Daleka przyszłość. Świat bez ludzi. Android-prostytutka o imieniu Malice poszukuje w mieście nowych klientów. Po drodze spotyka dziwne stworzenie, które ją atakuje. Po tym wydarzeniu Malice budzi się i odkrywa, że jest człowiekiem. Staje się to jej szczęściem, a zarazem przekleństwem.
| odcinki | 3 x 25 min - łącznie 75 min | |
| przypisania | sf, horror, nadprzyrodzone, renderowane | |
| produkcja | Gaga Communications, Soeishinsha | |
| ta recenzja | Daldow (13.08.2006) | Ocena: ![]() ![]() ![]() ![]() 6.00 |
W życiu każdego recenzenta przychodzi dzień, w którym zmierzyć musi się z gatunkiem, którego nie lubi. Taka jego ciężka dola. Jego odpowiedzialność jest tym większa, gdy chodzi o tytuł, który w polskim światku jest praktycznie nieznany. Przyznaję się, że nigdy specjalnie horrorów nie lubiłem, działały na mnie jak komedie. A w otoczce anime gatunku tego najzwyczajniej unikałem. Pewnego pochmurnego sierpniowego dnia zmierzyłem się jednak z „Malice@Doll”. Spodziewałem się ciekawej historii science-fiction z pytaniami natury filozoficznej i ewentualnym elementem kina grozy. Czy więc przełamałem swoją niechęć do gatunku? Przeczytajcie tę recenzję, a odpowiedź stanie się jasna...
„Malice@Doll” jest mało znaną trzyodcinkową serią OAV (w USA wypuszczono ją jako film pełnometrażowy) wyprodukowaną w roku 2001 przez studio Gaga Communications. Studio to w owym okresie wypuściło kolejno kilka produkcji o tematyce science-fiction. Jak można sądzić po odzewie fanów, chyba jedynie „Malice@Doll” zdobyła sobie jakąś ich grupę. Reżyserem został Keitaro Motonaga, współpracujący m.in. przy tworzeniu serialu „Banner Of The Stars”.
Akcja serii ma miejsce prawdopodobnie w dalekiej przyszłości. Ludzie dawno wyginęli lub też opuścili miasto, po którym teraz poruszają się „bezpańskie” maszyny. To pozostałość po dawnym domu publicznym, w którym pracowały roboty zwane – w związku ze swą plastikową powłoką – lalkami (ang. dolls). Jako prostytutki nie czujące bólu, o połyskującej powierzchni łatwo zdobywały kolejnych klientów. Właśnie taką lalką jest nasza tytułowa bohaterka – Malice. Każdego dnia wstaje ona by szukać chętnych na jej usługi; jak możemy się domyślać, nie ma na to szans. Roboty niszczeją więc, naprawiają się, by potem znów się zepsuć i tak bez końca, przez całą wieczność. Pewnego dnia Joe Administrator (przydomek mówi sam za siebie) zauważa w Malice drobną usterkę i wysyła ją do góry na naprawę. W trakcie poszukiwań robota-mechanika Malice trafia do dziwnego miejsca, w którym przebywa tajemnicza istota o nieznanym pochodzeniu. Nim zdążymy spostrzec, istota oczywiście okazuje się potworem i wtedy... Malice się budzi. Ale coś jest nie tak. Obudziła się jakby inna. Odmieniona...
Opis fabuły jak na anime w domyśle straszne jest chyba odpowiedni, a więc więcej zdradzać nie będę. Pieczę nad scenariuszem sprawował Chiaki J. Konaka, twórca skryptów do wielu znanych tytułów, takich jak „Armitage III”, „Wirtualna Lain”, czy wreszcie niesamowitego „Texhnolyze”. Wiadomo również, iż hobby tego scenarzysty są lalki. Jeśli tak, to pewnie stąd ta ciekawa inspiracja do uczynienia z lalek głównych bohaterek tego tytułu. Mimo znanego nazwiska, smutną prawdą jest iż Chiaki Konaka poświęcając się realizacji „lalkowego” natchnienia, zapomniał o pracy dobrego scenarzysty. Objawia się to w najzwyczajniej słabej linii fabularnej przedstawionej w „Malice@Doll”. Pierwsza warstwa fabularna jest naiwna i nie przerasta niestety treścią bajek dla dzieci spod znaku Disneya. Znacznie bardziej interesują motywy widoczne po całym seansie. Przede wszystkim mam tu na myśli, charakterystyczny dla Japończyków motyw ludzkiej ewolucji, której kolejnym ogniwem mają być roboty. Anime wnosi sporo ciekawych treści do tematu, nie próbując przy tym stroić się w wyrafinowane metafory. Tematyka naturalnie to nazbyt ciężka dla przeciętnego zjadacza anime, aczkolwiek warta większej uwagi osób zainteresowanych nurtem przedstawiania cyborgizacji w japońskiej popkulturze. Mnie osobiście zaciekawiło tło opowieści. Świat, w którym ludzie wyginęli, a maszyny żyją same, ciągle robiąc to, do czego zostały stworzone. Nie znając celu ani sensu swojej egzystencji, po prostu trwając w czasie. Na tle tego motywu anime można też snuć przypuszczenia, że może być to być tytuł opowiadający o odpowiedzialności za własną kreację bądź też o zwyczajnym dążeniu do doskonałości i szczęścia jednostki. Tego typu morały niestety nie należałyby już do odkrywczych i odbierałyby „Malice@Doll” największy, jeśli nie jedyny atut – atrakcyjną wieloznaczność.
Problem z całą tą produkcją polega jednak na tym, że w ogóle jakiekolwiek naukowe interpretacji do niego nie pasują. Jest to bowiem horror o wstawkach natury erotycznej (w tym odrzucające dla mnie np.motywy tentacle), a w takim specyficznym gatunku ciężko raczej przychodzą przemyślenia. Mimo tego twórcy próbowali połączyć coś, czego połączyć się nie da. W moim skromnym odczuciu ponieśli na tym froncie klęskę druzgocącą. Zmarnowany przez swą formę potencjał fabularny jest moim zdaniem najlepszym podsumowaniem tej kwestii produkcji.
Scenariusz nie rozpieszcza nas także bohaterami. Tytułowa Malice raczej nie zachwyca niebanalnością osobowości, a nawet emocjonalnie i psychicznie jest na poziomie mało rozgarniętego dziecka. Mimo że fakt ten mógł mieć pewne grząskie wytłumaczenie w fabule, to jej naiwność i prostota myśli niesamowicie mnie irytowały. Głosem rozsądku, a zarazem swoistym mentorem opowieści, może wydawać się „stary, poczciwy” Joe, i on jednak nie będzie potrafił zapanować nad chaosem, w jaki popadnie jego świat. Joe wydaje się zresztą najbardziej atrakcyjną postacią tego anime – opuszczony przez ludzi, administruje miejscem, którego nikt już nie potrzebuje. Smutne, nieprawdaż? Pozostali bohaterowie są nawet mało warci wspomnienia. Sądzę jednak, iż usprawiedliwieniem dla płytkich i pozbawionych oryginalności postaci może być sama koncepcja „Malice@Doll”, która zwyczajnie nie wymagała tak owych. Tytuł bowiem stara się jasno zarysować swój morał, a barwniejsze postacie mogłyby to jedynie utrudnić.
W tego typu gatunkach rolę niebagatelną zawsze odgrywa klimat. Tu trzeba przyznać, że „Malice@Doll” dość ciekawie operuje emocjami widza. Mroczny, nieco psychodeliczny klimat może spodobać się fanom nietypowych, nieco pokręconych produkcji spod znaku horrorów. Dużą zasługą takiego stanu rzeczy jest naturalnie muzyka, która prezentuje dość przyzwoity poziom oraz ciemna tonacja w jakiej utrzymana jest produkcja.
Przyszedł więc i czas na element dla mnie niemniej kontrowersyjny, a mianowicie oprawę graficzną. Na wstępie uprzedzam, że produkcja poza elementami tła to stuprocentowy rendering komputerowy. Oczywiście tych, którzy mają przed oczyma grafikę rodem z „Final Fantasy VII: Advent Children” czy pochodzącą z tego samego roku co „Malice@Doll” „Wojnę Dusz”, muszę szczerze rozczarować. Zobaczymy jedynie średniej jakości grafikę 3D z bardzo słabą animacją postaci. Nie do końca rozumiem, po co studio Gaga Communications zabiera się za grafikę komputerową tego typu, skoro jest ona swoistym gwałtem na poczuciu estetyki wielu osób (w tym także piszącego to recenzenta). Naturalnie, forma graficzna ma wymiar z gruntu surrealistyczny i awangardowy, a u zwracających uwagę jedynie na techniczne jej walory wywoła niestety jedynie uśmiech politowania.
Reasumując, ta seria OAV na pewno nie jest przeznaczona dla wszystkich. Ci, którzy zwabieni obecnością androidów oczekiwać będą dobrego science-fiction, będą musieli obejść się smakiem. Generalnie osoby o delikatnym poczuciu estetyki mogą filmem nie być zachwycone. Jest to dzieło raczej z gruntu awangardowego, a skierowane jest przede wszystkim do osób lubiących ciekawy klimat i nietypową formę wykonania gatunku grozy (i nie tylko grozy). Ja z przykrością stwierdzić muszę, że do tej grupy się nie zakwalifikowałem. Warto także przypomnieć o innej, wspomnianej wcześniej grupie potencjalnych widzów, którzy odnajdą tu kolejny przykład rozwijanej od lat japońskiej myśli metafizycznej dotykającej kwestii cyborgizacji. Jako osobą należąca do tej ostatniej, mogę wyrazić jedynie żal, iż kwestie te nie zostały poruszone w tytule atrakcyjnym nie tylko dla wąskiego grona jakim była pierwsza z wymienionych grup.
Recenzja została zmodyfikowana dnia 03-07-2007
| Funkcja | Imię i nazwisko |
| Reżyseria | Keitaro Motonaga |
| Scenariusz | Chiaki J. Konaka |
| Projekt postaci | Shinobu Nishioka |
| Projekt potworów | Yasu Moriki |
| W rolach głównych | |
| Imię i nazwisko | Postać |
| Yukie Yamada | Malice |
| W pozostałych rolach | |
| Imię i nazwisko | Postać |
| Ryouka Shima | Heather@Doll |
| Rio Natsuki | Doris@Doll |
| Ryoka Yuzuki | Elza@Doll |
| Kaho Kouda | Misty@Doll |
| Yoko Soumi | Amanda@Doll |
| Yuuki Nakamura | Joe@Administrator |
| Ryūzaburo Ōtomo | Devo@Leukocyte |
| Takashi Kondo | Freddy/Licker |