Dwa lata po wydarzeniach opowiedzianych w grze, planeta podnosi się z gruzów. Mieszkańców trawi jednak nowa nieuleczalna choroba. Na horyzoncie pojawia się też trójka braci, chcących dokończyć dzieło Sepirotha. Cloud musi po raz kolejny stanąć do walki z wrogiem, którego celem jest zniszczenie życia na planecie.
| odcinki | 1 x 101 min - łącznie 101 min | |
| przypisania | akcja, fantasy, sf, pojedynki, na podstawie gry, renderowane | |
| produkcja | Square-Enix | |
| animacja | Visual Works | |
| ta recenzja | Dark Rael (1.11.2005) | Ocena: ![]() ![]() ![]() ![]() 5.25 |
W grę „Final Fantasy VII” zacząłem grać dość późno. Kiedy ją zdobyłem, mój komputer był dla niej zbyt nowy i nawet nie chciał słyszeć o jej uruchamianiu. Dopiero po kilku obejściach gra ruszyła, ale mimo zdegradowanej grafiki cieszyłem się jak dziecko, że wreszcie w nią zagram. Byłem pewien, że nie będzie gorsza od innych gier Square i oczywiście nie zawiodłem się.
Minęło kilka lat, pojawił się film, a ja oczywiście musiałem go obejrzeć. Uświadomiłem sobie, że prawie nic nie pamiętam z gry. Tylko kilka imion: Tifa, Cloud, Sepiroth i Aeris, w której prawie się zakochałem. To było właściwie wszystko. Kiedy pierwsze ujęcia filmu pojawiły na ekranie, fala wspomnień nawiedziła moją głowę...
Wszystko zaczęło się w miasteczku Midgar, gdzie korporacja Shinra wytwarzała energię mako, którą zamieniano potem na elektryczność. Oficjalnie Shinra zapewniała mieszkańcom planety lepszy byt, ale tak naprawdę wysysała lifestream – energię życiową planety, złożoną z dusz ludzkich – i prowadziła świat ku zgubie. Korporacja miała nieograniczone środki, prywatną armię, zwaną „Soldier” i właściwie rządziła światem.
W mieście działała tajna organizacja ekologiczna Avalanche, która, znając część tajemnic korporacji, próbowała walczyć z nią metodami partyzanckimi. Jej członkowie zaplanowali akcję dywersyjną, mającą zniszczyć wszystkie reaktory mako w mieście, a do pomocy wynajęli dawnego członka Soldier, Clouda Strife.
Tu rozpoczynała się gra. Cloud i jego nowi przyjaciele przebyli długą, pełną niebezpieczeństw drogę, podczas której walczyli z korporacją, jej armią i prywatną ochroną syna prezydenta Shinry – Rufusa. Jednak głównym i najgorszym wrogiem okazał się elitarny członek Soldier – Sepiroth, który dowiedziawszy się, że jest efektem potwornego eksperymentu, począł się mścić na wszystkich odpowiedzialnych za to. Zawładnęła nim także obsesja zyskania niemal boskiej mocy, skutkiem ubocznym czego miało być zniszczenie planety...
Akcja filmu rozpoczyna się dwa lata po finałowych wydarzeniach znanych z gry. Miasto Midgard podnosi się z ruin. Piekło, które Sepiroth chciał zafundować mieszkańcom, zostało zażegnane, a przynajmniej tak twierdziły władze. Jednak planeta, jakby za wyrządzone krzywdy, zesłała na ludzi nieuleczalną, śmiertelną chorobę, którą nazwano geopiętnem. Clouda także trawi ta zaraza. Od tamtych wydarzeń stał się samotnikiem, który powrócił do najemniczego trybu życia, aczkolwiek teraz podejmuje się bardziej bezpiecznych zleceń. Na horyzoncie pojawia się jednak trójka braci, tak jak Cloud i Sepiroth poddanych kiedyś eksperymentom. Ich celem jest odzyskanie zachowanych komórek biologicznych istoty z kosmosu – Jenovy, z których zostali stworzeni, i urzeczywistnienie starych planów Sepirotha...
Fani, którzy znają gry z serii „Final Fantasy”, wiedzieli, czego mogą się spodziewać po studiu Visual Works, które od lat robi wstawki filmowe dla Square Enix. Piękne, realistyczne, renderowane twarze to znak firmowy tej wytwórni. Po raz pierwszy ujrzałem je, kiedy reklamowano „Final Fantasy VIII”. Renderingi te i dziś budzą respekt, a wtedy był to kompletny szok. W grach zachodnich renderingi prezentowały się doprawdy żałośnie. I nie mówię tu o twarzach, czy włosach, bo nikt wówczas nie przejmował się takimi „nieważnymi detalami”. Japończykom jednak, tak jak i w anime zresztą, piękne twarze bardzo potrzebne były do szczęścia. Ale w tamtych renderowanych wstawkach nie tylko modele były szczegółowe, ale i mimika twarzy była dość naturalna, choć niezwykle skromna, tekstury odznaczały się wysokim stopniem realizmu, a ruch postaci był niemal idealny.
Aż prosiło się zrobić film, oparty na tej technice. Pojawił się „Final Fantasy: Spirits Within”. Był chyba pierwszym filmem animowanym, wykorzystującym w całości technikę renderingu, w którym animacja postaci nie budziła w widzach zażenowania. Efekty specjalne były w tym filmie wyśmienite, a twarze jeszcze bardziej naturalne. Niestety film przyniósł tak wielkie straty, że amerykańskie studio Square Pictures przestało istnieć. Ludzie od pięknych twarzy jednak pozostali i w 2003 roku przyszedł im do głowy pomysł na wykonanie nowej, efektownej prezentacji swoich umiejętności. „Final Fantasy VII”, jedna z najlepiej sprzedających się gier serii, została wybrana jako temat tej demonstracji. Mała prezentacja rozrosła się jednak na tyle, że urosła do rangi komercyjnego półproduktu. Padł pomysł, żeby zrobić do tego grę, ale w Visual Works gier tworzyć nie umieli. Powstał więc pełnometrażowy film.
Dzieje powstania „Advent Children” zasiały zapewne poważne wątpliwości w czytających tę recenzję. W prezentacjach chodzi głównie o pokazanie efektów, możliwości technicznych i wszelkich bajerów. Scenariusze w tego typu produkcjach w zasadzie nie istnieją. Obawy niestety okazały się słuszne. Fabuła w tym filmie jest szczątkowa, a scenariusz napisany został od niechcenia. Nie ma się co łudzić, że odnajdziemy w tym filmie klimat gry, na której został oparty. W zasadzie jest to seria bardzo efektownych pojedynków, przemieszanych z nieciekawymi i naiwnymi dialogami bohaterów. Walki oczywiście zapierają dech w piersiach technologicznym zaawansowaniem wykonania, ale pozostaje ogromny niedosyt, brakuje wciągającej przygody. Pamiętajmy, że w grach z tej serii aspekt ten był zawsze dopracowany i to głównie on przyciągał rzesze graczy. Fani gry nie będą z tego tytułu zadowoleni, jest to bowiem typowy przykład przerostu formy nad treścią i traktować go można wyłącznie jako prezentację możliwości technicznych ludzi z Visual Works.
Nad wykonaniem tego filmu można się jednak rozpłynąć w zachwycie. Twarze bardzo realistyczne, włosy – bajka. Mimikę twarzy starano się dopracować w szczegółach, ale twórcom nie do końca się to udało. Nie ma się zresztą czemu dziwić, motion capture twarzy nie jest jeszcze stosowane w praktyce. Wrażenie jest jednak niesamowite, razi wręcz fakt, że ruch ust nie do końca zgadza się z dialogiem, jakbyśmy oglądali niedopracowany dubbing, ponieważ postacie wyglądają i poruszają się jak realni aktorzy. Jeśli już jesteśmy przy ruchu, to wszędzie, gdzie było można, użyto techniki motion capture. Należy natomiast powiedzieć, że w filmie jest mnóstwo nierealnych scen walki. Fani anime oraz bijatyk wiedzą jednak, że skakanie bohaterów z budynku na budynek i wymiana ciosów w powietrzu na wysokości kilku pięter to rzeczy zupełnie normalne. Sceny takie z przyczyn oczywistych nie mogły być wykonane z udziałem aktorów MC, więc od razu zauważymy różnice w realności ruchów. Szczególnie niedorzecznie wyglądała walka Tify z Lozem, w której latanie z prędkością naddźwiękową w niewielkim „7th Heaven” było trochę żenujące. No, ale do takich efektów już przywykliśmy, więc przełykamy je bez trudu.
Zresztą już po dziesięciu minutach oglądania rezygnujemy ze śledzenia ledwo zauważalnej fabuły i po prostu patrzymy na niesamowite efekty. Na mnie jednak największe wrażenie wywarła fotorealistyczność krajobrazu, budynków i przedmiotów oraz naturalność oświetlenia. Świat na zewnątrz wygląda tak prawdziwie, że gdybym nie wiedział, że wszystko „rysuje” komputer, nie potrafiłbym powiedzieć, czy jest to sztuczna, czy naturalna sceneria!
Znajdziemy tu kilka zabawnych nawiązań do gry, np. Mog (stworek, który pozwalał zapisywać stan gry w pamięci) sprowadzony został do roli pluszaka. Niezłym żartem jest też melodyjka, pojawiająca się w grze na koniec pojedynku, jako dzwonek komórki. W filmie możemy podziwiać muzykę autora tego „dzwonka”. Nobuo Uematsu zawsze tworzył świetną oprawę muzyczną do niemal wszystkich gier z tej serii. Nie zawiódł i tym razem, skomponował całkiem niezły soundtrack, który zaaranżowano w kilku stylach. Usłyszymy więc sporo typowej muzyki filmowej, piękne chóry, ale i cięższego rocka, momentami w dosyć nowoczesnej formie, ale prezentującego się wyjątkowo dobrze. Wyłowiłem nawet fragmenty nawiązujące do muzyki grupy King Crimson, co tylko potwierdza klasę kompozytora i aranżerów. Najlepsze utwory zachowano na koniec. Podczas finałowej walki usłyszymy mini-suitę w mrocznych klimatach, która świetnie pasuje do osobowości głównego wroga Clouda. Są jednak momenty, gdzie muzykę dobrano niezbyt mądrze, np. podczas wspomnianej wcześniej walki Tify i Loza.
Reasumując, „Final Fantasy VII: Advent Children” to technologiczne cacko i wzór dla animatorów CG, ale jako film przygodowy jest niestety miernym produktem. Nawet w dziedzinie „kino akcji” nie prezentuje wyższego poziomu, niż obecne filmy amerykańskie. O wiele lepszym filmem pod względem scenariusza był „Final Fantasy: Spirits Within”. Musimy niestety potraktować opisywany tu film jako swego rodzaju efektowny dodatek do gry, którego nie można nazwać kontynuacją...
| Funkcja | Imię i nazwisko |
| Reżyseria | Tetsuya Nomura |
| Dialogi | Kazushige Nojima |
| Scenopis graficzny | Kazuhito Yamamoto |
| Projekt postaci | Chiharu Tsutsui, Tetsuya Nomura, Yusuke Naora |
| Scenografia | Yusuke Naora |
| Projekt obiektów mechanicznych | Takayuki Takeya |
| Nadzór animacji | Kouichiro Shiratori, Yoshihiro Kitano |
| Projekty tła | Keisuke Wakaba |
| Projekt kostiumów | Takayuki Takeya |
| Projekt potworów | Takayuki Takeya |
| Aranżacja muzyki | Keiji Kawamori, Kenichiro Fukui, Tsuyoshi Sekito |
| Muzyka | Nobuo Uematsu |
| Reżyseria dźwięku | Shōjirō Nakaoka |
| Nadzór nad efektami wizualnymi | Kōji Tanaka |
| W rolach głównych | |
| Imię i nazwisko | Postać |
| Takahiro Sakurai | Cloud Strife |
| W pozostałych rolach | |
| Imię i nazwisko | Postać |
| Ayumi Ito | Tifa Lockhart |
| Keiji Fujiwara | Reno |
| Kyousuke Ikeda | Denzel |
| Maaya Sakamoto | Aerith Gainsborough |
| Miyu Tsuzurahara | Marlene Wallace |
| Shougo Suzuki | Vincent Valentine |
| Shoutarou Morikubo | Kadaj |
| Taiten Kusunoki | Rude |
| Toru Ohkawa | Rufus Shinra |
| Toshiyuki Morikawa | Sephiroth |
| Banjou Ginga | Reeve |
| Hideo Ishikawa | Cait Sith |
| Junichi Suwabe | Tseng |
| Kazuyuki Yamaji | Cid Highwind |
| Kenichi Suzumura | Zack |
| Kenji Nomura | Loz |
| Masachika Ichimura | Red XIII |
| Masahiro Kobayashi | Barret Wallace |
| Megumi Toyoguchi | Elena |
| Yumi Kakazu | Yuffie Kisaragi |
| Yuuji Kishi | Yazoo |