to recenzent przeczuleni na punkcie melodramatyzmu. Nie ma tu także zbyt wiele akcji. Zwłaszcza na początku trzeba się skupić na dialogach i obserwowaniu wydarzeń. Z kolei tych, których zniechęci jedynie sam projekt postaci, mimo wszystko zachęcam – otrzymacie tu znacznie więcej od „ładnej buzi” w zamian.
W ramach nostalgiczno-sentymentalnych rozważań dodam jeszcze tylko, że być może tuż po seansie spojrzymy gdzieś w głąb siebie i zastanowimy się czy to, co czujemy, cokolwiek by to nie było, nie ma przypadkiem jakiegoś głębszego, skrywanego tajemniczą opowieścią sensu...
| Funkcja | Imię i nazwisko |
| Reżyseria | Takashi Nakamura |
| Dialogi | Hideki Mitsui, Takashi Nakamura |
| Scenopis graficzny | Hiroshi Fukutomi, Katsumi Terahigashi, Masaki Sugiyama |
| Muzyka | Kouji Ueno |
| Twórca oryginału | Takashi Nakamura |
| Projekt postaci | Takashi Nakamura |
| Scenografia | Nizo Yamamoto |
| Reżyseria animacji | Hitoshi Haga, Koichi Maruyama, Miyuki Nakamura, Norihiro Naganuma, Shingo Ishikawa, Tetsuro Aoki, Yasuko Sakuma |
| Reżyseria dźwięku | Hiroyuki Hayase |
| Aranżacja piosenek | Kunihiko Ryo, Takanori Eguchi |
| Kompozycja piosenek | Kunihiko Ryo, Masumi Yamazaki |
| Teksty piosenek | Mikio Sakai, Rie Hamada |
| Wykonanie piosenek | Inori, Origa |
| W rolach głównych | |
| Imię i nazwisko | Postać |
| Junko Minagawa | Thoma |
| Shiho Kawaragi | Helga |
| W pozostałych rolach | |
| Imię i nazwisko | Postać |
| Asami Yaguchi | Tarlant |
| Chihiro Suzuki | Palza |
| Eiji Hanawa | Dumas |
| Katsuhiro Harasawa | Hiisuma |
| Kei Kobayashi | Chitto |
| Maaya Sakamoto | Mel |
| Sachi Matsumoto | Hasmodai |
| Satoshi Gotou | Seth |
| Shinpachi Tsuji | Detektyw Cooks |
| Wataru Hatano | Solan |
| Yuki Kaida | Gherta |
| Yukiko Takaguchi | Soleto |
| Yuu Urata | Agi |
| Yuuko Sumitomo | Alice |