Na tokijskim osiedlu Machida dochodzi do dziwnego wydarzenia, w wyniku którego wymordowani zostają prawie wszyscy mieszkańcy. Jednymi z ocalałych jest rodzeństwo Shindō. Ich życie płynie spokojnie, dopóki starszy z rodzeństwa, Ranmaru, nie wpada na członków owianego mgiełką tajemnicy oddziału TOKKŌ...
| odcinki | 13 x 25 min - łącznie 325 min | |
| przypisania | seinen, horror, nadprzyrodzone, tajemnica | |
| produkcja | AIC, TOKKŌ Production Committee | |
| animacja | AIC, Group TAC | |
| ta recenzja | Pottero (25.08.2006) | Ocena: ![]() ![]() ![]() ![]() 6.00 |
Z reguły jest tak, że gdy sięgam po jakieś anime, mam już względem niego jakieś oczekiwania – zazwyczaj zabieram się za tytuły, które ktoś mi polecił i te, które zbierają w miarę dobre noty. Podchodząc do „TOKKŌ” zupełnie nie wiedziałem, czego się spodziewać – sięgnąłem po tę serię, ponieważ była to nowość (gdy oglądałem pierwszy odcinek, premierowa emisja serii w Japonii nie została jeszcze zakończona), a ja dość już miałem nadrabiania zaległości i oglądania starych serii. Do wyboru miałem kilkanaście tytułów, jednak mój ostateczny wybór okazał się słuszny – trafiłem na przyjemny thriller.
Rodzeństwo Ranmaru i Saya Shindō kilka lat temu straciło rodziców w tajemniczym wypadku – zmasakrowani zostali wtedy prawie wszyscy mieszkańcy tokijskiego osiedla Machida. Teraz oboje są policjantami, starszy Ranmaru właśnie zaczyna pracę. Już pierwszego dnia wpada na członków TOKKŌ – tajemniczej jednostki walczącej z potworami, o której mało kto posiada konkretne informacje. Jak nietrudno się domyślić, Ranmaru szybko zaczyna interesować się wszystkim tym, co związane jest z TOKKŌ. Wkrótce okazuje się, że potwory terroryzujące od jakiegoś czasu mieszkańców Tokio i niepokojące trzęsienia ziemi mają swoje korzenie w pewnej starej legendzie. Mówi się, że w każdej legendzie jest ziarnko prawdy. A co, jeśli w którejś to ziarnko jest naprawdę duże?
Fabuła do specjalnie oryginalnych nie należy – w końcu ile to już razy mieliśmy potwory (bez względu na to, skąd pochodzą) i walczących z nimi ludźmi? – jednak serial ogląda się dobrze i bez znużenia. Pierwszy odcinek przykuwa uwagę widza, a pozostałe raczej nie pozwalają się nudzić. Oglądając superkrwawą jatkę w pierwszym i drugim odcinku obawiałem się trochę, że „TOKKŌ” powtórzy błąd innego krwawego anime, które na początku dobrze się zapowiadało, a później wszystko siadło – mowa oczywiście o „Elfen Lied”. Moje obawy okazały się jednak bezpodstawne, bo „TOKKŌ” utrzymało formę do samego końca. To po prostu dobry klimatyczny thriller, który oglądać należy dla czystej rozrywki i przyjemności – pod tym względem „TOKKŌ” sprawdza się świetnie. Akcja rozgrywa się dość szybko, żeby w trzynastu odcinkach zmieścić to, co trzeba. Gdy słyszymy w pewnym momencie o stu ośmiu kawałkach, które trzeba zebrać, a bohaterowie mają ich jedynie kilkanaście, zaczynamy się zastanawiać, czy twórcy zdążą wszystko opowiedzieć. W pewnym momencie następuje jednak niespodziewany zwrot akcji i wszystko się urywa. Nic nie zostaje do końca wyjaśnione, więc bardzo możliwe, że wkrótce oglądać będziemy kontynuację. Najlepiej skojarzenie takie daje ostatnia scena trzynastego odcinka, wyglądająca jakby wyjęta z rasowego slasheru.
Warto tutaj wspomnieć jako ciekawostkę, że TOKKŌ to skrót od Tokubetsu Kōtō Keisatsu, czyli Specjalnej Policji Wyższej. Istniała ona naprawdę od roku 1901, rozwiązali ją Amerykanie po II wojnie światowej. Tokubetsu Kōtō Keisatsu nie uganiała się oczywiście za potworami, a za osobami o innych niż „jedynie słuszne” rządowe poglądy. Jej przedstawiciele między innymi inwigilowali cudzoziemców, zajmowali się cenzurą, organizowaniem sąsiedzkich donosów itd. Z tego też powodu prawdziwe TOKKŌ porównywane jest do gestapo czy NKWD; czasami nazywa się ją Policją Myśli, nawiązując do „Roku 1984” Orwella.
Jaka fabuła, tacy i bohaterowie – nie rażą, ale też nie stanowią niczego oryginalnego. Ot, popychają fabułę do przodu; nawet najważniejsze postaci nie zostały jakoś szczególnie nakreślone. Mimo to ich losy potrafią widza zaciekawić, czasami z niecierpliwością można czekać na to, co się dalej wydarzy, jakie podejmą decyzje itd. Trochę nad tym ubolewam, ponieważ sądzę, że bohaterów tych można było przedstawić lepiej – mają oni potencjał, jednak przez ograniczoną ilość odcinków (i zależną od tego konstrukcję fabuły) wiele tracą.
Od strony technicznej serial prezentuje się średnio. Ogólnie chara design mi się spodobał, ale mimo wszystko postaci nie wyglądają najlepiej – wystarczy spojrzeć na screeny, aby przekonać się, że można było lepiej. Maniacy znajdą tutaj trochę dużych biustów, które bohaterki od czasu do czasu prezentują bez zażenowania. Tła i scenografie wykonane są oszczędnie, jak to na serial telewizyjny przystało. W porównaniu z częścią nowych anime, np. „Mushishi”, „TOKKŌ” wypada jednak pod tym względem słabo. Niektóre animacje, przede wszystkim samochodów, są nieudane – sztuczne i brzydkie. Podobnie i same samochody, mają dość nietypowy, nienaturalny wygląd. Na szczęście takich scen nie ma w anime zbyt wiele, więc rzadko zaprzątamy sobie tym głowę. Inny minus to przesadzona ilość krwi. Powinienem się do tego przyzwyczaić, ale nadal nie potrafię przywyknąć do lejącej się strumieniami krwi w poważniejszych produkcjach (za jaką „TOKKŌ” uważam; niepoważna w tym ujęciu jest np. „Dokuro-chan”)... O ile w przypadku potworów mogę to jeszcze jakoś przeboleć – nie istnieją naprawdę, więc trudno powiedzieć, ile mają w sobie krwi i jak się ona zachowuje, gdy monstrum zostanie pocięte – to przy krwi ludzkiej wydaje mi się to zdrowo przesadzone. Cóż, pewnie niepotrzebnie się czepiam, może kiedyś przywyknę.
Muzyka także prezentuje się średnio. Opening, ending i utwory służące jako tło (przez całą serię powtarza się kilka motywów) są znośne i da się ich słuchać, jednak często odnosiłem wrażenie, że nie do końca pasują do klimatu serialu. Trudno jest mi to opisać słowami, więc nie będę starał się rozwinąć tej myśli, aby nie namieszać.
„TOKKŌ” z całą pewnością nie jest anime szczególnie udanym, nawet wśród innych przedstawicieli swojego gatunku, i za kilka lat zapewne utonie w mrokach dziejów, jednak moim zdaniem dziś warto je obejrzeć. Jak już powiedziałem, to nawet dobry klimatyczny thriller. Może nie zaskakuje oryginalnością fabuły czy wybitnymi postaciami, ale mimo wszystko jest pozycją, przy której można się dobrze bawić. Oczywiście jeśli nie przeszkadzają nam mroczne klimaty i ciągła krwawa siekanina. Ja nie żałuję czasu, który poświęciłem temu anime, mimo wszystko jednak nie polecę – przypuszczam, że znajdzie się wielu takich, którzy uznają „TOKKŌ” za nudę i stratę czasu.
| Funkcja | Imię i nazwisko |
| Reżyseria | Masashi Abe |
| Scenariusz | Mitsuhiro Yamada |
| Dialogi | Mitsuhiro Yamada |
| Scenopis graficzny | Masashi Abe |
| Reżyseria odcinków | Naoto Hashimoto |
| Muzyka | NO MILK |
| Oryginalna manga | Tohru Fujisawa |
| Projekt postaci | Kōji Watanabe |
| Scenografia | Maho Takahashi |
| Reżyseria animacji | Kōji Watanabe |
| Animacja klatek kluczowych | Group Tac |
| Reżyseria dźwięku | Hajime Takakuwa |
| Aranżacja piosenek | Shunsuke Minami |
| Teksty piosenek | Shunsuke Minami |
| Muzyka openingu | Shunsuke Minami |
| Wykonanie piosenek | dB |
| W rolach głównych | |
| Imię i nazwisko | Postać |
| Fumiko Orikasa | Sakura Rokujō |
| Kenichi Suzumura | Ranmaru Shindō |
| Kana Ueda | Suzuka Kureha |
| Rio Natsuki | Ryoko Ibuki |
| Susumu Akagi | Inukai Takeru |
| W pozostałych rolach | |
| Imię i nazwisko | Postać |
| Akemi Kanda | Saya Shindō |
| Hiroshi Tsuchida | Shōgo Muramasa |
| Seishi Mutou | Ichirō Hanazono |
| Wataru Takagi | Kaoru Kunikida |
| Aya Endo | Yukino Shiraishi |
| Daiki Matsubayashi | Araragi Itto |
| Hiro Shimono | Hiroki Rokujō |
| Hiroki Takahashi | radny Ogata |
| Hiroshi Kouno | Suzuka Akito |
| Kotomi Iwamura | Inukai Ami |
| Masaki Terasoma | Doktor Shiraishi |
| Ryuji Mizuno | Taishi |
| Yuuki Masuda | Tsunadai |