Menu

 
 

Zaprzyjaźnione strony

 
Tanuki
Aleja Komiksu
Anime Heaven
Vegepic Anime
Dragon Ball Nao
Kage
VWORLD
GTW
Anime Dream
Rei Official Website
Japonia Dream
bleachHEART
Ghibli
Banzai!
 
 

Ocena recenzenta

2.0
Fabuła
2.0
Bohaterowie
4.0
Obraz
5.0
Muzyka i dźwięk
 
2.5
Ogółem
 
 

Podobne anime

 
 

Reklama

 
 

Dane podstawowe

 

Elysium


» 엘리시움 (KOR)

 
Elysium

Do Ziemi zbliżają się przedstawiciele planety Elizjum, chcąc prowadzić rozmowy z Ziemianami. Wskutek nieszczęśliwego zbiegu okoliczności zaatakowany zostaje statek kosmiczny ambasadora obcej planety. Elizjanie, w odwecie za ten czyn, atakują naszą planetę. Słabiej rozwinięta ludzka cywilizacja zdaje się być stracona...

 
Produkcja
Film
Premiera
15.08.2003
Ocena redakcji2.50
(dozwolone od lat 7)
dozwolone od lat 7
 
Użytkownicy
ocena
fragmentu
ocena
całości
1.50 (2)
?.??
Zaloguj się, aby móc oceniać.
 
odcinki 1 x 85 min - łącznie 85 min
przypisania akcja, sf, mecha, renderowane, niejapońskie
ta recenzja Pottero   (16.09.2006) Ocena:   OcenaOcenaOcenaOcenaOcena   2.50
 
AnimeDB Anime Planet
 
 
 

Recenzja

 

Zanim przejdę do właściwej treści recenzji, pozwolę sobie wtrącić istotną uwagę: „Elysium” nie jest filmem anime, a koreańską animacją w stylu „Final Fantasy”. Co prawda większość filmów animowanych z kontynentu azjatyckiego przez osoby nie zainteresowane tematem nazywanych jest anime, jednak z fachowego punktu widzenia termin ten prawidłowy jest jedynie w odniesieniu do animacji japońskiej. I chociaż to ja jestem w redakcji największym ortodoksem jeśli chodzi o klasyfikowanie czegokolwiek jako anime, bez walki postanowiłem dodać recenzję „Elysium” w dziale z anime – trudno byłoby ocenić go jako film w dziale z kinem azjatyckim, chociażby ze względu na niemożliwość wypowiedzenia się na przykład o grze aktorskiej.

Warto wspomnieć również o tym, że angielskie słowo elysium ma w języku polskim swój odpowiednik – elizjum. Termin ten pochodzi z mitów starogreckich, w których to elizjum było częścią Hadesu – państwa zmarłych – do której po śmierci trafiali ludzie będący dobrzy za życia. W innej wersji była to kraina wiecznego szczęścia położona gdzieś na krańcu świata. Miejsce to nazywane było również polami elizejskimi. W poniższej recenzji zdecydowałem się używać spolszczonej formy w odniesieniu do nazwy planety oraz odmiany elizejski, a nie – jak w wydaniu DVD – elizyjski. To tyle tytułem wstępu, przejdźmy więc do sedna.

Gdzieś na Antarktyce grupa naukowców schodzi pod pokrywę lodowca, pod którą odnajduje olbrzymią grotę. Jeden z członków ekspedycji pod wpływem dziwnej mocy zmienia się, po czym morduje swoich kompanów i popełnia samobójstwo (przypuszczam, że nie tylko mnie początek skojarzył się ze „Z Archiwum X”). Chwilę potem dochodzi do dziwnej eksplozji, w wyniku której powstaje wysoki na tysiące kilometrów słup światła, widoczny nawet w kosmosie (tutaj z kolei mogą pojawić się skojarzenia z „Neon Genesis Evangelion”). Owe światło dostrzegają mieszkańcy planety Elizjum, dla których jest to oczekiwany od dawna znak. Elizjanie obierają kierunek na Ziemię, chcąc porozumieć się z jej mieszkańcami. Gdy statek Ziemian znajduje się w pobliżu wehikułu elizejskiego ambasadora, dochodzi do katastrofy – komputery na ziemskim statku wariują (czyżby Windowsy nadal istniały?) i odpalają broń, która niszczy maszynę ambasadora Elizjum. W odwecie za ten czyn Elizjanie atakują Ziemię, niszcząc ją i mordując bez litości miliony jej mieszkańców. Warto wspomnieć, że jedna ze scen, w której niszczony jest wieżowiec, wygląda jakby żywcem wycięta została z „Dnia Niepodległości” Emmericha.

Zanim jednak doszło do ataku, na Ziemi żył Van – młody miłośnik mocnych wrażeń, często biorący udział w wyścigach ścigaczy (sam wyścig budzi dziwne skojarzenia z „Mrocznym widmem”). Zakochany był on w Lydii, z którą spędzić chciał resztę życia. Właśnie podczas jednego z jego wyścigów Ziemia została zaatakowana przez obcych. Chłopakowi i jego dziewczynie udało się przeżyć, więc jak reszta ludzi zeszli do podziemnych schronów. Gdy któregoś dnia postanowili na chwilę opuścić podziemie, zaatakowani zostali przez Elizjan, czego nie udało się przeżyć Lydii. Zrozpaczony Van postanowił przyłączyć się do ruchu oporu, aby odnaleźć osobę odpowiedzialną za śmierć jego ukochanej.

Sytuacja Ziemian wydaje się beznadziejna, ponieważ technologia obcej rasy jest zdecydowanie bardziej rozwinięta od naszej. Jednak jest jeszcze szansa – uśpiona przez tysiące lat Sonara, która zbiera czterech legendarnych rycerzy, w wielkich mechach mających walczyć w obronie Ziemi...

Fabuła „Elysium” niestety nie powala. Jako produkcja w domyśle przeznaczona dla najmłodszych widzów bardzo kuleje pod tym względem. Dzieciom do dobrej zabawy niepotrzebne są ciekawe rozwiązania fabularne i przyzwoicie zarysowani bohaterowie, więc przeważnie filmy takie są dla starszego odbiorcy okropnie naiwne i przewidywalne. Tutaj powielane są także wszelkie znane schematy, i nie chodzi bynajmniej tylko o atak obcej rasy na Ziemię czy kiepski wątek miłosny. Dla starszego widza, który w swoim życiu obejrzał już niejeden film i przeczytał wiele książek (miejmy nadzieję), nie ma tutaj ani krzty oryginalności, wszystko jest przewidywalne do bólu, owa produkcja niczym nie potrafi zaskoczyć. I właśnie to jest główną przyczyną tego, że po zaledwie dwudziestu minutach seansu zacząłem się nudzić, a po czterdziestu miałem już tego filmu serdecznie dość. Najbardziej zawodzi sam finał – wszystko dzieje się błyskawicznie, a heroiczne (i nie tylko te) zachowania bohaterów są tak naciągane i rażąco sztuczne, że głowa mała. W sumie ma to i pewien plus, bo obyło się bez zbędnego przeciągania, co znacznie skróciło czas trwania filmu. Nie będzie chyba tajemnicą jeśli napiszę, że nie obyło się bez cukierkowatego zakończenia. I tutaj właśnie przewagę ma spora część anime, ponieważ finału japońskiej animacji nigdy nie można być w stu procentach pewnym.
W filmie pojawia się też sporo nielogiczności, jak na przykład w scenie, w której oddział Vana został rozgromiony przez Elizjan. Kronos przechadza się po polu walki i dobija ocalałych Ziemian, jednak gdy podchodzi do Vana i zamierza go zabić, powstrzymuje go od tego Nyx, mówiąca że muszą się spieszyć i powrócić nie statek. Oddział najeźdźców guzdrał się z wycofywaniem, toteż Kronos bez najmniejszego problemu mógłby Vana zabić – to tylko sekunda, więc wystarczyłoby to zrobić podczas obracania się do reszty swoich. No ale oczywiście nie zrobił tego, ponieważ stracilibyśmy głównego bohatera.

A jeśli już o bohaterach mowa... Poziomem nie odstają od fabuły – ich poczynania są przewidywalne i już na samym początku bez problemu zorientujemy się, jaką rolę odegrają w tej historii i jak zakończą się ich losy. Aż mnie korci, żeby podać jakiś przykład, ale nie chcę spojlerować – jeśli ktoś filmu nie widział, pewnie nie życzy sobie, aby w recenzji „serwować” mu takie informacje. Niemniej jednak gdy Czytelnik już zabierze się za oglądanie, zapewne i on bezbłędnie wszystko sobie dopowie po pierwszych kilkunastu minutach filmu.
Także osobowości bohaterów są słabe (w sumie nie trzeba było ich rozwijać, bo dzieci na takie elementy raczej nie zwracają uwagi), i tak na przykład prawie każdy bez szemrania daje się przekonać cudzym poglądom. Zupełnie nie rozumiem też postaci chłopca, który przez cały czas zgrywa twardziela i gołymi rękoma rozprawił się z prawie tysiącem oprychów (jak to relacjonuje Oz), ale odczuwa zawód, gdy nikt nie pamięta o jego urodzinach. Halo, zdecyduj się pan: jesteś dorosły, czy raczej jesteś jeszcze dzieckiem?

Film w całości wykonany został w technologii 3D. Produkcje takie jak „Final Fantasy” czy chociażby amerykański „Shrek” przyzwyczaiły nas do tego, że filmy tworzone przy wykorzystaniu tej technologii są bardzo ładne graficznie i miłe dla oka. Niestety, „Elysium” nie wpisuje się w ten kanon. Wydaje się, że twórcy nie przykładali do tego (istotnego przecież) elementu zbytniej wagi – ot, żeby tylko było pełne 3D, po co więcej? W ten oto sposób otrzymujemy wychudzone postaci o nienaturalnych często proporcjach i brzydkich twarzach („płaskich”, mało wymiarowych). O szczegółach takich jak np. falujące włosy czy ubrania możemy zapomnieć. Jeśli się dokładnie wpatrzeć, to parę razy coś takiego zobaczymy, ale przeważnie elementy te były pomijane. Inny szczegół, mrugające powieki, także został wykonany niestarannie – „częstotliwość” mrugania oczyma czasem jest zbyt wysoka, innym razem zaś postaci mogą nie mrugać wcale. Słabe są scenografie i tła – średnio bogate, ale bardzo za to uproszczone. Najbardziej zmaszczono jednak animacje – są one mało płynne i nienaturalne. Najlepiej widać to w przypadku ludzi, kiedy to jakość animacji przechodzi wszelkie pojęcie. Po co twórcy umieścili w tym filmie scenę z tańczącym Vanem, skoro nie umieli jej nawet porządnie zanimować, przez co fragment ten po prostu kole w oczy? Technika motion capture zawodzi, bo po prostu nie da się zauważyć, że została tutaj wykorzystana – o jej użyciu dowiedziałem się dopiero z napisów końcowych.
Nawet mechy, jeden z ważniejszych elementów tego filmu, nie zachwycają. Ich projekt jest nieciekawy, a choreografie walk mało dynamiczne i nieefektowne, ogólnie – wielce niezadowalające. Przesadą była scena, w której jeden z wojowników w swoim mechu odprawiał coś w rodzaju baletu... Była to co prawda krótka scena i pewnie nie każdy widz zwrócił na to uwagę, ale nie da się ukryć, że coś takiego miało miejsce. Samuraja walczącego w breakdance’owym stylu jeszcze gotów jestem zrozumieć, ale mech-baletnica?

Filmu tego nie ratuje także udźwiękowienie. Muzyki za bardzo nie pamiętam, zauważyłem ją podczas finałowych scen: elektronika przypominająca jakością podkłady do gier-rozwalanek typu „Unreal Tournament” – szybka, „mocna”, mająca podkreślić dynamizm tego, co dzieje się na ekranie. O ile w przypadku takiego „Unreala” można jeszcze mówić o jakiejś akcji, chociażby grał w niego największy amator, to tutaj ta sprawa jest moim zdaniem mocno dyskusyjna. Ale nie to jest najgorsze, ponieważ absolutnie spaprano angielską ścieżkę dźwiękową, która to trafiła na polskie wydanie DVD. Głosy są fatalne, a ich synchronizacja z ruchami ust bohaterów czasami pozostawia wiele do życzenia. Ale może to akurat wina animatorów, którzy i tutaj się wyłożyli. Polski lektor, pan Gudowski Maciej, dodatkowo pogorszył i tak już tragiczną sytuację – czytał zupełnie bez emocji, od niechcenia, czasami niewyraźnie. Jakość tłumaczenia jest zastanawiająca. Porównując angielski dubbing do pierwszych lepszych angielskich amatorskich napisów znalezionych w Internecie zauważyć można sporo rozbieżności. Polska wersja bazuje na dubbingu angielskim, ale miejscami została dość pokaźnie pozmieniana. Wiele wypowiedzi utrzymanych jest w typowym młodzieżowym slangu. Zdanie Nie jesteś już w Kansas może jakoś dziwnie przywodzić na myśl „Matriksa”. Przypuszczam że za niepoważnym charakterem polskiego tłumaczenia stoi nie kto inny jak Paweł „MrJedi” Musiałowski, w tyłówce wymieniony jako konsultant.

Film ten nie jest przeznaczony dla dorosłego odbiorcy, chyba że chce się on mocno zirytować. Ze względu na wyświechtane wątki i kiepskich bohaterów „Elysium” niczym go nie zainteresuje, a po pewnym czasie po prostu znudzi. Polski dystrybutor napisał, że film może zainteresować chłopców w wieku ośmiu-czternastu lat. Ośmiolatków może jeszcze tak, ale nie sądzę, aby aż tak spodobał się czternastoletnim miłośnikom wielkich robotów... Naprawdę, lepiej obejrzeć jakąś produkcję o mechach z prawdziwego zdarzenia, ot chociażby „Gundama”, niż męczyć się przy „Elysium”. Polecić mógłbym jedynie najmłodszym miłośnikom filmów spod znaku „Lego Bionicle” oraz młodym niewybrednych amatorom mechów. Film zdecydowanie dla dzieci, więc proszę nie sugerować się oceną, jeśli zamierzasz wybrać coś dla swojego kilkuletniego syna – jemu akurat może się spodobać. Ocena wystawiona została z myślą o dorosłych widzach, którzy nadal lubią oglądać filmy animowane. Absolutnie nie warto wydawać pieniędzy na wypożyczenie tego filmu, a tym bardziej zakupienie go na własność z myślą o sobie. Sugeruję raczej aby przejrzeć recenzje anime w naszym serwisie i wybrać coś innego z tej kategorii. I chociaż wiele jest filmów dla dzieci, które spodobać mogą się także dorosłym, np. „Mój sąsiad Totoro” czy „Król Lew”, to „Elysium” niestety do nich nie należy. Pewnie zdarzą się wyjątki, ale – jak widzę po komentarzach i ocenach w Internecie – jest ich niewiele. Jak dla mnie ocena niedostateczna, ale jako że nie jest to moja grupa wiekowa, trochę podnoszę.

 
 

Komentarze

 
 

Przykładowe kadry

 

Odnośniki związane z tematem

 
 

Twórcy

Funkcja Imię i nazwisko
Reżyseria Jae-woong Kwon
Scenariusz Jung-hoon Park
Muzyka Sebastian Arocha-Morton
Scenografia Kwang-ho Choo
 
 

Obsada

W rolach głównych
 
Imię i nazwisko Postać
Lee Cherry Van
Justin Cowden Paul
Hillary Huber Nyx
Kevin Michael Richardson Christopher
Pat Fraley Oz
W pozostałych rolach
 
Imię i nazwisko Postać
David Lodge Necros
Alexandra Boyd Sonra, narrator
Megan Parlan Lydia
Crispin Freeman Kronos, Lycon
 
Start
 »
Redakcja
,
FAQ
,
Zaprzyjaźnione strony
,
Wymiana bannerów

Anime
 »
Recenzje
,
Zajawki
,
Tytuły
,
Postacie
,
Seiyū
,
Twórcy
,
Studia
Słowniczek
 »
Katalog
,
Indeks

Artykuły
Forum
Galeria
Kino azjatyckie
 »
Recenzje
,
Tytuły
,
Aktorzy
,
Twórcy

Linkownia
 »
Katalog
,
Lista
,
Kategorie
,
Typy witryn