Usagi Tsukino to z pozoru gapowata nastolatka, niczym nie wyróżniająca się z tłumu. Okazuje się jednak, że ma do spełnienia ważną życiową misję. Gdy któregoś dnia ratuje kota, ten ludzkim głosem przedstawia się i oznajmia, że Usagi znaleźć ma wojowniczki, u boku których walczyć będzie ze złem...
| odcinki | 46 x 23 min - łącznie 1058 min | |
| przypisania | ||
| ta recenzja | Pottero (19.07.2006) | Ocena: ![]() ![]() ![]() ![]() 7.30 |
„Czarodziejka z Księżyca” to anime kultowe wśród polskich otaku. Zapewne także w wielu innych krajach ma status serialu ważnego dla tamtejszej społeczności fanów japońskich animacji, nie wiem jednak, czy tam jego pozycja jest aż tak ważna, jak u nas. A dlaczego w Polsce ów serial ma takie znaczenie? Ponieważ w nadwiślańskim kraju od „Czarodziejki z Księżyca” zaczął się prawdziwy boom na anime; dla wielu to właśnie ten serial był początkiem ich przygody z tym gatunkiem. Oczywiście już wcześniej, w latach 80. i 70., puszczano u nas japońskie animacje, m.in. w telewizji publicznej, a później na Polonii 1. Mimo tego to właśnie gapowata Usagi Tsukino, debiutująca najpierw na stronach mangi Naoko Takeuchi, zachęciła rzeszę młodych Polaków do sięgnięcia po inne animacje rodem z Japonii. Za to powinniśmy być tej serii wdzięczni, ale – aby być obiektywnym – nie można bezsensownie wznosić peanów na jej cześć. Sytuacja ma się chyba tak, że w latach 90. wielu ówczesnych młodziaków czy fanów anime (byli już tacy na ziemiach polskich) oglądało „Czarodziejkę”, ponieważ zbytniego wyboru nie było, ale dziś nie każdy chce się do tego przyznać. Ja nie będę się krył: oglądałem wtedy, a jako dorosły człowiek sięgnąłem po tę serię ponownie. Dziś, po obejrzeniu już wielu innych anime oraz jako osoba w pełni świadoma (jako dziecko różnie z tym bywało), mogę wydać obiektywny sąd.
Ogólną fabułę zna już wiele osób, ale z myślą o tych, którzy jeszcze serialu nie oglądali bądź urodzili się za późno (lub za wcześnie), by go znać, kilka słów, tak pro forma. Usagi Tsukino to czternastoletnia uczennica ósmej klasy. Jest niezdarna i trochę gapowata, ma problemy z porannym wstawaniem, ale wbrew pozorom nie jest zwyczajną dziewczyną. W każdym razie któregoś dnia ratuje przypadkową kotkę z rąk dzieciaków, które znęcały się nad zwierzęciem. Okazuje się, że kot potrafi mówić – przedstawia się jako Luna i przekazuje Usagi wiadomość: dziewczyna jest sailor senshi, czyli magiczną wojowniczką. Jej zadaniem jest odszukanie pozostałych wojowniczek, wraz z którymi walczyć będzie ze złem. Okazuje się, że siły zła nie próżnują i całkiem nieźle sobie poczynają: władczyni Dark Kingdom (Królestwa Ciemności) potrzebuje srebrnego kryształu, który daje jej moc. Wysłannicy ciemnych mocy szukają go jak szaleni, ale dopóki artefakt nie zostanie odnaleziony, moc czerpana jest od ludzi. W tym celu siły ciemności obmyślają kolejne sposoby pozyskania cennej mocy. Nawet gdy moc zostanie uzyskana, pracy w świecie zła jest bardzo dużo. Priorytetem sailor senshi jest jednak odnalezienie zaginionej księżniczki. Usagi oczywiście nie bierze słów kota na poważnie, jednak gdy przechodzi transformację i zamienia się w tytułową Sailor Moon (Czarodziejkę z Księżyca), jej sceptycyzm znika. Od tego czasu rozpoczyna się jej wielka przygoda...
Nie da się ukryć przykrego faktu: fabuła bardzo wielu poszczególnych odcinków jest powtarzalna. Najpierw przedstawione zostają plany Dark Kingdom, później bohaterowie dochodzą do wniosku, kto jest odpowiedzialny za dziejące się zło, po czym przystępują do walki, zawsze oczywiście zwyciężając. Używają w tym celu różnych magicznych przedmiotów i wykrzykują „magiczne komendy” (w polskiej wersji telewizyjnej tragicznie przetłumaczone), aby je wykorzystać. Także sama walka jest bardzo schematyczna i w większości odcinków się powtarza. Jeśli policzyć by czas poświęcony na powtarzanie tych samych elementów w każdym odcinku (opening, ending, krótkie streszczenie bieżącego odcinka, prezentacja Usagi, przemiana każdej z poszczególnych wojowniczek, eyecatche, wykrzykiwanie komend), wyjdzie tego około pięć-sześć minut na dwudziestotrzyminutową całość jednego epizodu! Ale takie to już uroki shōjo – co gatunek, to obyczaj. Jakby tego było mało, pierwsza seria jest adaptacją zaledwie dwóch tomów mangi, liczących łącznie około czterystu stron! Walki z poszczególnymi demonami są dodatkiem od twórców anime, mającym rozciągnąć je na więcej odcinków. Z jednej strony wpływa to trochę niekorzystnie na serial, bowiem niektórych może znudzić, z drugiej taka sytuacja ma również swoje plusy, ponieważ pozwala np. lepiej przedstawić poszczególnych bohaterów. Mimo tej powtarzalności, odcinki – w przeciwieństwie do takich na przykład „Pokémonów” – dobrze się ogląda. Są one w miarę zróżnicowane fabularnie i ciekawe, często również bardzo zabawne. Świetny był na przykład jeden z pierwszych odcinków, w których Usagi stara się stracić na wadze. Poza tym fabuła całości prezentuje się przyzwoicie i jako taka jest ciekawa. Seria pierwsza – przez wielu uznana za najsłabszą – potrafi mimo wszystko zainteresować sporą grupę osób. Czterdzieści sześć schematycznych odcinków może okazać się lepsze w przyswojeniu niż niektóre trzynastoodcinkowe seriale, a ostatnie epizody są naprawdę wciągające i ciekawe, chociaż nie pozbawione irytujących wad.
Graficznie serial nie prezentuje się rewelacyjnie. Wykorzystane w nim techniki są już mocno przestarzałe, dziś mogą razić niektórych widzów. Przypuszczam, że nawet czternaście lat temu, gdy serial był pierwotnie wyświetlany, wiele elementów – skromne scenografie, cieniowanie postaci i miejsc nie znajdujących się na pierwszym planie, niekiedy kiepskie animacje – nie było zadowalających. Mamy jednak do czynienia z serialem, więc nie możemy oczekiwać niewiadomo czego. Mimo to wskazać można także pozytywne elementy strony technicznej: przyzwoite projekty postaci oraz zróżnicowane demony, np. pająkopodobny stwór, bokser, bliźniaczki czy demon w masce teatru nō.
Postaci są ciekawe, a główne bohaterki to osoby „dwuwarstwowe”. Taka Usagi na co dzień jest gapowatą nastolatką, mającą typowe w tym wieku problemy: szczenięce miłostki, wyimaginowana nadwaga, napięte stosunki z niektórymi przyjaciółkami, marzenia itd. To beksa i gapa, jednak kiedy trzeba stawić czoła wrogowi, odrzuca – często dość niechętnie, trzeba przyznać – maskę łamagi i daje z siebie wszystko, aby go pokonać. To jedna osobowość Usagi, jest jeszcze druga, bardziej nawet fantastyczna niż przemienianie się w sailor senshi, ale nie będę się w to wdawał, aby nie spojlerować i nie psuć przyjemności oglądania tym, którzy jeszcze nie widzieli.
Wszystkie wojowniczki to bardzo zróżnicowane postaci. Usagi jaka jest, już wiecie. Ami, Sailor Mercury, jest bardzo spokojna, dużo się uczy i często w sytuacji zagrożenia jej chłodna kalkulacja pomaga wyjść wszystkim z opresji. Rei natomiast, Sailor Mars, jest temperamentna i ognista, niczym żywioł, którym włada. Bez przerwy kłóci się z Usagi o byle drobnostkę, cały czas nawzajem sobie docinają. Makoto, Sailor Jupiter (Jowisz), jest dziewczyną mającą niezwykłą krzepę; cały tabun chłopaków złamał jej serce, ona jednak się nie poddaje. Minako – Sailor Venus – jest za to prawdziwą ikoną kultury masowej, jednak przysłowiowa sodówka nie uderzyła jej do głowy, woli bez przerwy służyć dobru. Różne temperamenty dziewcząt sprawiają, że dobrze uzupełniają się one jako zespół. Czegoś takiego brakuje w zachodnich produkcjach, np. w „Odlotowych agentkach” czy „Atomówkach”, gdzie wszystkie bohaterki są jednakowe, płytkie i nieciekawe.
Postarano się także, aby i wrogowie byli ciekawymi postaciami. Znów odniosę się do amerykańskich produkcji: tam wrogowie są jedynie po to, by agentki czy atomówki mogły im skopać tyłki, bo bez tego serial nie ma racji bytu. Ponieważ mamy do czynienia z anime, tutaj czarne charaktery są o wiele ciekawsze – mają uczucia, pragnienia, wyraźne i zrozumiałe motywy działania. Widzowie oglądając tę serię poznają ich tak samo jak pozytywnych bohaterów. Każdy ze sługusów królowej Beryl, który stara się pokonać sailor senshi, jest inny: jeden siedzi w „zaświatach” i bierze wszystko na ilość, inny zadomawia się w naszym świecie, jeździ ferrari i poznaje ludzi, a jeszcze inny jest homoseksualistą, zakochanym – z wzajemnością – w swoim zwierzchniku...
Mimo to nie wszyscy bohaterowie zadowalają. Wojowniczki często ratowane są z opresji przez Tuxeda Kamena – szarmanckiego bohatera, rzucającego w demona różą, ukrywającego swoją twarz pod maską. Jego prawdziwa tożsamość jest dość długo skrywana przez twórców, ale większość widzów praktycznie od razu zorientuje się, kim jest ów tajemniczy bohater. Bardzo dziwi mnie również to, że taki na przykład Shingō nie rozpoznał w Sailor Moon swojej siostry – podczas transformacji zmienia się tylko kostium Usagi i długość jej włosów, poza tym wielkiej zmiany nie widać... Na tym polu Dark Kingdom wydaje się dominować: tożsamość Sailor Moon zostaje odkryta kilkakrotnie, jednak w jakiś sposób informacja ta się gubi, więc poszukiwania zaczynają się od początku...
Strona dźwiękowa prezentuje się średnio. Wykonywany przez DALI opening „Munraīto densetsu” uważam za świetny, to bez wątpienia jedna z najlepszych tytułowych piosenek, jakie słyszałem w anime. I na tym w sumie kończą się plusy muzyki. Żaden z endingów (mniej więcej w połowie zostaje zmieniony) niestety nie jest już tak dobry, a motywy muzyczne pojawiające się w serialu są średnie. Wielu scenom – transformacjom, pojawieniu się Tuxeda, wpadnięciu na Mamoru itd. – towarzyszą różne utwory, ale powtarzają się one w każdym odcinku. Usłyszeć możemy wśród nich trochę klasyki, jak i np. tango czy muzykę j-popową. Kiepsko prezentuje się wykorzystanie owych motywów – często pojawiają się w nieodpowiednich momentach, co najbardziej widać w dwóch ostatnich odcinkach: muzyka, którą słyszymy w tle, miejscami w ogóle nie pasuje do tego, co widzimy na ekranie.
Inną sprawą są natomiast świetni seiyū – to jeden z lepiej pod tym względem udźwiękowionych seriali, jakie widziałem. Na szczególne brawa zasługuje Kotono Mitsuishi podkładająca głos pod Usagi – tutaj Kotono-sama wypadła naprawdę bosko, jęcząc, zawodząc, płacząc, krzycząc itd. Najbardziej zabójczy jest jednak jej śmiech – absolutnie bezbłędna rzecz!
W świadomości wielu osób „Czarodziejka z Księżyca” zaistniała jako produkcja dla dzieci, jednak na miejscu rodziców zastanowiłbym się, czy jest to anime odpowiednie dla ich dzieci. Dużo tu przemocy, chociaż fantastycznej, a niektóre elementy – takie jak katolicki ksiądz będący demonem albo wyraźnie zaznaczony gejowski romans – i poruszane wątki mogą okazać się kontrowersyjne. Poza tym nie zabrakło tutaj też czegoś, co podciągnąć możemy chyba pod fanserwis. Mimo wszystko za przesadę uważam to, co stało się w Kanadzie – odcinki od 24. do 46. otrzymały tam klasyfikację 18+, co oznacza, że oglądać mogą je widzowie od 18. roku życia! Kategorię tę otrzymują zazwyczaj filmy pornograficzne. Wcześniejsze odcinki sklasyfikowane zostały jako 14+. Podobnie było w Stanach Zjednoczonych: pierwsze dwadzieścia trzy odcinki otrzymały klasyfikację TV-PG (sugerowana obecność rodzica lub opiekuna), a kolejne – TV-14 (wyżej jest już tylko TV-MA). Trochę większym rozsądkiem wykazała się Wielka Brytania, gdzie serial dozwolony był od dwunastu lat, a jedynie niektórym odcinkom podniesiono klasyfikację do piętnastu.
Jeśli już mowa o zagranicznych wersjach „Czarodziejki z Księżyca”, warto wspomnieć o tzw. wersji angielskiej, stworzonej specjalnie na potrzeby mieszkańców kontynentu północnoamerykańskiego. Amerykański dystrybutor dość pokaźnie pozmieniał wiele rzeczy, niestety – na niekorzyść oglądających. Serial poddany został oczywiście stosownej cenzurze, tak więc usunięto bądź zmodyfikowano sceny, w których bohaterkom to i owo było widać, pozbyto się wątków homoseksualnych, nadmiernej przemocy, złych nawyków (np. pokazywanego przez Usagi języka bądź policzkowanie głównej bohaterki przez Rei) itd. Zmieniono imiona bohaterom – i tak np. Usagi stała się... Sereną – nazwy ataków, zbezczeszczono także opening, tworząc nową do niego aranżację muzyczną, graficzną i tekst. Bohaterom dobrano fatalne głosy – głosy Usagi w tej wersji to jedna z największych pomyłek wszech czasów (głos podkładało kilka aktorek). Ale to jeszcze nic, bo ostatnie dwa odcinki połączono w jeden, wycinając wiele ważnych momentów (w Polsce nie zostały one nigdy wyemitowane przez Polsat), kilka w ogóle pominięto. Tak bezecnie potraktowano także pozostałe serie, nie pozostaje więc nic innego, jak przestrzec przed amerykańską wersją i zachęcić do oglądania oryginalnej, japońskiej.
Podsumowując, „Czarodziejka z Księżyca” to przyzwoita seria, dziś poniekąd uznana już w Polsce za kultową i stawiana obok takich dzieł jak filmy Miyazakiego, „Akira” czy „Ghost in the Shell”. Owszem, trochę śmiesznie prezentuje się w ich towarzystwie, jednak prawdopodobnie gdyby nie „Czarodziejka z Księżyca”, wielu dzisiejszych otaku nie zainteresowałoby się japońską animacją, a wspomniane wyżej tytuły nic by dla nich nie znaczyły – po prostu by ich nie znali. Do sukcesu tego anime wśród Polaków w dużej mierze przyczyniło się zapewne nie jego wykonanie czy urok, a to, że w latach 90. XX wieku było absolutnym novum, na którego punkcie wszyscy wariowali. Wierzę jednak w to, że wielu jest ludzi, którzy po prostu dali porwać się urokowi tej produkcji – naprawdę ma ona w sobie to „coś”, co potrafi człowieka przyciągnąć do ekranu i nie pozwala mu odejść. Mimo przyczynku do popularyzacji anime w Polsce, serial ma swoje wady, które trzeba uwzględnić – bez żadnej taryfy ulgowej. Trochę z sentymentu zawyżam ogólną ocenę, ale zdaję sobie sprawę, że dla niektórych nawet ocena 10/10 to za mało.
| Funkcja | Imię i nazwisko |
| Reżyseria serii | Junichi Sato, Kunihiko Ikuhara |
| Scenariusz | Sukehiro Tomita |
| Scenopis graficzny | Junichi Sato |
| Reżyseria odcinków | Hiromichi Matano, Junichi Sato, Kunihiko Ikuhara, Takao Yoshizawa |
| Muzyka | Kazuo Satou, Takanori Arisawa, Tetsuya Komoro |
| Twórczyni oryginału | Naoko Takeuchi |
| Projekt postaci | Ikuko Ito, Kazuko Tadano |
| Scenografia | Junichi Tanijuchi |
| Reżyseria animacji | Hiromi Matsushita, Hisashi Kagawa, Ikuko Ito, Kazuko Tadano, Masahiro Ando |
| Teksty piosenek | Kanako Oda, Naoko Takeuchi, Yoshiaki Tsushima |
| Wykonanie piosenek | DALI, Misae Takamatsu, Ushio Hashimoto |
| W rolach głównych | |
| Imię i nazwisko | Postać |
| Kotono Mitsuishi | Usagi Tsukino / Sailor Moon, księżniczka Serenity |
| Michie Tomizawa | Rei Hino / Sailor Mars |
| Aya Hisakawa | Ami Mizuno / Sailor Mercury |
| Emi Shinohara | Makoto Kino / Sailor Jupiter |
| Rica Fukami | Minako Aino / Sailor Venus |
| Kae Araki | Usagi Tsukino / Sailor Moon (odc. 44-46) |
| Tohru Furuya | Mamoru Chiba / Tuxedo Kamen / Endymion |
| Keiko Han | Luna, królowa Beryl |
| W pozostałych rolach | |
| Imię i nazwisko | Postać |
| Masaya Onosaka | Jadeite |
| Katsuji Mori | Nephrite |
| Kazuyuki Sogabe | Kunzite |
| Keiichi Nanba | Zoisite |
| Mika Doi | Królowa Serenity |
| Noriko Uemura | Królowa Metallia |
| Yasuhiro Takato | Artemis |
| Shino Kakinuma | Naru Ōsaka |
| Hiroyuki Satou | Motoki Furuhata |
| Keiichi Nanba | Gurio Umino |
| Tomomichi Nishimura | Dziadek Rei |
| Shinichirou Ohta | Ryō Urawa |
| Rica Fukami | Reika Nishimura |
| Bin Shimada | Yūichirō Kumada |
| Yuriko Fuchizaki | Yumemi Yumeno |
| Masaaki Ohkura | Joe of the Crane |
| Masahiro Anzai | Rhett Butler |
| Hideyuki Umezu | Ksiądz |
| Chiyoko Kawashima | Shingō Tsukino, Haruna Sakurada |
| Yuji Machi | Kenji Tsukino, tata Usagi |
| Sanae Takagi | Ikuko Tsukino, mama Usagi |
| Michiko Abe | Mama Naru |
| Ayako Shiraishi | Mika Kayama |