Major Motoko Kusanagi zniknęła gdzieś w bezkresnej sieci, pozostawiając za sobą wiele pytań. Aby na nie odpowiedzieć, Batō, cyborg z Sekcji 9., musi stać się kimś innym. Staje się więc Mamoru Oshiim, który razem z widzem odkrywa świat względnych idei oraz wizualnego blichtru kontynuacji „Ghost in the Shell”.
| odcinki | 1 x 99 min - łącznie 99 min | |
| przypisania | dramat, sf, psychologia, cyberpunk | |
| produkcja | Production I.G, Bandai Visual | |
| ta recenzja | Daldow (30.08.2008) | Ocena: ![]() ![]() ![]() ![]() 9.00 |
W zasadzie tekst ten można by rozpocząć w sposób zupełnie dowolny. W końcu byłby to w jakiś sposób niewymuszony bunt wobec pisemnej konwencji i wobec wszystkich tych, którzy próbują zamknąć recenzję w jakiejś klatce utartej formuły tematycznej. Czy komuś trzeba bowiem przedstawiać postać formatu Mamoru Oshiiego? Wygodniej i sprawiedliwiej jest chyba w tym przypadku podążyć jego tropem i zająć ziemię niczyją, czyli własną. Kogo bowiem innego jak nie „bezdomnego psa anime” moglibyśmy przyjąć w tym momencie za autorytet?
Ten nietypowy wstęp ma za zadanie może w dość niejasny sposób uświadomić czytelnikowi jeden niezmiernie istotny fakt: twórczość Mamoru Oshiiego ma wymiar prawdziwie autorski i jest w tym bezkompromisowa. Fakt ten jest istotny dla całej wieloletniej aktywności twórczej tegoż reżysera, a wspomnieć o tym szczególnie wypada w recenzji „Ghost in the Shell 2: Innocence”.
Pierwszy film oparty na mandze Masamumego Shirowa był dla kariery Oshiiego punktem kulminacyjnym. Po niezwykłe udanym „Patlabor Movie 2” zyskał on co prawda zasłużone uznanie w gronie twórców, jednak dopiero po premierze „Ghost in the Shell” jego nazwisko zaczęło być wymieniane jednym tchem z takimi tytanami jak Mizayaki czy Matsumoto. Oshii odniósł sukces podwójny – udało mu się zdobyć szerokie uznanie, a jednocześnie zachować wszystko to, co wypracowywał przez lata: własny styl narracji i oryginalną tematykę. W roku 2004, blisko 10 lat po premierze pierwszego filmu, zakończono pracę nad jego tytułową oraz ideową kontynuacją – „Ghost in the Shell 2: Innocence”.
„Innocence” w dużej mierze uwolniona została spod wpływu swego mangowego pierwowzoru. Szkic fabuły został co prawda bardzo luźno oparty o rozdział „Robot Rondo”, jednak całość osadzona została w przygniatająco autorskiej wizji świata. Oshii kreuje zupełnie nową rzeczywistość, której czasowe kontinuum wskazuje na bliski czas po zakończeniu akcji pierwszego filmu. Batō, cyborg z Sekcji Dziewiątej, a zarazem były partner uważanej za zaginioną Major Motoko Kusanagi, wysiada ze swojego stylowego pojazdu rodem z lat pięćdziesiątych i przechodzi brudną alejką w poszukiwaniu sprawcy kilku morderstw – gynoida (android płci żeńskiej) o porcelanowej powłoce. Ciemny kontur przykrywa wykrzywioną w emocjonalnej pustce twarz głównego bohatera. Będący uosobieniem uniwersalnego kanonu piękna, zbudowany na wzór lalki gynoid w akcie przedagonalnym wypowiada szeptem jedynie słowa „pomóż mi”. Pierwsza scena filmu wbija się w świadomość niczego niespodziewającego się widza, a chwilę zamroczenia przerywa dopiero krzyk japońskich chórzystów wykonujących utwór z czołówki.
Oś fabularna opierać się będzie na śledztwie prowadzonym przez Batō i jego niemal całkowicie ludzkiego partnera – Togusę. Muszą oni rozwiązać zagadkę morderstw popełnianych przez roboty domowe. Fabuła jest tu jednak znowu jedynie pretekstem, pewną klamrą dla stawianych przez Oshiiego fascynujących pytań o naturę bytu, znaczenie pojęcia „życie” i miejsce człowieka w nieokreślonym porządku rzeczywistości.
Reżyser znany jest z tego, iż osadza swoją myśl na kanwie osobistego kontekstu, często niezwykle subtelnego, trudno zauważalnego. Tym razem poszedł w tej materii na całość. Batō staje się postacią odległą, zupełnie niepodobną do znanego choćby z mangi „dobrodusznego olbrzyma”. Staje się Mamoru Oshiim. Jest kontemplatorem rzeczywistości, obserwatorem i komentatorem idei nieosiągalnej. Twórca atakuje nas z każdej strony swoistymi znacznikami interpretacyjnymi, a „Innocence” wspiera długa lista kulturowych inspiracji począwszy od wykorzystania konceptu lalek Hansa Bellmera, poprzez liczne odwołania do literatury, aż po występowanie autentycznych postaci (jak Donna Haraway, autorka słynnego „Manifestu cyborga”). „Innocence” jest w zasadzie medytacją, formą eksperymentu umysłowego, animowaną debatą. Oshii z właściwą sobie gracją przeciwstawia sobie mity, religie, idee i wychodzące z nich niemal podstawowe dla człowieka egzystencjalne założenia. Na podstawie paradoksu tej przeciwstawności próbuje zmusić widza do uczestniczenia w jego wątpliwościach. Przy czym ważne będzie tu właśnie słowo „zwątpienie”. W żadnym bowiem dotychczasowym filmie Oshiiego nie dostaliśmy odpowiedzi na zadawane przez autora pytania. Oshii za pośrednictwem „Innocence” dochodzi do kulminacji swojego wieloletniego dialogu kulturowego z widzem, które jest właśnie pasmem „zwątpień” i prób odnalezienia utraconego ideowego gruntu, ustaleniem porównawczego punktu odniesienia.
„Innocence” wydaje się bezkompromisowa i całkowicie zrywająca z echem pierwowzoru. Świat odarty jest z cyberpunkowego przytłoczenia i znacznie bliżej mu do kina noir i estetyki „Blade Runnera”, aniżeli klasyków cyberpunkowej literatury. Miasto skąpane jest w półcieniu, a przygaszone odcienie pomarańczy i szarego błękitu dominują przez pierwszą połowę filmu. Z obrazu bije melancholia, niedostępność i dystans. Brudnymi uliczkami bogato oprawionymi w detale przemykają ludzie w szarych płaszczach oraz samochody, które bynajmniej nie przywodzą na myśl futurystycznego świata przyszłości. Druga część filmu jest bardziej mistyczna, nierealna. Wygląd obiektów inspirowany jest naturą, co tworzy kolejny paradoks z powszechnie lansowaną koncepcją przyszłości. Od momentu wejścia do miasta Etorofu świat traci zupełnie swoją realność, a niebo w odcieniach pomarańczy i umowność rzeczywistości staje się zupełną normą.
Założenie realizacyjne twórcy wydaje się oczywiste: chciał on stworzyć tytuł, który każdy widz odkrywać będzie musiał i chciał kilkukrotnie. „Ghost in the Shell 2: Innocence” w tym aspekcie to dzieło o cechach monumentalnych, jednak tej nie tworzy jedynie treść, ale w dużej mierze także forma, w jaką została ona ubrana. Reżyser skrzętnie rozdysponował ponad dwadzieścia milionów dolarów przeznaczone na produkcję filmu. Plener zachwyca szczegółowością, którą nie jesteśmy w stanie ogarnąć jednym, nawet wyczerpującym, ciągiem percepcji. Intensywna obróbka komputerowa, często dominująca w obu planach, potrafi przybierać przeróżne formy. Poza wręcz przytłaczająco szczegółowymi scenografiami, których bardziej lub mniej subtelne detale podziwiać możemy bez końca, Oshii postanowił wykorzystać zamierzoną sztuczność łączenia rysunku i grafiki komputerowej dla celów narracyjnych. Uzyskał dzięki niej charakterystyczną formę odrealnienia rzeczywistości, która jest kolejnym stałym elementem jego twórczości. „Innocence” jest filmem wizualnie olśniewającym, jednak nie ze względu na próbę naśladowania rzeczywistości. Poszczególne kadry budowane są powoli, z uwzględnieniem wspaniałej gry światła i koloru, tak jakby każdy z nich miał stać się fragmentem malarskiego dzieła. Obraz ucieka z powodzeniem w surrealistyczną sferę, by chwilę potem uderzyć swoim fotorealizmem. Od początku czujemy, że znajdujemy się w jakiejś szklanej kuli, która odbija rzeczywistość na sobie tylko znany sposób. Mistycyzm produkcji wspierają kompozycje stałego współpracownika reżysera, Kenjiego Kawaia. Łączą one znane z pierwszego filmu japońskie chóry oraz jazzowe nuty w wokalu Kimiko Itō. Utwory w zasadzie realizują koncepcje filmu: raz są przerażająco obce, innym razem wspierają melancholijną kameralność scen. Na szczególną uwagę zasługuje piosenka zamykająca („Follow Me”), która została o oparta o słynny „Concierto de Aranjuez” Joaquína Rodriga. Tak samo jak oryginalny motyw jest ona pożegnaniem, tęsknotą, ale też odzwierciedla uczucia smutku i niepewności, co daje filmowi dodatkowy emocjonalny wydźwięk zakończenia.
Mamoru Oshii wykorzystał w „Ghost in the Shell 2: Niewinność” wszelkie dostępne środki narracyjne i stworzył swoje bodajże najważniejsze dotychczasowe dzieło, zawierające wszystkie motywy obecne od blisko dwudziestu lat w swojej pracy artystycznej. Tu nie ma miejsca na kompromisy – „Niewinność” jest filmem na wskroś autorskim i zaangażowanym, a ducha pasji można wyczuć w każdym jego kadrze i dialogu. Tytuł ten nie tylko dorównał swemu tytularnemu poprzednikowi, ale w wielkiej mierze go przewyższył. Można jedyne żałować, iż Mamoru Oshii częściej nie dostaje tak swobodnej możliwości samoekspresji. Jego twórczość nadal chyba jest zbyt transcendentalna, ażeby nagrody pokroju wyróżnienia na festiwalu w Cannes były nadawane za całokształt tworu artystycznego, nie zaś jako akt docenienia wizualnego blichtru. Wydaję mi się, że „Innocence” jest kulminacją, a zarazem początkiem końca pewnego okresu w twórczości tego reżysera. Sądzę, że warto razem z nim oddać się umysłowej medytacji nad najbardziej uniwersalnym z problemów. W końcu paradoksalnie to właśnie samoświadomość i słynne już egzystencjalne trzy pytania stanowią według nas samych o naszym człowieczeństwie...
| Funkcja | Imię i nazwisko |
| Reżyseria | Mamoru Oshii |
| Dialogi | Mamoru Oshii |
| Scenariusz | Mamoru Oshii |
| Muzyka | Kenji Kawai |
| Oryginalna manga | Masamune Shirow |
| Projekt postaci | Hiroyuki Okiura |
| Scenografia | Shuichi Hirata |
| Nadzór animacji | Kazuchika Kise, Tetsuya Nishio |
| Animacja klatek kluczowych | Shinya Ohira, Tadashi Hiramatsu, Yasuhiro Nakura |
| Projekt obiektów mechanicznych | Atsushi Takeuchi |
| Wykonanie piosenek | Kimiko Itoh |
| Efekty wizualne | Hisashi Ezura |
| W rolach głównych | |
| Imię i nazwisko | Postać |
| Akio Ohtsuka | Batou |
| Atsuko Tanaka | Motoko Kusanagi |
| Kouichi Yamadera | Togusa |
| W pozostałych rolach | |
| Imię i nazwisko | Postać |
| Tamio Ohki | Aramaki |
| Yutaka Nakano | Ishikawa |
| Hiroaki Hirata | Koga |
| Masaki Terasoma | Azuma |
| Naoto Takenaka | Kim |
| Yoshiko Sakakibara | Harraway |