| Redaktor | ![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocenione tytuły | Lista |
| Pottero | - | 9.0 | 8.0 | 7.5 | 8.5 | 133 | Zobacz |
| Daldow | 8.0 | 9.0 | 8.5 | 8.4 | 8.5 | 104 | Zobacz |
| Dark Rael | 8.0 | 9.0 | 8.5 | 8.5 | 8.5 | 238 | Zobacz |
| Manni | 8.0 | 9.0 | 9.0 | 8.5 | 9.0 | 62 | Zobacz |
| PiotrSan | 9.5 | 9.0 | 7.0 | 7.0 | 8.5 | 55 | Zobacz |
| XRay | 9.5 | 9.5 | 7.5 | 8.5 | 9.5 | 224 | Zobacz |
| Średnia | 8.6 | 9.1 | 8.1 | 8.1 | 8.8 | ||
Dość długo podśmiechiwałem się z redakcyjnych kolegów, którzy zachwycali się „Hachimitsu to clover” i zachęcali mnie do obejrzenia tego anime. Ja z kolei, z wrodzonym sobie oślim uporem, odmawiałem, ponieważ to dramat i romans jednocześnie, czyli coś, czego z reguły unikam jak diabeł wody święconej. W końcu przyszła jednak kryska na matyska i oto dyndam, ponieważ... anime mi się spodobało. „Hachimitsu to clover” okazało się być tytułem naprawdę bardzo przyjemnym i lekkim, który bez znudzenia ogląda się po raz pierwszy, aby w przyszłości móc do niego wrócić, gdyby miało się chandrę. Największymi atutami tego serialu są bez wątpienia przesympatyczni bohaterowie, których nie można nie polubić, oraz spora dawka humoru. „Hachimitsu to clover” w lekki sposób opowiada o rzeczach ważnych, takich jak przyjaźń, poszukiwanie samego siebie, wybieranie właściwych życiowych dróg, wkraczanie w dorosłe i odpowiedzialne życia etc., niektórym widzom pozwalając powrócić się do czasów, kiedy oni sami byli w wieku bohaterów, innym z kolei, chociażby mnie, pozwalając się z nimi identyfikować. Chociaż gdy oglądałem serial uśmiech nie schodził mi z twarzy, po obejrzeniu ostatniego odcinka poczułem się trochę smutny. Raczej nie dlatego, że to już koniec przygód Mority, Yamady i reszty, w końcu przede mną „Hachimitsu to clover II”, ale dlatego, że ta seria boleśnie przypomina człowiekowi o tym, o czym na co dzień stara się nie myśleć – o tym, że czas nieubłaganie zasuwa do przodu, a to, co przyjemne i proste, nie będzie trwało wiecznie. Przypomina nam, że każda chwila jest niczym „pył na wietrze”, jak śpiewał swego czasu Eric Benét, chociaż w trochę innym kontekście.