Do znanej aktorki w podeszłym wieku przybywa dwóch ludzi mających nakręcić film dokumentalny o jej bogatej karierze. Przywożą ze sobą mały klucz, który, zaginiony na wiele lat i niezwykle dla niej ważny, przywodzi falę wspomnień. Aktorka opowiada nierozerwalnie związaną z kluczem historię swego życia.
| odcinki | 1 x 86 min - łącznie 86 min | |
| przypisania | dramat | |
| produkcja | Bandai Visual, GENCO, Kadokawa Shoten, WOWOW | |
| animacja | Madhouse | |
| ta recenzja | Dark Rael (20.09.2008) | Ocena: ![]() ![]() ![]() ![]() 9.50 |
Odświeżając sobie niedawno „Millennium Actress”, doszedłem do wniosku, że właściwie nie potrafię powiedzieć, dlaczego ten film tak bardzo mi się podoba. Oczywiście jego wielkość pod wieloma względami jest niekwestionowana, wzbudza odpowiedni szacunek, jednak dla mnie to zbyt mało, aby wpadać w zachwyt nad jakimkolwiek dziełem. Aby odkryć zachwytu tego przyczynę, musiałem najpierw zadać sobie podstawowe pytanie: czym tak naprawdę jest ten film? Nie była to rzecz tak prosta, jak można by początkowo przypuszczać. Z jednej strony mamy tu przecież do czynienia z filmem biograficznym poświęconym postaci fikcyjnej, ale także melodramatem, po części thrillerem i filmem o pogoni za pragnieniami. Jest to także kolejny przystanek na Konowskiej drodze łączenia rzeczywistości z fikcją i zabawa konwencjami filmowymi. Dokładając do tego własną teorię o tym, iż film ten może być wielkim hołdem dla kinematografii japońskiej, odkrywam być może mój własny klucz do „Millennium Actress”.
Film opowiada o kręceniu dokumentu poświęconego znanej aktorce Chiyoko Fujiwarze, która jesień życia postanowiła spędzić z dala od zgiełku wielkiego świata. W tym celu do wiejskiej posiadłości bohaterki filmu przybywa reżyser Genia Tachibana wraz z operatorem kamery. Ugościwszy przybyszów, aktorka zaczyna snuć opowieść o tym, jak to w latach trzydziestych XX w., będąc młodą dziewczyną, poznała uciekającego przed represjami malarza. Ich spotkanie było krótkie – on musiał uciekać. Pozostawił jej jednak klucz do swej walizki z przyborami do malowania, obiecując że kiedyś pokaże jej to, co dla niego najcenniejsze. Straciwszy z nim kontakt Chiyoko postanawia, że zrobi wszystko, aby odnaleźć młodego uciekiniera.
Satoshi Kon, ze znaną sobie manierą mieszania fikcji z rzeczywistością, wprowadza nas w życie aktorki, posługując się zarówno wywiadem, jaki przeprowadza Tachibana, scenami z jej życia, jak i filmami z jej dorobku. Te okazują się wiernie opowiadać historię poszukiwania właściciela klucza. Nim się spostrzegamy, zostajemy wrzuceni w środek akcji filmów Fujiwary, a wraz z nami reżyser Tachibana i jego operator. Oni natomiast nie poprzestają na obserwacji i uczestniczą w akcji filmów z pełnymi konsekwencjami. Tachibana – wielbiciel aktorki – chętnie wciela się w kolejne role drugoplanowe, natomiast towarzyszący mu operator stara się stać z boku i rzuca co raz kąśliwe uwagi pod adresem wczuwającego się w role Tachibany.
Jak już pisałem we wstępie, trudno określić podstawowy gatunek tego dzieła. Najwłaściwiej będzie powiedzieć, że takowego po prostu nie można sensownie przypisać. Film jest wielowarstwowy i można oglądać go wielokrotnie, traktując za każdym razem jako dzieło innego rodzaju. Wydaje się, że autor celowo wybrał prostą i bardzo klarowną fabułę, aby dało mu to większą swobodę przy tworzeniu formalnej sfery „Millennium Actress”, ale uczyniło też z filmu dzieło uniwersalne. Kon twierdzi, że filmem tym chciał pokazać, iż czas nie biegnie prosto, a zatacza kręgi. Biografia Chiyoko pokazana na tle każdej epoki wygląda prawdziwie i porusza kwestie wiecznie aktualne.
Mnie zafascynowała lekkość, z jaką reżyser przechodzi z jednej epoki do drugiej i to, jak swobodnie przeskakuje między różnymi gatunkami filmowymi, nie tracąc przy tym ciągłości fabularnej. Tym, co wywołuje we mnie uczucie nostalgii, a jednocześnie powoduje nie schodzący z twarzy uśmiech, jest jednak warstwa nawiązań do dzieł japońskiej kinematografii. Wraz z kolejnymi odsłonami nowych filmowych światów, przypominają się kolejne znajome sceny z dzieł nakręconych na przestrzeni ostatnich pięćdziesięciu lat. To niesamowite, jak jeden skromny film animowany uzmysławia nam, jak barwną historię ma ojczyzna reżysera oraz jaki jest ogrom i różnorodność japońskiego kina aktorskiego, które chyba nieprędko powróci do świetności sprzed lat.
A trzeba powiedzieć, że w „Millennium Actress” ograniczono się do epok najbardziej popularnych z perspektywy japońskiej kinematografii. Satoshi Kon twierdzi, że nie jest znawcą filmografii własnego kraju i raczej nawiązywał do pojedynczych scen z ulubionych tytułów, które zapadły mu w pamięć, niż do konkretnych filmów. Z łatwością rozpoznamy jednak sceny i nawiązania do „Tronu we krwi”, ale zauważymy też pewne podobieństwa do innych dzieł Kurosawy. Oczywiście nie tylko jidaigeki służyło reżyserowi za materiał do czerpania nawiązań, choć tego było najwięcej. Poza całym szeregiem nurtów, zobaczymy tu nawet sceny z jednego z filmów o wielkich potworach.
Przechodząc do kwestii wykonania, stwierdzić muszę, że producenci filmu nie byli rozrzutni. Jest zrealizowany bardzo przyzwoicie, ale na pewno nie jest to szczyt możliwości Madhouse’u. Widać to głównie w niezbyt szczegółowych obiektach ruchomych i niezbyt płynnej animacji, co na przykład nie ma już miejsca w „Paprice”. Styl graficzny, który cechuje filmy reżysera, nie zmienia się. To ta sama naturalna kolorystyka i dość surowy projekt postaci, rysowany bez większej staranności i pozbawiony wszelkiego wyidealizowania. Obraz pozbawiony jest wszelkich jaskrawych barw, czyli raczej już słabo mieści się w obrębie stylistyki anime. Kon próbuje uzyskać obraz dość zbliżony do rzeczywistości, ale mający także wszelkie znamiona animacji, jakby chciał powiedzieć, że jego filmy plasują się gdzieś pomiędzy światami live action i animacji. Czyżby Satoshi Kon dotykał tu kolejnej granicy? Mogłyby o tym świadczyć niektóre fotorealistyczne scenografie i fotografie aktorki stylizowane na prawdziwe. Powyższa hipoteza jest prawdopodobnie jeszcze zbyt odważna, ale reżyser ten w swych artystycznych poszukiwaniach raczej nie powiedział jeszcze ostatniego słowa, więc niczego nie można wykluczyć.
Muzykę do filmu skomponował Susumu Hirasawa, tworzący na co dzień muzykę, która teoretycznie nie powinna pasować do filmów historycznych. Nie był to jednak wybór przypadkowy. Kon bardzo zabiegał o tę współpracę, darząc Hirasawę wielkim szacunkiem. Jego muzyka inspirowała reżysera przy pracy nad tym filmem. Wsłuchawszy się uważniej w ścieżkę dźwiękową stwierdziłem, że mimo specyficznego stylu kompozycji, wszystko ze sobą mniej więcej współgra. Zresztą w filmie, w którym nigdy nie mamy pewności, co jest filmem, co wspomnieniem, a co dzieje się tu i teraz, zarzut, że muzyka nie należy do konkretnej epoki, wydaje się być bez znaczenia.
Jak zaznaczyłem wcześniej, film opowiada historię dosyć uniwersalną. Polubi go i miłośnik kina i tzw. niedzielny widz, dla którego najistotniejsze będzie to, że obejrzy piękna historię, zawierającą pewną dozę humoru i dramatyzmu. Ten film polubić może każdy poważniejszy widz. Niezależnie od tego, jak postrzega filmy, zobaczy świetne kino. Jest to bez wątpienia jeden z najciekawszych japońskich filmów animowanych, jakie znam i gorąco polecam go szczególnie koneserom kina japońskiego.
| Funkcja | Imię i nazwisko |
| Reżyseria | Satoshi Kon |
| Scenariusz | Satoshi Kon, Sadayuki Murai |
| Projekt postaci | Takeshi Honda |
| Scenografia | Nobutaka Ike |
| Muzyka | Susumu Hirasawa |
| Reżyseria dźwięku | Masafumi Mima |
| W rolach głównych | |
| Imię i nazwisko | Postać |
| Miyoko Shōji | Chiyoko Fujiwara (70 lat) |
| Mami Koyama | Chiyoko Fujiwara (20-40 lat) |
| Fumiko Orikasa | Chiyoko Fujiwara (dziecko) |
| Shozo Iizuka | Genya Tachibana |
| Masamichi Satou | Genya Tachibana (młody) |
| Masaya Onosaka | Kyoji Ida |
| Shoko Tsuda | Eiko |
| W pozostałych rolach | |
| Imię i nazwisko | Postać |
| Kouichi Yamadera | Człowiek od klucza |
| Masane Tsukayama | Duch |
| Tatsuyuki Ishimori | Urzędnik |
| Naoko Kyooda | Matka Chiyoko |
| Hirotaka Suzuoki | Otaki |