Naomi i Ross, ukrywając swoją tożsamość, żyją wraz z córką na Marsie. Pewnego dnia Naomi ma wizję, w której giną podobne jej androidy. Wyrusza na Ziemię, by dowiedzieć się więcej. Tymczasem Ross przybywa wraz z córką na konferencję, na której ma zapaść decyzja o przyznaniu robotom ludzkich praw...
| odcinki | 1 x 90 min - łącznie 90 min | |
| przypisania | akcja, sf, cyberpunk | |
| produkcja | Pioneer LDC | |
| animacja | AIC | |
| związane | Armitage III (1995) - prequel |
|
| ta recenzja | Daldow (21.07.2006) | Ocena: ![]() ![]() ![]() ![]() 6.30 |
Na wstępie zaznaczę, iż po filmie nie spodziewałem się zbyt wiele. „Armitage III” jest uznawany za klasykę gatunku, jednak nie wywarł na mnie tak piorunującego wrażenia jak choćby „Ghost in the Shell”. Był ciekawy i stosunkowo przyjemny w odbiorze, jednak, że tak się wyrażę, serca mego nie zdobył. Mimo że Naomi Armitage i Ross Syllibus byli dla mnie postaciami ciekawymi to sama fabuła nie przekonywała mnie. Brakowało mi w niej osławionego „czynnika y”, który uczyniłby z tego anime coś więcej niż opowieść w klimatach „Blade Runnera”. „Dual Matrix” jest sequelem tej produkcji, a co się mówi o sequealach, każdy może się domyślać. Z niezbyt dużym entuzjazmem rozpocząłem więc oglądanie tej produkcji.
Powstała w roku 1995 seria OAV „Armitage III” oraz wydana wersja filmowa z roku 1997 cieszyły się dużym powodzeniem wśród fanów i przystały nawet do czegoś, co określa się jako klasykę. Ten sukces oczywiście nie mógł zostać komercyjnie zmarnowany, dlatego też w 2002 roku światło dzienne ujrzał „Armitage III: Dual Matrix”. Czy powtórzył sukces jedynki? Na to postaram się odpowiedzieć w tej recenzji.
Akcja „Dual Matrix” dzieje się w kilka lat po wydarzeniach znanych nam z serii OAV oraz filmu. Byli policjanci, Naomi Armitage i Ross Sylibus, po dramatycznej walce o swoje istnienie zmienili tożsamość i ukrywają się w marsjańskim St. Lowel. Ich córeczka Yoko właśnie obchodziła kolejne urodziny, kiedy jej matkę nawiedziła wizja rzezi, mającej miejsce w nielegalnej fabryce robotów trzeciej generacji, zupełnie takich jak nasza bohaterka. Pociągnięta brzemieniem odpowiedzialności za swoje siostry, Naomi postanawia opuścić na jakiś czas rodzinę i rozwikłać tę zagadkę. Tymczasem w ziemskim Chicago ma odbyć się konferencja, podczas której zapadnie decyzja o przyznaniu robotom praw ludzkich. Oba wątki łączą się ze sobą dość szybko i cała oś akcji staje się jednym wątkiem głównym.
Fabuła nie jest czymś, dla czego warto było by tę produkcję obejrzeć. Choć bardzo przejrzysta i łatwa do zrozumienia (zresztą, postaci najczęściej ujawniają swoje motywy bez zbędnych ceregieli), jest schematyczna i w dużej mierze przewidywalna. Początek potrafi zaciekawić, jednak wątek kryminalny, tak powoli odkrywany w części pierwszej, tu objaśniany jest już po paru minutach, a fabuła odsłania nam wszystkie główne karty w tym rozdaniu. Taki zabieg pozwolił twórcom na rozwinięcie nieskrępowanej spirali akcji. Zresztą, efektowne pojedynki i pościgi to znak firmowy tego anime. Całość jest dość dobrze wyważona, choć przez cały czas nie mogłem się pozbyć wrażenia jakobym oglądał coś, co trafiło do mnie prosto z fabryki snów a nie od japońskich animatorów. Nie jest to bynajmniej jakiś duży zarzut, bo nawet jeśli anime zrobione zostało w stylu „amerykańskim”, to czerpie z niego pozytywne cechy dobrego kina sensacyjnego. W „Dual Matrix” mniej czasu poświęcono na kwestie „humanizmu” robotów i relacji człowiek-robot. Może to i dobrze, bo jeśli nie ma się czegoś nowego do wniesienia w tej kwestii, to moim zdaniem lepiej tematykę tę pominąć. Sceny, w których reżyser jednak ociera się o te kwestie, wypadają w moim mniemaniu nieco sztucznie, a całość tematyki złożona jest raczej z wyświechtanych banałów, niż jakichś ciekawych przemyśleń. Stanowi to mankament, który jednak z łatwością można zignorować podczas oglądania.
Pomimo że głównymi bohaterami pozostają Naomi i Ross, to charakter i osobowość tej pierwszej uległ dużej zmianie. Niewiele pozostało z nieznośnej policjantki Armitage. Jest ona zdecydowanie bardziej poważna, żeby nie powiedzieć – dorosła. Zewnętrznie tę zmianę charakteryzuje m.in. mniej krzykliwy ubiór. Myślę, że postać straciła w tym filmie bardzo wiele ze swojego uroku. Przemiana z twardej, nieco nieporadnej, zagubionej i wiecznie ironizującej dziewczyny w dojrzałą, poważną, dbającą przede wszystkim o dobro męża i dziecka kobiety jest może i umiarkowanie przekonująca, jednak ja z łezką w oku wspominałem „starą, dobrą” Naomi. Ross, jak to on, ciągle troskliwy i próbujący podejść do wszystkiego rozważnie. Nową postacią w tej rodzince jest dziewczynka imieniem Yoko. Jak na postać dziecięca jest przekonująca, choć brakuje mi u niej trochę tego dziecięcego „pazurka”, który tak częsty jest w innych produkcjach anime. Główna postać negatywna raczej nie zaskakuje. Z początku bałem się, że jest to jeden z bohaterów spod znaku: Buhahahaha, a teraz opanuję caaały świat! Na szczęście, mimo iż sztampowy, nasz czarny charakter nie jest kalką tego schematu. Oczywiście musi on posiadać maniakalną postawę odpowiednią dla czarnego bohatera. Tak więc poza pierwszą w kolejce chęcią zysku, ma inną osobliwą fascynację, o której w związku z antyspojlerowym charakterem recenzji wspomnieć mi nie wypada.
„Armitage III” w obu swych formach dystrybucyjnych stało na wysokim poziomie technicznym. Szczegółowa i atrakcyjna grafika stanowiła dużą zaletę filmu. Główny motyw muzyczny serii OAV do teraz zaś często wydobywa się z głośników mojego sprzętu audio. Trzeba sprawiedliwie przyznać, że część druga bynajmniej nie obniżyła lotów. Grafika jest bardzo szczegółowa i z dużą ilością detali. Całość została wykonana z potężnym wsparciem renderingu komputerowego. Mimo że w większości scen wyglądało to ładnie i estetycznie, zdarzały się też momenty niedopracowane, np. mało szczegółowy rendering na tle szczegółowego planu 2D. Takie fragmenty – a niestety było ich kilka – skutecznie obniżyły moją ocenę za grafikę w filmie. Większość scen walk została wykonana widowiskowo i z odpowiednim wypośrodkowaniem (choć zdarzały się i takie, w których oko oglądającego z trudnością nadążało za akcją). Praca „kamery” również przypomina nieco rozwiązania znane ze współczesnych amerykańskich produkcji spod znaku akcji. Ogólne wrażenia estetyczne pozostają pozytywne, a grafika i jakość wykonania na pewno są atutem tej produkcji.
Projekt postaci od czasu poprzedniej części uległ wyraźnym zmianom. Naomi ma bardziej poważną twarz, choć w moim poczuciu estetyki nieco brzydszą. Nie oddaje ona tak samo jak jej charakter tego minionego uroku. Nie znaczy to jednak, że postaci są wykonane źle. Wręcz przeciwnie, główni bohaterowie i większość postaci drugoplanowych zaprojektowanych jest dokładnie i ogląda się je z przyjemnością. Nie ma tu także wyraźnego, znanego z pierwszej części dwojakiego stylu rysowania twarzy.
Miłe zaskoczenie stanowi dla mnie muzyka. Nie stoi ona może na poziomie światowej muzyki filmowej, nie znajdziemy tu także tak łatwo wpadających w ucho utworów, jak w części pierwszej, ale mimo wszystko muzyka stanowi łagodne i, powiedziałbym, niemal wzorcowe tło dla filmu, poprawnie oddające klimat scen. Przede wszystkim dominuje tu gitara elektryczna, ale w pewnych momentach możemy też usłyszeć przyjemne dla ucha motywy w stylu celtyckim.
Klimat w filmie od czasu poprzedniej części uległ odciążeniu. Jest to chyba spowodowane przede wszystkim wspomnianym brakiem rozmyślań nad smutną egzystencją robotów. Tragizm z części pierwszej został zastąpiony wartką akcją i trzymaniem widza w napięciu. Napięcie to determinują przede wszystkim sceny walk, które swoim dynamicznym charakterem nie pozwalają widzowi na odczuwanie jakichkolwiek dłużyzn. Dla ludzi bardzo łatwo wzruszających się (do których niestety nie nalezę), znajdzie się także parę scen, podczas których można uronić łezkę.
„Armitage III: Dual Matrix” to efektowne kino akcji, które, mimo iż przewidywalne, pozwala miło spędzić dziewięćdziesiąt minut projekcji. Na pewno nie jest to produkcja, do której przynajmniej ja chciałbym wracać kilkakrotnie. Nie ma skomplikowanych bohaterów, których można by próbować rozgryźć. Nie ma przesłania (no, może poza czymś w kontekście All you need is love). Jest to natomiast anime, które oferuje nam czystą, sensacyjną i nieskrępowana rozrywkę. Jeśli ktoś właśnie tego oczekuje od anime, „Dual Matrix” jest produkcją do tego stworzoną.
| Funkcja | Imię i nazwisko |
| Reżyseria | Katsuhito Akiyama, Makoto Bessho, Takuya Nonaka |
| Scenariusz | Hideki Kakinuma, Nahoko Hasegawa, Satoshi Wada |
| Scenopis graficzny | Katsuhito Akiyama, Kazunori Mizuno, Shinji Aramaki |
| Muzyka | Julian Mack |
| Projekt postaci | Hiroyuki Ochi |
| Scenografia | Nobuhito Sue, Hideyasu Narita |
| Reżyseria animacji | Atsushi Okuda, Hiroyuki Ochi, Naoyuki Onda, Nobuyuki Kitajima |
| Projekt obiektów mechanicznych | Kōji Watanabe, Satoshi Shimura |
| Reżyseria dźwięku | Haruo Ushio |
| Efekty dźwiękowe | Hiroyuki Kasuya |
| W rolach głównych | |
| Imię i nazwisko | Postać |
| Hikaru Hanada | Ross Sylibus |
| Ryoka Yuzuki | Naomi Armitage |
| W pozostałych rolach | |
| Imię i nazwisko | Postać |
| Yuka Imai | Yoko |
| Kazuhiro Yamaji | Demitrio |
| Jouji Nakata | Strings |
| Takumi Yamazaki | Mouse |
| Hiroaki Ishikawa | Minaho Ichiki |
| Iemasa Hayumi | Ohara |
| Katsuhisa Hohi | Mami Horihoshi |
| Kenta Miyake | Masaru Motegi |
| Masaho Jo | Han Tanaka |
| Masaru Hachinohe | Asami Muhaidono |
| Mitsuki Saiga | Julian |
| Yuko Haida | Shinji Kawada |